Rozterki biegacza. Podążaj za głosem serca: bieżnia, czy asfalt?

Wykonałeś, biegaczu, plan treningowy? Czujesz formę, uczciwie przelawszy właściwą porcję potu? Pora skonsumować przygotowane danie, startując w wymarzonych zawodach. Dystans miałeś z dawna określony, a teraz trzeba się zdecydować – ścigamy rekordy na bieżni czy asfalcie?
Jak w życiu, często, tak i tutaj, stoimy na rozdrożu.

🍀🍀🍀

Wymieńmy plusy bieżni.

Dokładny pomiar dystansu – kto się nieraz zdziwił na atestowanych trasach, ten zrozumie. Łączy się z tym także komfort w pilnowaniu tempa, wraz z pokonywanymi okrążeniami.
Płaskość – żaden podbieg na nas nie czeka.

Nawierzchnia – jeśli umiemy ścigać się w kolcach, zyskujemy handicap. W nich się naprawdę szybciej przebiera nogami.

Kontrolowanie stawki – cały czas widzisz wszystkich konkurentów i możesz precyzyjnie określić przewagę/stratę odległości.

Bezpośredni nadzór sędziowski cały czas.

Teraz minusy stadionu.

Bieganie w kółko – nie każdy to lubi. Sama świadomość, że na dyszce trzeba pokonać 25 okrążeń, nudzi już przed startem.

Dublowanie – do rzadkości należą serie rozgrywane w równym tempie. Zdarza się i kilkadziesiąt wyprzedzań, a nie wszyscy umieją zachować się z kulturą. Nic tak nie wnerwia, jak zawodnik nie chcący cię puścić na wirażu.

Nierówne obciążenie nóg – na łukach pochylamy się cały czas w lewo. Warto spróbować zrekompensować ten efekt, okrążając stadion na treningach w prawo.

🍀🍀🍀

Pora na zalety asfaltu.

Urozmaicona trasa – cały czas coś się dzieje. Zmienia się nawierzchnia, nachylenie, okolica, kibice, warunki… Nie ma nudy.

Szeroka droga – poza startem, gdzie bywa tłoczno, nie musimy pracować łokciami, skupiając się na nogach.

Integracja – na starcie nawet kilka tysięcy osób naraz.

I na koniec wady wyścigów na szosie.

Zmienne warunki – nawet znając trasę, możemy się zdziwić. Zaskoczyć potrafi wiatr, błoto, samochody, psy, kibice. Trzeba cały czas uważać.

Oznaczenie trasy – kto nigdy nie pobłądził? Do dziś wspominam imprezę w Górze Kalwarii, gdzie stawka minęła nawrotkę, podążając w siną dal. I wandale potrafią taśmy zerwać.

Niepewność pomiaru dystansu – tu podam przykłady. Daleko szukać nie muszę; na ostatniej dyszce znacznik „9 km” stał 700 metrów przed metą. Inne 10K – przed startem ogłoszenie: spodziewajcie się raczej jedenastu kilometrów. Ok, napieramy. Metę spotkaliśmy po 12,8 km…

🍀🍀🍀

Oczywiście, niektóre czynniki są względne. Co dla jednego uciechą, innemu utrapieniem. Może lepiej zatem patrzeć raczej na pozytywy, piastując pogodne nastroje? Albowiem warto obydwu opcji spróbować. Przynajmniej nudy unikniemy. Ostatnio, przez covida, częściej brało się, co dawali, zgoła nie marudząc. Wraz z powrotem normalności, dylematy wrócą. Osiołkowi w żłobie dano…

Co wybieracie, bieżnię czy asfalt?

🍀🍀🍀

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Rozterki biegacza. Podążaj za głosem serca: bieżnia, czy asfalt?

  1. Asfalt przeplatany szutrem, żeby mieć dodatkowe usprawiedliwienie na brak postępów i lepsze wrażenia estetyczne 🙂

  2. Cześć. Ja wybieram ścieżkę leśną 😉 Bieżnia jest za nudna, więc tylko czasem na specjalistyczny trening. Asfalt jest OK, ale ileś można klepać ten sam krok i męczyć gnaty. Wielu kończy na trialu i lata po lasach i górach. To lubię. Pozdro, Paweł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *