Odporność biegacza.

-Cześć, umawialiśmy się dziś na trening, ale ja jednak spasuję – oświadczył mi kolega przez telefon.

-Dlaczego?

-Bo pada deszcz.

-O.
Istotnie, nie lało prawie dwa miesiące, zatem dosyć długo, aby niektórzy zakwalifikowali majową mżawkę do grupy kataklizmów. Jakież to groźne dla zdrowia i urody!

Biegaczu, jeśli masz możliwość podnosić sobie poprzeczkę ciut wyżej, wykorzystaj tę szansę. Rozwój czynią właśnie takie małe decyzje, kiedy trzeba troszeczkę zacisnąć ząbki wbrew przeciwnościom. Bo zamknęli stadion i jak tu robić szybkie rytmy na szutrze. Bo za zimno, albo za ciepło. Przyjemniej wziąć ciepły prysznic, niż zanurzyć nogi w lodowatej wodzie. Ubrać się w siedemdziesiąt siedem warstw hiper-power-utra-soft strojów, by przypadkiem chłodku nie zaznać. I tuptamy okutani, wolno, krótko, bezpiecznie. Przyjemnie.

Kto stoi w miejscu ten się cofa, bo mija go rzeka.

Dobrze, dobrze, ale jeżeli ja tylko tak rekreacyjnie, bo lubię, bez napinki? Tym bardziej. Wysiliwszy się trochę, dajmy sobie szansę na kroczek do przodu. Tu i teraz, nie jutro. Po treningu satysfakcja gwarantowana. A jak nie wyjdziemy z tej strefy komfortu, to tych ubrań będzie coraz więcej, pogoda coraz częściej kiepska i ani się oglądniemy, jak wylądujemy przed telewizorem z paczką czipsów w dłoni.

To może nie jest takie głupie to przypomnienie zegarka: rusz się. Bo rzeka płynie.

***
Dobrze, ale co to ma wspólnego z odpornością? Ano ma. Jeśli chcemy podnieść jakość systemów obronnych organizmu na wyższy poziom, musimy nad tym popracować. Hartowanie odbywa się poprzez działanie w warunkach gorszych, niż codzienne. Nie staniemy się zdrowsi poprzez niwelowanie dyskomfortu sztucznymi wytworami cywilizacji: ciepłym ubrankiem, tabletkami, samochodem… Odporność, której tak bardzo każdy teraz pożąda, nie zjawi się w strefie komfortu. Trzeba ją wypracować w niewygodzie i niepogodzie. Ćwiczyć w deszczu i upale, błocie i kurzu. Jeść warzywa i kasze. Poruszać się pieszo i rowerem. Morsować. Najlepiej stopniowo podnosić poprzeczkę, ewoluując w stronę mocy bez rewolucji. Siłę ducha i ciała wykuwa się cierpliwością i systematycznością.
Jest to nudne, ale skuteczne. Droga sztucznego komfortu, to droga donikąd.

A odporność, się czasem przydaje, prawda?
***
Łukasz Klaś

4 thoughts on “Odporność biegacza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *