Tatry! Zdobywamy pierwszy szczyt poza szlakami, w warunkach niekoniecznie wiosennych.

Długo wyczekiwany wyjazd zbiegł się z poprawą pogody. Dobra nasza! Wiemy, że w wyższych partiach panują okoliczności mocno zimowe – dostosujemy plany. Ważne, iż niebo i słonko łaskawe. Pełni nadziei wyruszamy na tatrzańskie percie, odetchnąć pełną piersią i hemoglobinę multiplikować. Hej!

🏔🏔🏔

Wyjechawszy z Warszawy sobotnim rankiem, docieramy bez problemów w 5,5 h do Zakopca. Kwaterę mamy znakomitą, na Hutach: 2 km od centrum, spokój i widok na Orlą Perć, 50 zł za noc. Szybko się urządzamy i rozgrzewkowo ruszamy na pobliskie Regle. Trasa na Kopieniec Wielki jest ładna i przyjemna, a widoki ze szczytu przyzwoite. Przeskakujemy na Nosal, ale tutaj, dosłownie 100 metrów od wierzchołka, zawraca nas burza. Zbiegamy w dobrym tempie do Kuźnic, gdzie znów wychodzi słońce. Ulicami pełnymi długoweekendowców docieramy z powrotem do naszej willi. Zamykamy sympatyczną pętlę piętnastoma kilometrami. Spać – gdyż nazajutrz pobudka brzaskiem.

🏔🏔🏔

Rezerwując internetowo, płacimy za parking na Palenicy Białczańskiej „tylko” 35 zł. Żwawo tuptamy asfaltem do Moka, mijając nielicznych turystów. W schronisku czeka mnie ważna misja: wpis do Wielkiej Księgi Wyjść Taternickich, konieczny dla zalegalizowania wędrówki poza szlakiem. Można się zameldować internetowo, lecz tu masz: error 505. Miotam się po budynkach w poszukiwaniu magicznego zeszytu, a Aga obserwuje manewry Sokoła, uatrakcyjniającego poranek nad jeziorem. Wreszcie – wszystko załatwione, ruszamy żółtym w kierunku Szpiglasa. Pogoda piękna, widoki zatem też. Morskie Oko już uwolniło się od lodu, a i Czarny Staw puszcza.

Przerzucamy się na czerwone znaki w stronę Wrót Chałubińskiego, gdyż naszym celem jest Mnichowa Kopa, leżąca u podnóża Cubryny. Po zejściu ze szlaku manewrujemy na Mnicha, podziwiając wspinaczy na jego ścianach. Poruszanie się „na offie” zawiera miły element wyboru drogi. Nasz cel niewiele wymaga wysiłku, choć tak całkiem ewidentnie nie jest. Po drodze kilka stromszych podejść polami śniegu i skałami, lecz raczki zostają w plecakach. Po godzince wędrówki poza szlakiem zdobywamy nasz pierwszy szczyt. Z wysokości 2090 metrów podziwiamy krajobraz i z nonszalancką sympatią patrzymy na drogi znakowane.

Idąc w dół nie zachowujemy dokładnie ścieżki podejścia, lecz obywa się bez problemów. Lądujemy na słynnej Ceprostradzie, prowadzącej na Szpiglasową Przełęcz i szczyt tegoż miana. Tu osiągamy nasz dzisiejszy top: 2172 m npm. Wspinamy się powoli, gdyż teren jest czujny. Na siodle zakładamy raczki i stuptuty; okazuje się to dobrym wyborem, gdyż na zejściu do Doliny Pięciu Stawów Polskich nie ma żartów ze śniegiem. Pomyśleć, że czerwiec już dobrze napoczęty! W kilku miejscach trzeba naprawdę uważnie kroki stawiać!

Krótko popasamy nad Wielkim Stawem, spotykając sympatyczną kozicę jeszcze przed schroniskiem. Wracamy obok Siklawy i tutaj też jeszcze jedno śnieżne pólko nad skałami lodospadu jest zaprawdę groźne. Szczęśliwie przemykamy i Doliną Roztoki lądujemy przy Wodogrzmotach. Jeszcze 3 km asfaltem i pustawy parking wita. Zamykamy dzień wędrówki w 12h, 29 km i 1850 up. Solidna dawka, a po drodze trochę trudności było.

🏔🏔🏔

Pogoda się utrzymuje i dobrze: jutro w góry. Wiele widać na zdjęciach, na które zapraszamy do komentarzy fb.

🏔🏔🏔

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Tatry! Zdobywamy pierwszy szczyt poza szlakami, w warunkach niekoniecznie wiosennych.

  1. Oooo kurcze Szacun wielki dla Was. Niezla wyprawa. Tez nam sie marza tamte strony. Ale Wy z Aga dajecie rade na 10 – tke z plusem. Czekam na kolejna tatrzanska przygode 🙂 Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *