Okres startowy.

Minęły piękne i ekscytujące tygodnie ciężkich przygotowań, czas zacząć nudny sezon startowy. Na to czekają biegacze z niepolitycznym zacięciem rywalizacji. Wygrywać – poprawiać – ustanawiać – rekordować – staje się hasłem najbliższego okresu. Jak wykorzystać go najlepiej? Spróbujmy wycisnąć z potencjału maksimum efektu, racjonalnie planując i wytrwale realizując. Odrobinę szaleństwa też w tym zmieścimy. Do boju!!

🍀🍀🍀

Kwestią pryncypialną staje się dozowanie intensywności. Schodzimy z obciążeń, naturalnie; lecz trzeba skonkretyzować. My, amatorzy, pozbawieni na co dzień diagnostyki (np. pomiaru mleczanu), musimy zdać się na wiedzę trenera, podpartą mocno odbieraniem sygnałów z organizmu. Teoretyczna wiedza musi w tej kwestii oprzeć się na kilkuletnim doświadczeniu; nabieranie tegoż bywa bolesne. Przedstawię, jak ja rozwiązuję te sprawy w bieżącym sezonie.

Kluczową sprawą jest odpoczynek przed startem i regeneracja po. Dwa dni, bezpośrednio sąsiadujące z zawodami, przeznaczam na luz: co najwyżej rozruch. W tygodniu wykonuję jeden akcent (mocny trening), dodając ewentualnie drugi o mniejszej intensywności: podbiegi, rytmy, skipy. Kilometraż utrzymuję bez zmian, ewentualnie lekko redukując. Pamiętajcie, iż startuję na 5 i 10 kilometrów; przy dłuższych dystansach sprawy mają się inaczej. Pozostałe dwa, trzy treningi to spokojne tempo z dodatkiem kilku przebieżek. Skrupulatnie pilnuję rozciągania, rolowania, odżywiania i snu. Te elementy grają kluczową rolę w taperingu. Problemem jest regeneracja zimnem: ciężko o dostęp do naprawdę lodowatej wody, a nogom dobrze to robi. Musi wystarczyć temperatura kranowa. Na razie to działa pod względem zdrowia, a wyniki – zobaczymy, pierwszy wielki sprawdzian w niedzielę. Na szczęście w Warszawie powoli imprezy ruszają.

🍀🍀🍀

W tym sezonie jeszcze więcej czasu w okresie przygotowań spędziłem w górach. Ze względów obostrzeniowych, wyjazdy te miały charakter jednodniowych wycieczek: dwa razy Tatry, kilkanaście razy Beskidy. Czy te kilkadziesiąt godzin na wysokościach podciągnie choć trochę formę? Na pewno nie zaszkodzi, a tuptanie po wierchach ma dla mnie walor sam w sobie, zatem zaliczam to tak czy siak do pozytywów.

Efekt podniesienia parametrów krwi starałem się też uzyskać stosując ćwiczenia oddechowe metodą Butejki/McKeowna. Solidnie pomęczyłem się na bezdechach.

Jak widzicie, próbuję różnych bodźców, co zwiększa szanse na sukces. Kryterium jest pozytywny wpływ na zdrowie; stąd na przykład sztuczne preparaty nie wchodzą w grę. Kontuzji unikam, a i wątroba zadowolona.

Lubię rywalizację i już cieszę się z nadchodzących startów. Do zobaczenia na trasach.

🍀🍀🍀

Łukasz Klaś

3 thoughts on “Okres startowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *