Wirtualnie.

Biegamy – wszyscy! – dla zdrowia i poczucia radości z ruchu. Tak twierdzi, okrągło licząc, jakieś 99,99% tuptaczy. Uważającym inaczej biada! Niechże się nie wychylają przed szereg. Trzeba linie zwarcie w środowisku trzymać. Inne motywy ostrożnie wypowiadamy, ubrawszy uprzednio w połączenie z tymi pięknymi, poprawnymi. Widzimy to w branży w zwykły czas, widzimy i teraz.

Jednakowoż… Ludziska w zawodach startują. O zgrozo, rywalizują ze sobą, trenując ciężko celem poprawiania wyników. Nawet trofea zdobywają.

Stąd, w czasach embargo, problem istnieje i nie potrzeba go pod dywan chować. Powiedzmy sobie szczerze: ludzie chcą rywalizować w imprezach i źle im się bez tego dzieje. Dodajmy, gwoli uczciwości: nie wszyscy. Lecz wielu odczuwa taką potrzebę, czego świadectwem jest znaczna liczba otwartych biegów masowych. Niekiedy wręcz podaż nie nadąża za popytem i szczęśliwców wyłaniają losowania, a pechowcom zasię.

Dla przypilonych musem spieszę dobre wieści przynieść: można wystartować; już na majówce się da! Przy okazji można zauważyć i rozważyć ciekawe zjawiska, związane z otwartymi biegami dla amatorów, co niniejszym czynię.

Naturalną (?) odpowiedzią nieznoszącego pustki wolnego rynku na zakaz urządzania imprez masowych stał się wysyp wydarzeń wirtualnych. Zaroiło się od ofert reklamowanych chętnie hasłami „osobno, a razem”, „rywalizuj online”, „startuj zdalnie” etc. Proszę uprzejmie: działa Bieg Flagi, Konstytucji, Zielonoświątkowy, Wings For Life i wiele innych. Niektóre występują w kilku odmianach; zawody upamiętniające ustawę trzeciomajową przykładem. Jeden z portali biegowych przypuścił mocne uderzenie, łączące Biblię z heavy metalem: oferują stylowe medale Czterech Jeźdźców Apokalipsy. Można się wirtualnie wyżyć biegowo!

Jasną rzecz zaznaczam: nigdzie nikt nic nikomu nie każe, zatem wybór to każdego z nas. Wolno jednakowoż także skomentować; ma prawo coś się podobać lub nie.

Od razu przywołam nudną, lecz zawsze aktualną poradę: czytajcie uważnie regulaminy. Nie sugerujcie się zwiastunami i zajawkami w sieci, albowiem interpretacja haseł reklamowych bywa szeroka i – naciągana. Lepiej spędzić kilka minut nad drobnym druczkiem, niż post factum zorientować się w rzeczywistości. Może się okazać, iż „ścieżka charytatywna” oznacza przeznaczenie małego ułamka z wpisowego dla potrzebujących; „rywalizacja” polega na porównaniu swojego czasu z życiówką, a „pakiet” zawiera jedynie wirtualny medal.

Niektóre ceny szokują. Zapłacić czterdzieści złotych za sam medal wydaje mi się dużo. No chyba, że ktoś możliwość oznaczenia „wziąłem udział w wydarzeniu” uważa za wartość nabytą. Lecz – kto bogatym zabroni? Tam, gdzie organizatorzy deklarują zestawienie wyników i weryfikację przesyłanych rezultatów, mamy przynajmniej rywalizację czarno na białym. Ze ścieżką charytatywną jest jak we wszystkich dobroczynnościach: bywa ładnie i hojnie, bywa słabiej. Czy to wszystko warte udziału? Mam wątpliwości. Ciekawy jestem bardzo, czy po powrocie normalności, trend ów zaniknie. Biegi wirtualne były i wcześniej, więc pewnie zostaną. Kasa…

Osobną kategorię stanowią zawody, mające swoje odbicie w realnym świecie wyników. Takimi są na przykład Smak Maratony. Startuje się samemu, lecz trzeba wynik dobrze udokumentować, a surowi sędziowie weryfikują zgłoszenia. Publikują klasyfikację i chyba rzecz najważniejsza dla kolekcjonerów: te zawody zalicza się do oficjalnych statystyk maratonowych. A że zapotrzebowanie duże, możecie na Kabatach śmignąć królewski dystans trzy razy, dzień po dniu.

Porobiło się w biegowej rywalizacji. Zakazy obowiązują, lecz życie nie znosi pustki.

Startujecie?

***

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Wirtualnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *