Zielono.

Pojechaliśmy poznańskim traktem, prosto jak strzelił, zgoła na trudności nie zważając. (Przeklęte niechaj będą wielkopolskie bramki! Zdziercy.) Tutaj pola szerokie horyzonty wypuszczają, kraj rozlegle otwiera ramiona, zapraszając przyjezdnych.

Szaro już omalowały pory roku krajobraz, osmętnicą mgłami go barwiąc. My – na przekór – wybujałości, smaków witalnych i młodego wina zapragnąwszy, ku polskiej stolicy tego trunku zmierzamy. Bachusie! Słodką nam gościnę w Zielonej Górze zgotuj.

Miasto geograficznie w rozkroku stoi. Obecną dobą, w świadomości popularnej polskiej, do lubuskiej macierzy przypisane zostało. W istocie północne rubieże Dolnego Śląska okupuje, ledwo, ledwo na naciągniętym peryferium Odry dotykając. Urzędy w jedną, a biotop naturalny w drugą stronę ciągną. Jednakowoż… Sportowe derby z Gorzowem, nie Wrocławiem, emocje przynoszą. A może, nieco wyidealizowawszy oka przymrużeniem, na niezawisłość postawić? Księstwo Zielonogórskie brzmi bardzo zgrabnie; alibo tylko Katalonii wolno wrzeć?

Włócząc się po ulicach i parkach grodu, wyczuwamy lekkie nastroje małej dychotomii. W kamieniach bruków, kałużnych odbiciach neonów barowych, śmiechach dziewcząt, zapachach zaułków trwa walka postu z karnawałem.

Jego świątobliwość patron.
Jego nieświątobliwość patron. Na bibkę nietrudno wyciągnąć.

Cnocie świętszej zda się ex officio patron papież Urban przewodzić. Niecnocie swawolnej Bachus rej wodzi. Obu łączy atrybutem – tak, tak, to nie pomyłka – napój wykwintny, którym miasto słynie.

Wino.

Z ofiarowaną nam przez Izę winogronówką, temu Bachusikowi wyjątkowo do twarzy. Tutaj witają trunkiem i ciastem.
Bachusiki – belfer.

Niby przypadkiem ciągle natrafiamy na ślady wytrawne, pół i zgoła słodkie. Nietrudno dionizyjskie akcenty napotkać. Frywolny ów Bóg hojnie miasto swym potomstwem obdarzył. Z różnych stron małe Bachusiki spoglądają, szepczą, uśmiechają się złośliwie. Na podobieństwo wrocławskich krasnali wciąż przed oczy włażą. Niepodobna się odgonić; zresztą, któżże taki święty, by małym kusicielom odmówić?

Powitanie z gronem.

In vino veritas.

Z fantazją i rozmachem małe łobuzy rolę sobie przydzieliły, niektóre co prawda sponsorowane, lecz któż nad kielichem to sprawdza… Winne grono łączy wszystkich, wystarczy na fotografie spojrzeć. A przecież nie cały skład odnaleźliśmy.

Kolega po piórze.
Informatyk.
Turysta wita turystów.

Atrakcji Zielonej Góry odwiedziliśmy więcej, kręcąc się po zaułkach, placach i z rozdziawionymi gębami podziwiając. Planetarium ciekawy program oferuje i wystawami interaktywnymi kosmiczne wrażenia na ziemski padół zstępują. Tanio – ledwo dyszkę zapłaciliśmy za piękny seans o zorzy, a wystawa to już całkiem darmo.

Budynek planetarium mieści się tuż przy zabytkowym centrum.

Liczne parki łagodzą zielenią industrialne sztuczności, choć i w nich trafiają się winnice. Sportowych aren co nie miara spotykamy, w tym oświetloną ścieżkę rowerową w lesie! Kibicowsko, ze słów poetów na murach, wynika, iż króluje żużel. Jest jednakowoż gdzie pobiegać, zamorsować, popływać i ciężarów poprzerzucać.

Jak nas objaśniono, legenda zielonogórskiego żużla, Andrzej Huszcza – gazu nie puszcza.

Zanurzenie w chłodnej wodzie uskuteczniamy nad Dziką Ochlą, urokliwym miejscem spotkań tutejszych mrozofilów.

W Zielonej Górze dbają o naturę. Trudno ocenić bilans zysków i strat w inwestycji elektrycznych autobusów, lecz jedno trzeba przyznać: ładowarki do tychże wyglądają efektownie. Popatrzcie.

Transportowi miejskiemu także patronuje Bachusik.

Dłuższego spaceru zażywamy w Parku Piastowskim, zasługującym bardziej na miano lasu. Krajobraz ściele się krasny, a zwolennicy aktywnego przemieszczania mają do wyboru kilkadziesiąt kilometrów tras.

Na granicy lasku i miasta wznosi się piękny amfiteatr, służący w dobrych czasach Festiwalowi Piosenki Radzieckiej. Jeszcze dzisiaj obiekt godnie się prezentuje, zapraszając do występów. Co mi szkodzi…

Mój występ…
…spodobał się publiczności…
…lecz rezultat jak zwykle: czwarte miejsce open kobiet.

Sercem każdego wyjazdu turystycznego stają się kwestie gastronomiczne. Obiadowaliśmy obficie, zgoła sobie strawy nie żałując. Rekomendujemy zarówno serwisową Moją Kuchnię do Syta, jak i eklektyczne Ohy i Ahy. W obydwu stosunek ceny do jakości mile Was zaskoczy. Odwiedziliśmy też słynną Palmiarnię, gdzie w klimacie dżungli znajdziemy restaurację, kawiarnię, wystawy oraz taras widokowy z panoramą Zielonej Góry. Uwaga, tutaj ceny jadła i napitku kształtują się bardziej warszawsko. Obiekt położony jest na wzgórzu, mieszczącym winnice, park, rzeźby, piwniczkę z wiadomym trunkiem miejsca rekreacji. To crème de la crème grodu.

Przed Palmiarnią.

Łażąc po uliczkach i wycierając bruki wypatrujemy kolejnych Bachusików, lecz i inne atrakcje zauważamy.

Katedra wiekami sławna.
Historię respektują.
Jeden na zabytek wlazł.
Starzec w centrum.

Przybywajcie do Zielonej Góry bez wahania. Serdecznie dziękujemy Izie i wszystkim mieszkańcom za gościnność. A wina trochę uwieźliśmy…

Zegarmistrz.

Łukasz Klaś

Jubiler
Filmowiec.

4 thoughts on “Zielono.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *