Żyd, który stał się Chrystusem.

Rozpoczynamy z dawna wyczekiwany Festiwal Szekspirowski od „Kupca weneckiego”. Rzecz podają słupszczanie, stający aktorsko na wysokości zadania. Nad morzem się akcja zaczyna, leżącym pod falochronem Antoniem; jakżeby inaczej w Trójmieście?

Metoda włączania do sztuk leciwych współczesnych gadżetów panoszy się ostatnio w teatrach. Poczęstowano nas i tutaj dresami, rapem, laptopem i magnetowidem rzuconymi na weneckie bruki i kanały. Dżesika (wdzięczne, że (sic!)) z gracją wciąga amfetaminę, miny adekwatne strojąc. Zapodano joł!

Sztuka trzyma jednak szekspirowskie dramatyzmy na poziomie satysfakcjonującym intelektualnego snoba jak ja. Dawka duchowości opadła na widownię również wystarczająco dla apetytu, liczba westchnień się zgodziła.

Majstersztykiem podano zakończenie, chrzcząc Shylocka przymusem w rytm piosenki Depeche Mode. Postać zgnębionego bohatera narzuciła skojarzenie ewidentne.

Jestem pod wrażeniem.

Festiwal polecamy mocno.

Zasypiamy w naszym gdańskim lokum kołysani szumem fal i powracającym echem pytaniem: co nowego na Rialto? Co nowego na Rialto?

Łukasz Klaś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *