Wygrana sercem – parkrun Leszno.

Polana startowa.

Kiedyś przeglądając listę lokalizacji parkrun w Polsce odniosłem nieodparte wrażenie, że kilkanaście miejscowości coś łączy. Leszno, Grudziądz, Gorzów Wielkopolski, Piła, Bydgoszcz, Rzeszów, Lublin, Wrocław, Gdańsk, Toruń, Częstochowa, Zielona Góra, Łódź… No jasne! Toż to żużlowa mapa naszego kraju. Z liczących się ośrodków czarnego sportu bodaj tylko Tarnów i Rybnik nie mają sobotnich biegów. A Unia Leszno to mistrzowie drużynowi, zatem przybyłem do stolicy speedwaya.

Wbrew sukcesom żużlowców, jeżdżacych całe życie w lewo, leszczynianie poprowadzili trasę biegu skręcającą tylko w prawo. No i pokonujemy jedną dużą pętlę, nie cztery okrążenia. W mieście musi być urozmaicenie.

Dystans przebiega cały czas w lesie. Zaczynamy na polanie z edukacyjnymi tablicami przyrodniczymi, pięknym miejscem na ognisko i koszami – uwaga! – zamykanymi na pokrywy. Od razu widać, iż siedziba nadleśnictwa znajduje się tuż obok. Niechaj nie zmyli Was nazwa tego miejsca – Karczma Borowa. Obecnie nie ma tu gastronomii ni wyszynku – wałówkę przywozimy sami.

Wbiegamy na drogę leśną, szeroką i prostą. Nie padał deszcz, zatem nawierzchnia, twarda i związana, dobrze nas niesie. Szkoda, iż pora nie na orzechy laskowe – miasto wzięło nazwę od krzaków leszczyny. Za to śmigłe sosny towarzyszą nam z onu stron. Pokonujemy niewielką hopkę i dobiegając do pomnikowego dębu, skręcamy (jako się rzekło – w prawo) na asfalt.

Podbieg; dobra: podbieżek🙂

Teraz następuje prosta o długości 1,5 kilometra. Wymarzony odcinek dla miłośników pasów startowych. Poruszamy się ścieżką rowerową, lecz rowerzystom nie przeszkadzamy, bo ich nie spotykamy. Grzecznie trzymamy się jednakowoż brzegu trasy.

Prosta nie na żarty.

Odcinek ten prowadzi wzdłuż dosyć ruchliwej szosy, jednak las po obu stronach łagodzi krajobraz i hałas. Pętla opuszcza tu Leszno i zahacza o miło brzmiącą dla ucha warszawiaka miejscowość: Nowy Świat.

Ostatnią prostą wyznacza ogrodzenie nadleśnictwa. Finiszujemy w szpalerze kolorowych krążkówów. Na deser zawrotka w kształcie serca, gdzie moje myśli ulatują do Agusi; jej dedykuję dzisiejsze wyczłapanie.❤

Podkreślając gościnność i serdeczność gospodarzy zaznaczam, iż oznaczenia zakładają tylko na czas biegu. Potem las wraca do naturalnego wyglądu. Nie zabrakło też akcentów walentynkowych – gorących serc w Lesznie nie brakuje.

Poznawszy dzień wcześniej trasę rekonesansem, podczas wyścigu czułem się dość pewnie. Udało się utrzymać stałe tempo; piątka równa, piątka nudna, piątka wspaniała. Ze staropolska rzecz ujmując: wygrałem już kopę lokalizacji parkrunów. Został tuzin. Walczymy.

Uwaga techniczna dla jadących z Warszawy/Łodzi: skręcamy w Modle z A2, nie przez Poznań! Tak samo szybko, a nie złupią nas na mytach.

Dziękuję Wszystkim za miłą sobotę; Leszno polecam, k’Lesznu namawiam, Leszno sławię. Jesteście mistrzami nie tylko w żużlu. 💚

Wyjeżdżam z parkingu pokonując wiraż: w prawo. Kiedyś wrócę.

parkrun Leszno: check✅

1 miejsce/18:23

status Diadem parkrun: 72/60

***

Łukasz Klaś

6 thoughts on “Wygrana sercem – parkrun Leszno.

  1. Bardzo fajny tekst👌 tylko malutka tyci uwaga: mieszkańcy Leszna to leszczyniacy lub leszczynianie właśnie od tej leszczyny😉 i rodu Leszczyńskich😁 miło pozdrawiam. Maria🤗

Pozostaw odpowiedź Kasia Dudziak Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *