Zaszłość nr 34.

Przed rokiem zamieszczałem wpisy na fb, cykl „Lubię poniedziałki”. Dziś kolejny,, zapraszam. ☺

 

Lubię poniedziałki…
… to najukochańszy dzień tygodnia.
Miało nie być walentynkowo, ale parę osób chciało, to macie. Widać pragnienie uczucia w narodzie duże. W planach, oprócz zamieszczonego wątku z humorem i tiu, tiu, tiu, słodkim zakończeniem był jeszcze epizod dramatyczny, ale uznałem, że na razie poczeka. Na mój humor, jak się depresja pogłębi, to zamieszczę w zapasową środę. 😉

***

Miłość pokona wszystkie trudności. I nie jakieś tam drobnostki typu wojenna rozłąka czy niechęć rodziców, phi. Istnieją przeszkody znacznie poważniejsze, które jednak szaleńczo zaciśnięta więź uczucia może w pył obrócić… Jeżeli jednego dnia (autentyk) wzięli ślub państwo Niechciał a zaraz po nich państwo Musiał, to nawet ksiądz się pod nosem uśmiechnął, a tu wbrew, zdawałoby się, fatum nazwisk obydwa stadła w zgodzie i miłości długie lata trwają.
Rzecz dzieję się w czasach dawnych, co ma znaczenie dla rozwoju akcji; kiedy nie było jeszcze internetu, bankomatów i – co najważniejsze – telefonów komórkowych. Wyobraźcie sobie, młodzi, że było to możliwe i ludzie nie umierali. Zatem ona i on wybierają się w podróż romantyczną, swoją pierwszą, w egzotyczne i tropikalne wręcz okolice – Bułgaria! Gnają samochodem, model nieważny dziś, grunt – że jeździł. I jeszcze dziarsko za sobą przyczepę kempingową wloką. Co za pikanteria już w tym tkwi. I od razu muszę zdradzić, bo i tak by się wydało, że oboje w wieku… no, nie nastolatkowie. Miłość na lata nie patrzy. I w ogóle my też nie powinniśmy patrzyć. Albowiem, proszę państwa, kategorie młodości tkwią w (według ważności zagadnień):
– na ile się czujemy,
– zużycie biologiczne
– na ile wyglądamy
– na ile nas ludzie (zwłaszcza płeć przeciwna) piszą
– na ile zdołamy oszukać wieczorem na imprezie
– wiek rzeczywisty.
Niemiej nie wszyscy potrafią się z brzemieniem czasu pogodzić! Któż z nas nie zna pań (dziewcząt!), które w rubryce: <wiek> z zimną krwią wpisują – dwudziesty pierwszy. Albo panów (chłopaków!), którym non stop się w formularzu startowym kategorie mylą, dziwnym trafem, zawsze w stronę mniejszej liczby. I jeszcze z całą dziewiczą wręcz naturalnością przekonują, że 3 jest bardzo podobna do 4. Oczywiście, że tak. Ale miało być o miłości, nie o bieganiu. Wracamy zatem na wakacyjną nić bułgarskich szos, lat bohaterom nie wypominając (samo i tak wyjdzie).
Pędzą zatem, śmiało zakręty ścinając, strzałkę prędkości prawie do setki przyłożywszy. Ona mu głowę na ramię kłoni, on kierownicę krzepko dzierżąc, zimnym łokciem na opuszczonej korbką szybce z wyczuciem kontruje. Witaminy w żyłach buzują. Maj. I okazuje się, że diabeł gdzie nie może nie tylko posyła, ale jeszcze babie do ucha zgubne pomysły szepce. (Napisałem: babie? Miało być – niewieście). Bo skąd taka myśl przyszła? Prosi go, nieszczęsna – daj, teraz ja poprowadzę. Ależ kochanie, nie jestem zmęczony, nie dam rączek kierownicą skalać. Ona, że chętnie, że lubi. On, że wybrankę serca wiezie, służąc rycersko, nie może pozwolić pracować – no kręcenie kółkiem to ciężka tyra, prawda? A ta uparta, że to przyjemność, że chciała i w ogóle. Sytuacja dla niego taka, że grać przeciw Niemcom w piłkę to przy tym betka. Jak bogdance na pierwszym wyjeździe, gdzie na horyzoncie konsumpcja związku nieśmiałą nadzieją wabi, rzeczy tak trywialnej odmówić? Uchowaj Boże szczerości, spróbujcie takiej świeżo zbajerowanej powiedzieć, że się boicie, jak ona poprowadzi. Jeszcze facet nigdy nie może się zdecydować, czy bardziej o siebie, czy samochód. I tym sposobem wyeksponowało się, że miłość od śmierci mocniejsza – zgodził się. Aby jednak zielonego oblicza nie okazywać, wolał na czas ony w złudnie bezpieczne czeluście przyczepy się schować i grozę przechrapać. A diabeł zacierał ręce.
Ona zatem ster i gaz dzierży, on – o dziwo – zdołał zasnąć. Podobno jak się przekroczy pewną barierę niebezpieczeństwa, to człowiekowi jest już wszystko jedno i tylko spać się chce. Pomimo tego jeszcze, że rzecz zabroniona; ale co tam – z domku na kółkach rozlega się chrapanie. Mkną.
Fizjologii jednak nie da się oszukać i wehikuł staje, a romantyczna nasza heroina całkiem trywialnie: myk, za krzaczek. Brak ruchu zbudził i jego (ot, natura podróżnicza, twarda) – przeciągnąwszy się raz i drugi również naturze dług spłacić poszedł, mądrze dedukując, że ona z tej, to on dyskretnie na drugą stronę szosy głębiej w przyrodę postąpi. Dbałość, troskliwość, słodycz, empatia wysoko. Tak wieża Eiffla na Evereście mniej więcej.
Dobrze związkowi wróżyło, że nie tylko serca, ale i pęcherze zgodnym rytmem pulsowały. Wraca on z lasku, szatki przystojnie poprawiwszy i wychodzi na szosę.
Pusto.
Czy miejsce zmylił? Ale nie – w tą i nazad szosę na kilometr widać. – Kochanie, gdzie jesteś? Drżąco poniosło się po bałkańskim interiorze.
Ale kochanie milczało, bo go nie było i interior bałkański milczał też. Kochanie nie zauważyło, że wybranek zbudziwszy odlać się poszedł, potrzebę swą szybciej załatwiło i nieświadome tragedii pognało w bułgarską dal. Pustą przyczepę za sobą ciągnąc.
Próbowaliście kiedyś zatrzymać w Bułgarii na głębokiej prowincji samochód i wytłumaczyć taką sytuację? Srodze trzeba być zakochanym, żeby przy onej próbie fipsia nie dostać. Tam samochody wtedy mniej więcej raz na godzinę jeździły. Zatrzymał się dopiero trzeci. Potem szósty, ale dopiero dziewiąty kierowca umiał po rosyjsko-angielsku coś więcej niż da-yes. Nie jest też sprawą wyjaśnioną, jak sytuację zrozumiał litościwy Bułgar. Grunt, że zabrał. A to noc już była. Ledwo ruszyli, z naprzeciwka zajaśniały znajome światła. W asyście milicji. Spojrzeli na siebie odpowiednio, po tych sześciu godzinach. Ale nerw utrzymali, aby krajowi wstydu nie przynieść. Koszta: flaszka dla uczynnego kierowcy; trzy flaszki i trzy czekolady (dzieci czekają w domu na tatusiów) dla milicjantów. Plus whisky jako specjalna premia dla tego, którym po angielsku umiał.
Zostawszy sami w przyczepie, mogli przystąpić do wyjaśnień.
Tej nocy nie doszło do konsumpcji związku.
Niemniej czas leczy rany, a noc i zdrowy sen to już w ogóle znakomici terapeuci na wszelkie uwieralności duszy i ciała. Kiedy wstały poranne bułgarskie zorze zerwała się i nasza para (zgadnijcie, kto spał w samochodzie) i znaleźli przygodę śmieszną; nowy supeł łącza duchowego zadziergnął się pomiędzy nimi. Pojechali dalej w bałkańskie ostępy, z kpinką przeelegancką usiłując jedno drugiemu kierownicę wtrynić. Taka słodycz, że w mijanych pasiekach rozruchy wybuchły. Ale szatan czuwał… Ot, postój na lunch. Ale najpierw do wody; ciepło, płytko, piasek złoty szeptał do uszka gad na wieczne prochożerstwo skazan. Chlup i ponownie mamy okoliczność barwną w swej kłopotliwości. Chvjową po prostu. Oto on widzi, że ona nie pływa, nie pluszcze jako syrenka, a chodzi pilnie ślepia w wodę wlepiając, co i raz rękę pod powierzchnię zanurzywszy, zda się coś sprawdzać. Chciał, bywało, zaraz z pomocą ruszyć; wszelako wstrzymał się jeszcze. Wiadomo bowiem, gdy płcia przeciwna coś – hm – niezbyt standardowego pod wodą uskutecznia, lepiej pewną dozę ostrożności w pomocności zachować. No proszę, kto się nigdy incognito w wodzie nie wysikał, niech pierwszy wirtualnym kamolcem ciśnie. czas płynął i on w końcu na delikatne: kochanie, wychodzimy? się odważył. Wszelako ona tylko ręką machnęła, niby od trutnia natrętnego się odganiając, usteczek malinowych nawet nie otworzywszy. Dał jej jeszcze chwil kilka spokoju świętego, ale
głód, troskę i ciekawość naraz poczuwszy, z wolna się do bogdanki swej zbliżył. A wody było niegłęboko, ot, do półpośladka w fali porywach. Widzi nasz bohater, że luba nerwowiej ruszać się poczęła, przeto najsubtelniejszym, przez wszystkie amerykańskie poradniki polecanym, pytaniem zakwilił: czy mogę ci w czymś pomóc. One kręci głową, że nie trza. A buzię wciąż na kłódeczkę zaciśniętą ma. Poszedł zatem na plażę odpocząć, o cierpliwości względem płci pięknej pamiętając. Wszelako słońce po nieboskłonie sunie, a sytuacja trwa. Jeszcze raz z brzegu pyta on. Ona ręką pomoc odrzuca, milcząc, zupełnie nietypowym dla białogłów zwyczajem. Niepokój. Jeszcze jedna próba, na nic. Wiecie dziewczyny, że każdy z nas ma granicę cierpliwości na Wasze, przeurocze często, fochy. Ładuje się zatem facet do wody i kulturalnie pyta babę: co jest?
Ona wie, że już żartów nie ma i spoglądając nań wzrokiem spłoszonej anakondy wyznaje:
-Sukam mojej stucnej scęki.
A jego w mgnieniu fala tkliwości zalała. Raz, że tak sytuacja dla niej niekonfortowa, wstydliwa, a i niewygody wielkie wróżąca. Dwa, że tak mu to szczerze to wyznała.
A trzy, że on też miał sztuczną szczękę.
Czego to się można o drugim człowieku dowiedzieć. Podróże kształcą.
A powinniśmy pamiętać, że niemało było wtedy ze zdobyciem sztucznej szczęki zachodu. Wymagało to poświęcenia czasu i pieniędzy, o nerwach zszarganych nie wspominając. Sama myśl o powtórzeniu całej procedury mroziła serce i podniebienie.
Wracamy zatem do ciepłych wód Morza Czarnego.
Szukają pilnie. Dno przeczesują. Glonojady by się zawstydziły. Nic. Rozpacz narasta. On z uczucia i troski o nią, ona widmem słomek i rzadkich zupek nękana. Mija kwadrans. A potem jeszcze piętnaście minut. Luby nieśmiało proponuje odłożyć rzecz do jutra. Anakonda tylko syczy odmownie i dalej grzebie morskie dno. Mija piętnaście minut. A potem jeszcze kwadrans. Nic. Groza i dreszcze, suchość w ustach, chciałoby się rzec. On próbuje tłumaczyć na logikę. Prosi. Ona krótko:
-Spieldalaj.
Pat.
Od czegóż jednak pomysłowość samcza? Niby przypadkiem za nią się ustawiwszy, wrzeszczy triumfalnie: jest!!!
Trzymając w ręku oczywiście swoją sztuczną szczękę.
Kochanka niemal mdleje. Delikatnie, niczym najkruchszą porcelanę, bierze od niego szczerzący się artefakt. Ogląda go uważnie i nagle z wrzaskiem: to nie moja!!! rzuca szczękę precz daleko w czarnomorskie tonie.
**** *
Ich związek przetrwał, rozwinął się i owocował. Zasypiali razem, a na półeczce nad nimi szklaneczka z dwoma lśniącymi, zgodnie moczącymi się szczękami, jako symbol miłości, która pokona wszystko.
A Wy, będąc na morzem w Bułgarii, lepiej boso do wody nie wchodźcie.
Poza tym: miłych Walentynek.

 

2 thoughts on “Zaszłość nr 34.

Pozostaw odpowiedź Mary Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *