Zwierzę.

Wielkanoc kojarzy się z zoologią; albowiem zajączek, kurczaczek, baranek pod nos się pchają. I kaczuszka też. Witalne to święta, buchające wiosną, obfitością, naturą. A człowiek, wszak morza pychy wypiwszy, przecież od prawdy naukowej nie umknie: ssakiem jest i tyle. Dotyczy również biegaczy!

Biorąc pod uwagę najistotniejsze atrybuty dla szuraczy, zadaję nieco żartobliwą zagadkę: jakie jest najszybsze zwierzę świata? Ha! Kto się złapał na geparda? Ten pędziwiatr dzierży miano najśmiglejszego wśród ssaków, natomiast in gremio animali rządzi sokół wędrowny. Ptaszyna owa potrafi rozpędzić się do 400 km/h! Wykorzystuje jednak do tego skrzydła i grawitację, zatem oddawszy rekordziście honor, zajmiemy się stworzeniami z napędem nożnym. Gepard stówę na godzinę przekracza. Pozwalają mu na to potężne dźwignie mięśni nóg, pazury lepsze niż kolce lekkoatletyczne, ogon służący za balans, aerodynamiczny kształt ciała… Ten kot sprawdzi się jednak tylko w sprincie. Już po 200 metrach musi się zatrzymać, gdyż grozi mu śmierć z przegrzania.

Nie potrzebujemy jednak do Afryki jeździć, aby z pokorą stumetrówkę przegrać. Wystarczy na miedzę wyjść, próbując zająca złapać, a szybko skończy się boltowanie. No i zaliczymy akcent wielkanocny.

Na średnich dystansach spotkamy innych mistrzów: konie, psy gończe, antylopy, kangury, strusie. Tu nie mamy szans, lecz na odległościach maratońskich wraca dla nas nadzieja. Okazuje się, że jesteśmy, my – człowieki, urodzeni do wielkich wyścigów i to nie tylko Indianie Tarahumara. Bieganie w naturalny sposób kieruje naszą uwagę ku nogom, lecz istotne też okazuje się pocenie (chłodzenie) oraz umiejętność swobodnego oddychania w czasie wysiłku.

Czy zatem wygramy ultra z każdym ssakiem? Aż tak dobrze to nie ma, aczkolwiek wynik zależny byłby od warunków. Bez jedzenia i picia dostalibyśmy baty od wielbłądów i wilków.

Natomiast rządzimy wśród naczelnych. Żadna małpa nie ogra nas na piątkę. Zeszliśmy na ziemię, utraciwszy siłę w barach, aby zagonić na dwóch nogach cały świat.

Czy jednak w swoim mistrzostwie powinniśmy podążać drogą rozumu ludzkiego i techniki wspomagawszy się komputerem, czy też ku zwierzęcej naturze zerkać? Odpowiedź nie jest oczywista.

W toku ewolucji staliśmy się biegaczem znakomitym. Do wymienionych uprzednio cech dodajmy mocne łydki, uda i pośladki, wspaniale sklepioną stopę z krótkimi palcami i potężne ścięgno Achillesa. Tylko gnać! Wyjść na przestrzeń otwartą i boso zasuwać aż tchu w płucach stanie, wsłuchując się w głos organizmu, zgodnie z naturą. A wyniki same przyjdą.

Z drugiej strony posiadamy wiedzę pokoleń trenerów i zawodników, ćwiczących cyklem, przebieżką, progowo, interwałem. Wspomaga ich potężna wiedza medyczna i fizyczna, komputerami wsparta. Dołóżmy do tego cuda techniki produkującej sprzęt – zwłaszcza buty, dodające coś, czego żadne zwierzę nie dostanie.

I co teraz? Którą drogę wybrać?

Radykałowie jednej strony boso szurają i to asfaltu nie wyłączając. Z drugiej flanki amortyzacja w obuwiu kosmicznych rozwiązań używa, stopy w komforcie piastując. Zachęcam do umiaru.

Niewątpliwie bieganie na minimalnej amortyzacji na ogół poprawia technikę, a co za tym idzie wzmacnia naturalny układ ruchu kończyn dolnych, zapobiegając kontuzjom, przeciążeniom i urazom. Nie rzucajcie się jednak na głęboką wodę. Rozsądnie zasięgnąć rady fachowców, boć każdy przypadek indywidualny. Natomiast warto spróbować poniższych rozwiązań, nawet nie trenując wyczynowo.

Co jakiś czas, stopniowo częściej i dłużej, pochodzić boso po mieszkaniu. Potem, jeśli mamy bezpieczny teren (szkła!), spacerować na zewnątrz bez butów coraz dalej. Na łące i plaży to czysta przyjemność. Stopniowo możemy dodać odcinki truchtem i jeśli nam się spodoba, rozejrzeć za butami z mniejszą amortyzacją. Ani się obejrzymy, a zaczniemy pięknie technicznie grzebać ze śródstopia.

Zawodowcom poleca się bose roztruchtanie po zawodach; niestety, nie zawsze mamy warunki po temu.

Zwróćcie uwagę, iż kolce lekkoatletyczne praktycznie nie posiadają miękkiej podeszwy. Jeśli kupujecie je pierwszy raz, zaczynajcie treningi ostrożnie, bo achillesy mogą ucierpieć.

Uczciwie też trzeba zaznaczyć, że można biegać w butach z dużą amortyzacją, mieć prawidłową technikę i nie silić się na zmiany. Jeśli coś dobrze działa, czemu nie? Ogólnie jednak, „bosowanie” jest zdrowe. I takie podniecająco zwierzęce.

Wam i stopom Waszym życzę zdrowych, wesołych świąt!

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Zwierzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *