Piknik, który wisi.

Wreszcie można do teatru pójść – nieomal normalnym trybem. Korzystamy. Natrafiając na sztukę wtórną względem książki i filmu, z ciekawością rozsiadamy się na widowni. Cóż twórcy nowego dodadzą, jaką interpretacją nas racząc? Kurtyna w górę idzie.

Piknik pod Wiszącą skałą napisano jako kryminał, lecz dzieło stało się czymś znacznie wykraczającym poza ramy tego gatunku. Popularność ogromnie podbił film, z atmosferą tajemnicy; dodajmy jeszcze świetną muzykę Zamfira. Co Lena Frankiewicz uczyniła z pierwowzorem?

Scenografia, muzyka, zawiązanie akcji nie wnosi nic nowego. Przedstawienie utrzymuje klimat lepkiej grozy, snując sieć dramatu. Wkrótce następuje lekki zwrot i dodatek nowego… Nie zdradzam konkretów, zachęcam do oglądnięcia. Rozwiązanie zagadki, zaproponowane na deskach Narodowego mnie osobiście nie przekonuje. Może sięgnięcie do aborygeńskich korzeni Australii ma sens, lecz nie każdemu musi się podobać. Schemat, politycznie poprawny głównym nurtem, nieco razi.

🎭🎭🎭

Aktorki stanęły na wysokości zadania, nie osiągając jednakże zbyt wiele więcej. Świetnie gra Ewa Wiśniewska, zaś francuszczyzna pani Kożuchowskiej nieco razi, zwłaszcza uszy siedzącej obok mnie lingwistki. Ogólnie warsztat się broni, zresztą w Teatrze Narodowym nie wypada inaczej.

Polecamy, bez nacisku.

🎭🎭🎭

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Piknik, który wisi.

  1. Przepraszam, że wchodzę w dyskusję. W końcu to wasze wrażania na waszym blogu, ale zaciekawiło mnie dlaczego dramatyczna przestroga przed realną katastrofą kojarzy wam się z „polityczną poprawnością”? To raczej fakt naukowy przełożony na język poezji. Szuka opowiada przecież o ludzkiej pysze. Tego ani w książce ani w filmie nie było.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *