Śniegi topnieją wysoko. Zew gór ponadładnych.

Pogoda nie chce się zepsuć, wymuszając pobudkę o porze sprzecznej z ideą urlopu. Mus! Śniadanie, czekany, krem u-fał i termosotea lądują we właściwych miejscach; gnamy. Dziś przyglądniemy się zmianom na zachodzie Tatr, startując z Siwej Polany. Słońce żarzy swą plazmę wściekle, emitując gorąc i jasność na turnie, upłazy i doliny. Ludzka fala weekendowa odjechała w korkach na niziny, zostawiając nam spokój iście górski. Drepczemy raźno Doliną Chochołowską, ciesząc się wszystkim.

Nie docieramy jednak do schroniska, skręcając wcześniej na czerwony szlak, w stronę Trzydniowiańskiego Wierchu. Przez chwilę drepczemy otwartym terenem, po czym droga subtelnie podąża ku niebu, pnąc się Krowim Żlebem. Najlepsze czai się przed nami. Wchodzimy między drzewa i: jest to pionowy las. Kto nie wierzy, niech przybieży i sprawdzi. Wydaje się niemożliwym, aby drzewa rosły na takiej stromiźnie. Podejście uchodzi za jedno z bardziej męczących w Tatrach. Sapiemy, złorzecząc i marniąc. Nasze mięśnie wchodzą z nami w spór zbiorowy.

Wygramoliwszy się jakimś cudem na grań, podziwiamy widoki. Tu zieleń, tam śnieżek się uśmiecha. Tatry Zachodnie nie zdecydowały się jeszcze: wiośnie świeczkę i zimie ogarek. Uczciwie jednak przyznajmy, że na szlakach panuje suchość, a biały puch (raczej: ciapowata kasza) pełni rolę rzadkiej dekoracji.
🏔🏔🏔

Bez większych ceregieli zdobywamy Kończysty Wierch i napieramy na najwyższy szczyt polskiej części Tatr Zachodnich. Wspinaczka na Starorobociański jest mozolna, lecz niezbyt trudna. Drogę urozmaicają kozice, ignorujące ludzi w czarujący sposób. Trzaskamy foty, panoramki, a filmiki – widoki zmuszają do utrwalenia. Na szlakach spotykamy niewiele osób; wśród nich wariata, pozującego do zdjęcia z kibolskim szalikiem anti-jakiśtamklub. Uprzejmie cykam mu fotę, uparcie twierdząc, że poza siatkarzami i skoczkami „nie jestem za nikim”. Zwykła rzecz na szczycie Starorobociańskiego Wierchu. Ole!

Zmykamy w dół przez Siwą Przełęcz, schodząc czarnym szlakiem z Ornaku. Jedna kwestia umila wściekły upał: woda z topniejących śniegów jest pyszna! Zataczamy wielkie koło, wracając Chochołowską ku światu. Jakże miło jest spoglądać ze starannie nieukrywaną wyższością na zjeżdżających wagonikami z ciuchcią. Nasze nogi to skarb.

🏔🏔🏔

Pogoda nie odpuszcza. Czeka Was jeszcze kilka tatrzańskich wpisów. Przybywajcie je sprawdzić na miejscu.

🏔🏔🏔

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Śniegi topnieją wysoko. Zew gór ponadładnych.

  1. Bardzo sie ciesze ze bedzie jeszcze o Tatrach. Trasa opisana swietnie. Doslownie czuje sie tak jakbym tam z Wami chodzila. Tez powinnam cos napisac o gorach ale weny nadal brak. Cos sie ze mna podzialo. Myslalam ze jak zrobi sie cieplo to wraz z nim wroci wena, a tymczasem pustka.
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na wiecej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *