Wybory.

Eksplikuję to państwu już na wstępie, ekskuzując się za skojarzenie brzydkie: rzecz dotyczy rozterek biegowych, bez polityki. Aczkolwiek temat zawsze kusi i swędzenie pióra przynosi, wdzięczne obiecując dla felietonistyki tematy! Już chyba tylko piłkarze mogą w błazeństwie z rządzącymi konkurować, acz z antraktami; zdarza się im piłkę prosto kopnąć. Może i nadejdzie czas, że jedni i drudzy pod klawiaturę mi się nawiną, celebrycka ich mać.

Tymczasem jesiennym umieśćmy na warsztacie temat wyboru: co po sezonie? Ja wiem, iż dla wielu uczciwych szuraczy starty i treningi trwają cały rok; dla nich nasze rozważania spełnią funkcję li tylko ciekawostki. Niemniej zasadniczy szkielet sezonu biegowego zamyka się późną jesienią. W naszym pięknym kraju przyjęło się, całkiem uczciwie, za spinający klamrą rok zawodów uznawać Bieg Niepodległości. Tam spotykają się zarówno nudnopiątkowcy, wielbiciele połówek, jak i kwiat maratończyków groźny w swej królewskości. Pobijamy życiówki (jeśli nie, pocieszenia szukamy tu: klik) i zapadamy w dłuższy lub krótszy zimowy sen. Niektórzy okropnie chrapią, ale też się liczy.

Tu uwaga: nie uprawiam w tym miejscu żadnego warszawocentryzmu czy innej stolicofilii. Biegi Niepodległości odbywają się już chyba wszędzie, gdzie znajdzie się choćby para chętnych nóg. 11 listopada prędzej zostaniemy stratowani, niż rozbeczymy się na rozstajach: nie mam gdzie się ścigać, uaaaa…

Rzecz jasna, datę sami wybieramy – Nowy Rok, Święta czy pierwszy śnieg też się sprawdzi jako początek laby.

Następnego dzionka stajemy przed dylematem: robić przerwę czy nie.

Właśnie. Roztrenowanie. Słowo klucz dla jednych, wytrych dla drugich.

Fachowcy, tak, są. Każdy zna prawdę jedną, objawioną. Każdy inną. Ja też.

Dlatego warto słuchać fachowców.

I analizować, a na końcu zadecydować samemu.

Zachęcam do umiaru i konsekwencji w wyborze.

Najlepiej zrobić przerwę, lecz stosunkowo krótką i aktywną. Naturalnie, u każdego z Was te czynniki wyglądają inaczej. I bardzo dobrze, albowiem różne są organizmy, poziomy wytrenowania i cele biegowe. Dostosujcie zarys takiego planu do swoich warunków – i potrzeb.

Proponuję przerwę miesięczną, podzieloną na cztery kwadry – działamy z księżycem, a co tam, w towarzystwie raźniej. 🌒🌕🌘🌑

Pierwszy tydzień: zero aktywności fizycznej. Lenistwo i balety, lody i piwo. Drugi: odpoczywamy, lecz już spacerek, rowerek, basenik. Trzecia kwadra: dodajemy wycieczkę górską lub przynajmniej puszczańską długą. Czwarty tydzień: truchtamy. Przypominam: trucht to bieg wolniejszy od marszu. Potem: nareszcie koniec męczarni! Trzydziestego dnia rzecze Pan: szuramy znów.

Zalecam pilnowanie takiej przerwy ściśle od dwunastego listopada: koniec i już. Jak zaczniemy odkładać, a tu luźny parkrunik, tam wybieganie, to się jeszcze niby przypadkiem na City Trail zapiszemy i raptem obudzimy się w marcu. Z nieświeżością w kroku.

Ja przerwę robię krótką, lecz wiele od szczęścia zależy, czy wylosują nas na Rzeźnika. Jeśli tak, to cel na wiosnę oczywisty i treningi całą zimę pod to. Jeśli nie…

 

Łukasz Klaś

 

9 thoughts on “Wybory.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *