Zagubione dusze na baletach.

Otrzymaliśmy balet w trzech osobnych częściach, powiązanych ze sobą raczej luźno. Choreografowie pokazali krótkie i treściwe układy, trzymające uwagę widza w napięciu. Tanecznie rzecz każdą rozegrano znakomicie; same nazwiska o tym świadczą. Artyści na scenie zaprezentowali wyborną formę, znajdując balans pomiędzy techniczną maestrią, a emocjonalną ekspresją. Ekstraklasa.

Oczywiście muzyki Strawińskiego uzasadniać nie trzeba, lecz wykonanie nie potoczyło się na początku gładko. Zachwiane zostały proporcje dynamiki pomiędzy wokalistami a orkiestrą; dopiero od połowy „Wesela” wszystko znalazło swe miejsce i mogliśmy już bez przeszkód delektować się rosyjskimi pieśniami. Już do końca współpraca muzyków z tancerzami nie pozostawiała nic do życzenia. „Infra” wypadła wspaniale; słuchałem smyków z całym zadowoleniem.

Trzeba w ogóle zaznaczyć, iż międzynarodowa ekipa tancerzy „Narodowego” gwarantuje zawsze wysoki poziom. Nie zdarzyło mi się tutaj oglądnąć kiepskiego baletu. Nie inaczej było tego wieczoru.

Tradycyjnie zobaczyliśmy bardzo oszczędną scenografię. Ot, wyświetlacz z konturami przechodzących postaci w trzeciej części; do tego trochę fioletowawych chmur. Stroje tancerzy zagrały tylko w „Weselu”; poza tym oglądaliśmy wręcz konfekcyjną ascezę.

Coraz częściej zauważalnym zwyczajem staje się prowadzenie na scenie dwóch odrębnych układów tanecznych jednocześnie. Trzeba nie lada podzielności uwagi, żeby podziwiać wyizolowany taniec dwóch baletnic i trzech tancerzy w przeciwległych kątach sceny. Jest w tym ferment dekompozycji, lecz czy nie przesadny?

Ceny biletów okrutne, lecz pójść warto, a niektórym trzeba. Ot, wybór.

Let’s dance.

***

Łukasz Klaś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *