Zakopiałki. Pięknoty Tatr i trochę biegania; hopki drobne.

Pobyt w górach wykorzystujemy także na lżejsze fizycznie aktywności. Tyle miejsc chce być tutaj zobaczonych! Niektóre ceprosko skolokwializowały się, lecz to nie odbiera im piękna. Mniejsze wycieczki pozwalają spokojnie zaznać uroków tatrzańskich. Zaglądnęliśmy, biegiem i cepromarszem, tu i ówdzie.

🍀🍀🍀

Oto dolinki reglowe: osobliwości natury na niższych piętrach gór. Zaczynamy spod skoczni Doliną Białego, pnąc się wśród turystów i – nielicznych – klapkarzy. Potok pomysłowo urozmaica swój bieg: tu wodospad, tam kolory kamieni; przetykane kwieciem. Potem Sarnia Skała wisi nad głowami i zmusza do wspięcia, oferując Giewont na tacy. Ścieżka, falując poziomem, doprowadza nas na uroczysko Siklawicy. Struna wody przecina skałę, tworząc unikat natury. U stóp kłębi się tłum, zmuszając do czekania w kolejce na fotogeniczne miejsce.
Na Polanie Strążyskiej w paskudnej budzie biją cenowe rekordy: herbata po jedenaście zeta. Uciekamy ku Dziurze; tak zwie się wąwóz, zwieńczony jaskinią. O dziwo, można samemu zakosztować podziemnego świata. Warto zabrać latarkę.
Spacer kończymy na Drodze pod Reglami, gdzie dajemy się zbaranić kierdelowi owieczek: efekt podziwiajcie na tytułowym zdjęciu. Zwiedzając te niskie szlaki, powiększamy tłum i narzekamy na niego.

🍀🍀🍀

Próbujemy trochę pobiegać. Startujemy spod schroniska, podążając zielonym szlakiem, doliną w kierunku Wołowca. Pono na przełęczy straszy jeszcze śnieg, a chcemy nazajutrz tamtędy wracać. Sprawdzimy.

Droga niezbyt nadaje się na żwawsze tempa. Spotykamy szkody drwalskie, kamienie, wykroty i błoto. Coś tam jednak przetuptaliśmy. Schodzący z góry martwią się, czy my chcemy na siodło tak na lekko… Dobiegamy pod przełęcz i lustrujemy sytuację. Czapa biała, sporych rozmiarów, wisi na zboczu. Bez kijków lepiej nie próbować. Raz, że pośliznąwszy się, można stłuc krzyże; dwa – jak to wyjedzie… Wracamy decydując, że na Wołowiec dotrzemy granią przez Rakoń. Kilka kilometrów górskiego truchtania wpadło.

🍀🍀🍀

Wieczorem grzmi i błyska, a w niedzielę rano pada. Potem pogoda nie określa się. Decydujemy o krótkiej wyrypie na Iwaniacką Przełęcz. Schodzimy troszkę Chochołowską, skręcając następnie w stronę Ornaku. Czarny szlak prowadzi w głąb Jarząbczej, a my zagłębiamy się w las, skacząc po kamieniach potoku, który to niknie, to ukazuje się na powierzchni. Trakt pnie się schodami, tak średnio ostro, powiedziałbym. Deszcz na szczęście nie pada. W dobrym czasie wychodzimy na uroczą polanę.

Przełęcz Iwaniacka dzieli (lub łączy) Ornak od Kominiarskiego, Chochołowską od Kościeliskiej i schroniska tamże. Miejsce odwiedzane, lecz dosyć spokojne. Taka kwintesencja Tatr Zachodnich. Idealny cel na spokojny spacer strzemienny.

🍀🍀🍀

Morsy musiały się skusić na tatrzański potok. Rrregggenerujemy nogi rzetelnie – temperatura, mino czerwca, trzyma rześkość.
Śniegi topnieją wysoko.

🍀🍀🍀

Na parterze Tatr bez zmian. Nie tylko na czubach dzieje się. Będąc, zaglądnijcie i w niższe kąty.

🍀🍀🍀

Łukasz Klaś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *