Z przytupem, zagraliśmy se rock. Bieg Wojciechowy nad Narwią.

Serock powitał nas słońcem zza chmur i niezdecydowanym nadnarwiańskim wietrzykiem. Od rana z rynku startowały kolejne biegi, pięknie świadcząc o rozmachu organizatorów. Po dzieciach i młodzieży przyszła kolej na nas; a że nadeszło południe, to i temperatura wzrosła. Stało się jasne, iż trochę potu trzeba będzie na tej dyszce wylać.

Trasę poznaliśmy rekonesansem tydzień wcześniej. Mamy lekko wznoszący się pierwszy kilometr i finisz, zresztą płasko. Droga prowadzi szeroka, zakręcając rzadko i wygodnie, atest posiada – nie ma wymówek. Napieramy.

🍀🍀🍀

Pierwsze pobiegły dziewczyny, a faceci powoli zbierali się na pięknym Serockim rynku. Ciekawy to plac – nie leży na płaskim terenie. Z tego powodu mieliśmy finisz pod górkę. Czekając na panie popatruję w niebo, skąd płyną kiepskie wiadomości: słońce praży coraz mocniej. Wiatr też nie odpuszcza. Trudy walki z żywiołami widać na twarzach kończących zawody niewiast. Agnieszka po pięknej walce zajmuje dobre jedenaste miejsce, notując rezultat 45:08. Na tym etapie jej treningów, jest to niezły wynik. Pozwala on stanąć na pudle w kategorii wiekowej, gdyż podia nie dublują się. Dodajmy jeszcze z reporterskiego obowiązku, że zawodniczki nie pokonały atestowanej trasy – do dyszki brakło około 150 metrów. My pobiegliśmy już skorygowany, właściwy dystans.

🍀🍀🍀

Mężczyźni zostali podzieleni na trzy tury. To „covidowe” rozwiązanie wprowadziło nieco zamieszania za metą, gdyż wszystkim zaliczono czas netto. W pierwszej fali teoretycznie powinni wystartować najszybsi, lecz nie udało się tego tak zorganizować. Stąd z ogłoszeniem wyników musieliśmy poczekać na przybiegnięcie całej ostatniej grupy ścigaczy.

Zacząłem zgodnie z planem, lecz moje tempo okazało się zbyt optymistyczne. Na piątym kilometrze sporo zwolniłem; resztę dystansu pokonałem rzężąc i dogorywając. W jakim stopniu wpływały na to słońce i wiatr, trudno ocenić. Ostatecznie finiszuję szósty ze słabym czasem 37:24. Zajmuję jednak miejsce ósme open, gdyż dwóch szybkich zawodników wystartowało w kolejnych turach. Na podium wiekówki załapałem się w identyczny sposób, jak Agnieszka. Tak to nasze czwarte miejsca wśród czterdziestolatków zamieniły się w Serocku w trzecie.

Trochę skomplikowane te rozstrzygnięcia w Biegu Wojciechowskim były, lecz nikt nie ma pretensji – obostrzenia ciągle mącą w organizacji. Tę ogólnie trzeba ocenić wysoko, chwaląc serocką gościnność. A pogoda trafiła się piękna, a że raczej dla plażowiczów niż tuptaczy…

🍀🍀🍀

Zmęczeni, lecz w sumie zadowoleni wracamy z Serocka. Spotkaliśmy tylu miłych ludzi, dzieląc wreszcie bieganie bezpośrednio, razem – bezcenne. Mamy nadzieję, że to dopiero początek wspaniałego sezonu.

Biegamy!

🍀🍀🍀

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Z przytupem, zagraliśmy se rock. Bieg Wojciechowy nad Narwią.

  1. Nic dodać nic ująć, miło jest rywalizować w przyjaznej atmosferze a wynik jest wypadkową wielu czynników. Niezmiennie podziwiam Wasze osiągnięcia i kibicuje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *