Łańcuchy.

Tym razem wybieramy się we wschodnią część Tatr. Nie wejdziemy na wielki szczyt, lecz zaglądniemy z bliska w Tatry Bielskie. Spod Łomnicy zdobędziemy Świstowską Przełęcz, schodząc poprzez urokliwą Dolinę Kieżmarską. Po drodze odwiedzimy schroniska i stawy, których nie brakuje w tej części gór. Pierwszy raz w czasie pobytu na Słowacji wyruszamy, mając gwarantowaną pogodę, vulgo: w lampie. Tubki z kremami przeciwsłonecznymi jęknęły, wyciśnięte.

⛰⛰⛰

Startujemy z Tatrzańskiej Łomnicy, gdzie czeka nas miła niespodzianka: darmowy parking przy dolnej stacji wyciągu. Nie marudząc, pniemy się zielonym szlakiem. Na południu coraz szerzej prezentuje się Kotlina Popradzka, natomiast na północy króluje Łomnica. Jej sylwetka nieodparcie kojarzy się z K2.
Część wędrówki prowadzi stokiem narciarskim, co, rzecz jasna, uroku nie dodaje. Za to szybko zyskujemy wysokość, po dwóch godzinach meldując się na Skalniate Pleso. Okolica stacji przesiadkowej zawiera w sobie powab Morskiego Oka i Kasprowego na raz. Jest jezioro, schronisko, obserwatorium, knajpa, węzeł szlaków, tłum ludzi i zgiełk. Uciekamy. Przechodząc, rzucamy okiem na cennik kolejki i nieco nas prostuje: 64€! Ugh, cena nadalpejska, zaiste…

Wkraczamy na czerwony szlak, będący częścią – tak, zgadliście – Magistrali Tatrzańskiej. Trawersujemy zbocze usiane rumowiskiem głazów, lecz od ruchu turystycznego odsapnąć tu się nie da. Zaprawdę, na podobno obleganych Krywaniu i Sławkowskim więcej zaznaliśmy samotności. Łomnica chowa się za rogiem; pokonujemy kilka klasycznych zygzaków i stajemy na przełęczy. Warto było tu przyjść! Widoki zniewalają… Jagnięcy, Kozi, Kołowy i Jastrzębia Turnia kłują niebo. Zielony Staw w dole gra barwami; można liczyć odcienie zieleni i niebieskości do woli. Mamy też panoramę Tatr Bielskich, ze słynną parą Hawrań&Płaczliwa Skała. Pięknie.

Zsuwamy się w dół, czekając na obiecane w przewodniku łańcuchy. Wysokość maleje, kosówka pleni się gęściej, schronisko tuż, a trudności brak. Wreszcie, na dole zbocza, trafiamy na żleb. Jest zabawa, że hej. Dnem rynny płynie woda, a tamtędy najłatwiej. Musimy czekać. Bez większych problemów złazimy suchą skałką obok, na łańcuchach tylko foty robiąc. Mniej wprawni turyści zamaczają nogi po kolana. „To neni touristika, to je bitka o žyžni!”. Nie wyśmiewam się, lecz warto przy wyborze szlaku oceniać swoje możliwości z dystansem.

Przy schronisku tłok i kolejka do baru. Nie dziwimy się, miejsce dział na zmysły. Do atrakcji widzianych już z góry dochodzą wodospady i to takie po 100m+. Potężny trójkąt Małego Kieżmarskiego przytłacza z góry, każąc opuścić wzrok. Zaszywamy się z boku, nad stawem i osuszamy termosy planując wyprawę na Jagnięcy.

⛰⛰⛰

Droga w dół prowadzi po tak cholernych kamieniach, że się Tatr odechciewa. Niżej, w lesie, jest już ładniej. Domykamy pętle mijając budynki odnowione, lecz pamiętające epokę minioną. Nie żegnamy się z Tatrami, lecz mówimy: do widzenia!

Kolejka na Łomnicę mruczy, wwożąc hojniejszych na szczyt. My pozostajemy na pozycjach skner chodzących; jakoś dobrze nam z tym.

⛰⛰⛰

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Łańcuchy.

  1. Schodzenie nigdy nie bylo moja mocna strona. Ile ja sie nawkurzam jak schodze z Wysokiej w Pieninach. Tam to juz nie ma zartow. Piekna relacja, tradycyjnie bardzo mi sie podoba. Wy to na wprawe narzekac nie mozecie 😁😁😂😂 Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *