Zakochani i słoń.

Dawno obiecaliśmy sobie z Agnieszką, iż w tym roku, bez względu na przeciwności i losu wertepy, startujemy w biegu walentynkowym. parkruny i czekoladodawcze imprezy bokiem, zakochaństwo rządzi, pierwszeństwo biorąc. Pompa ssąco tłocząca, zwana sercem, upomina się o swe prawa. Wiosnę przeczuwając, szybciej bije. Dalejże!

Wybór padł na Bieg Słonia, po sąsiedzku w Lesie Bemowo rozgrywanym. Zaznaczmy gwoli ścisłości, iż impreza jest bielańska, co choćby po sympatycznym zwierzaku z trąbą, symbolu tej dzielnicy, łacno wydedukować.

***

3, 2, 1, strzał, ruszamy. Stawka od razu się rozciąga, stopniowo odsiewając łasych na fotki optymistów. Taktykę takiego biegu realizujemy dwutorowo, pamiętając o sobie, jak i o wyniku pary. Ten drugi czynnik oczywiście przeważa.

Fot. ibielany.pl

W takich kondycjach wybornie spisuje się Agnieszka. Równym tempem dowozi do mety solidny rezultat 44:35, zajmując czwartą lokatę wśród płci pięknej. Dzięki temu liczymy się w najważniejszej dziś kategorii: walentynkowej.

Przed nami na trasę pomaszerowali zawodnicy walczący w nordic walking. Biorąc pod uwagę ograniczenia regulaminowe w strukturze ruchu, ich czasy na mecie imponują. Nasuwa się analogia z chodem sportowym, z tym, że kijkarzom nie wolno dupami kręcić. Tak nam to fachowo opisali. Może się podobać.

Napiszmy słów kilka o trasie, bo warta tego. Pełniąca rolę pierwszego i ostatniego kilometra zmagań droga ściele się tak gładko, szeroko i twardo, iż drepczemy po niej niewiele mniej wygodnie od asfaltu. A tego mamy interludium około dwustumetrowe, po czym zagłębiamy się w ostępy. Trakt zwęża się, miejscami miękki, dodaje troszkę błotka i leśnego podłoża. Kołyszemy się na boki, pokonując liczne wiraże. Górek brakuje, poziom rządzi, pion nie. W sumie określam dystans jako dość łatwy przełaj.

Osobno wspomnę o malowniczości trasy. Las Bemowo stanowi forpocztę Kampinosu, kryjąc wielkie bogactwo przyrody. Łosia spotkać można tutaj wcale nierzadko. Nawet teraz, w porze zgoła niezielonej, jest na czym oko zawiesić: drzewa, krzewy, rów z rzęsą. A biegniemy obok jeszcze jednej atrakcji, przemykając w jej cieniu.

Góra Śmieciowa. Najwyższe wzniesienie Warszawy towarzyszy nam przez spory kawałek dystansu. Mimowolnie zerkamy w bok, na jej niewinnie porośnięte trawką stoki. Lepiej nie wyobrażać sobie, co kryje się pod ziemią. Wieje stamtąd niepewnością… A grań ma kształt serca.

Fot. ibielany.pl

Dla mnie wyścig zakończył się dość udanie. Na obecnym etapie sezonu, w tak napięty weekend, czas 37:51 przyjmuję z umiarkowanym zadowoleniem. Co prawda miejsce zdobywam czwarte, nieszczególne, lecz ważne, że wśród par jesteśmy trzeci.

Kierujemy wielkie podziękowania dla organizatorów i wolontariuszy. Impreza wypadła wspaniale.

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Zakochani i słoń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *