Zegarek.

Biegasz często i długo, z przyjemnością pokonując rozpościerające się pod stopami drogi. Aktywność poprawia twe zdrowie, samopoczucie, sylwetkę; pomnaża grono wspaniałych znajomych oraz pięknych miejsc, które eksplorujesz dzięki szuraniu. Startujesz w zawodach, lecz często tuptasz bez napinki dla samej radości ruchu. Jesteś szczęśliwa, lecz nie do końca godna miana prawdziwego biegacza.

Tym stajesz się dopiero kupując zegarek z gps. Ups. 😀

Żart? Niekoniecznie.

Stopień uzależnienia części biegowej braci od owego urządzenia zastanawia, skłaniając do refleksji. Producenci reklamują zalety swych wyrobów, natrętnie wmawiając klientom ich niezbędność.

Chronometr z lokalizatorem posiada wielkie zalety dla trenujących w terenie. Pomiar tempa i dystansu pozwala wygodnie kontrolować wykonanie założonych ćwiczeń. Ułatwia również start w zawodach i rozkład szybkości na dystansie. Nie powinien jednak zastępować nam trenera, stając się nadzorem i strażnikiem naszych poczynań. Apeluję o umiar w tej kwestii.

Wszystkie złożone funkcje takiego nagdarstkowego cuda charakteryzują się marginesem błędu. O ile w prostych parametrach: tempie, dystansie, wysokości nie stanowi to wielkiego problemu, to już w bardziej złożonych zagadnieniach tak. Stosowanie się ślepo do zaleceń chronometru może mieć poważnie konsekwencje. Liczba danych zebranych przez to urządzenie jest zbyt mała, aby określać bezbłędnie tak ważne czynniki jak stopień zmęczenia, czas odpoczynku, próg mleczanowy. Ślepe stosowanie się do tych nakazów przez osoby trenujące dużo i mocno może mieć przykre konsekwencje: brak postępów, przemęczenie, a nawet – uchowajcie bogowie! – kontuzję.

***

Sytuacja z użytkowaniem takiego instrumentu przypomina jako żywo tę z komputerami i telefonami: im droższy model, tym mniej (procentowo) jego funkcji wykorzystujemy. Stosowanie się do przesławnej reguły brzytwy Ockhama jest tutaj bardzo wskazane. Pomyślcie, w ilu treningach wystarczyłby stoper. Czy wiecie, że spora część czołówki sportowej tak ćwiczy? A jeżeli coś stosuje elita, to świadczy o skuteczności rozwiązania.

***

Mój niezawodny dżipiesowiec posiada między innymi przydatną dla bezpieczeństwa opcję: powrót do miejsca startu. Przetestowałem ją w znamiennych okolicznościach, omal przy tym na zawał nie zeszedłszy. Oto wybrałem się do lasku na rubieży miasta, w rejon jeszcze nie głuszą straszący, lecz też i nie miejski. Podążam luźnym galopkiem w przyrodę, planując po godzinie zawrócić – ot, longus w sam raz. W sposobnej chwili niezbyt się w terenie orientowałem, słońce za chmurami, wilki wyją i grozą wieje. Niewiele myśląc klik! wciskam funkcję powrotu. I zdębiałem: ekranik pokazuje 38 kilometrów nazad! Niemniej zawracam, kierunek chyba dobry, szuram po igliwiu i rozważam. Nic mądrego nie wykoncypowałem, docierając wszakże po kilkudziesięciu minutach do samochodu. Ocieram pot z czoła i przeglądam informacje na tarczy, najczulszym ludzkim głosem zegarek o zmiłowanie prosząc. Po chwili zagadka się wyjaśnia: uruchomiłem aplikację po wyjściu z mieszkania i w powrót wliczył się również dojazd samochodem. Nie trzeba niedokładności przyrządu, wystarczy moja pomroczność jasna.

Fot. RunFoto.

Często narzekamy na różnice w zmierzonym dystansie na mecie. Posmakujcie historyjki,  stanowiącej credo ostatecznego krachu ufności gps. W teście użyto dwóch zegarków, tej samej marki i serii, dosłownie biorąc leżące obok siebie na półce sklepowej egzemplarze. Zakładamy na prawą i lewą kończynę, sygnał złapany i ruszamy w teren. Efekt? Tak, zgadliście – rejestrowane parametry wykazywały różnice. Zatem otrzymujemy dowód empiryczny, potwierdzający tezę o względności takich pomiarów.

Wynik eksperymentu zawiera element humorystyczny, niekoniecznie przez producenta pożądany. Zachowujemy życzliwość i dyskrecję, danych firmy nie zdradzając. Dodam jedak na uszko, iż bez kąśliwych komentarzy się nie obyło; roztrząsano wpływ różnicy w pracy lewej i prawej kończyny górnej na pomiar kilometrażu.

Uważajmy na bałwochwalczą wiarę w technikę oraz doskonałość świata digital i electro: na tym niejeden gorzej się zawiódł.

Ot, opisywał mi znajomy, skrupulat i teoretyk srogi, lubiący skromnie perfekcjonistą się mianować, znamienną historię poszukiwania precyzji pomiaru. A ma ów koleżka, biegacz znakomity, prawdziwego jebla na punkcie ciężaru ciała. Ruszył na zakupy odpowiedniego osprzętu, sprawdzając modele najnowsze, drogie, elektroniką nafaszerowane. Właził swoją kościstością na wagę za wagą i efekt otrzymał załamujący.

Każda waga pokazała co innego.

***

Koleżanka budzi się w środku nocy, słysząc przez sen jakby sapanie i trzeszczenie. Szparkuje oczami na budzik, patrzy na wyświetlacz: 2:45. Obraca się na drugi bok i widzi, że jej stary zapodaje obok małżeńskiego łoża przysiady, skrzypiąc stawami niemiłosiernie.

– Co ty robisz, kochanie?

– Zegarek powiedział: rusz się!

***

Dzielę się praktyczną radą, z gatunku ratujących życie, a przynajmniej trening: uważajcie na mrozy. Wielkobudżetowość razy wysokopółkowość nie pomoże i nawet topowe modele w czas wielkich ziąbów odmawiają współpracy. Wyłączają się czasem w sposób wyjątkowo bolesny: przy odcinku tempowym. Osobom skrupulatnym, rygorystycznie plany treningowe realizującym, grozi to ciężką traumą. Pamiętajmy przed szuraniem zimowym o naładowaniu baterii po korek; spróbujcie też osłonić wasze cuda, chowając pod rękaw, przykładając do brzucha, chuchając i dmuchając.

A te, jak im się spodoba i tak strzelą focha, gasząc ekranik w najboleśniejszym momencie. Szkoda, że nie pojawia się wtedy komunikat: bye, bye i machający rączką stworek.

***

Co radzę? Umiar i spokojne korzystanie ze zdobyczy techniki. Czego używam? Średnia póła: cena około 800, bez ekranu dotykowego; nie można też mapki trasy wgrać. Wystarcza.

Jak zauważyliście może, nie poruszam w ogóle tematu tętna: o tym w osobnym wpisie.  Tymczasem kończę, widząc polecenie na tarczy zegarka: rusz się!

 

Łukasz Klaś

 

 

 

10 thoughts on “Zegarek.

  1. Najlepiej się biega na tętnie, tak, aby zakresy się zgadzały. I nic tu nie ma do rzeczy zegsrek, tylko trzeba swoje progi znać, co wiadomo jak się jest doświadczonym biegaczem, np. 170 prog mleczanowy itd

    1. Lepiej w takim wypadku posługiwać się pasem HR a nie pomiarem z nadgarstka, który bywa niedokładny.
      Szkoła biegania wg zakresów tętna jest jedną z możliwości trenowania, ma swoich zwolenników.

  2. To mnie rozbawilo i zaciekawilo. Super tekst. Napisany fajnym językiem. Nie nudzi czytelnika i wciąga w dalsze poznawanie. Brawo Mistrzu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *