Wiosenna dieta biegacza.

 

Mam kolegę, biegającego na poziomie wysokim. On sam skromnie określa się mianem perfekcjonisty, planując i realizując sportowe cele z żelazną konsekwencją logistycznego mózgu. Mówią: prawdziwy wymiatacz. Taki znajomy to bezcenny skarb, pomagający radą w chwilach zwątpienia, na obszarach moich niepewności i dyletantyzmów.

Kiedyś z nim wygrałem. Czyham za metą ze złośliwością emocjonalnego karła.

– Ha, mistrzu! – Rzucam się jak jastrząb na sikorkę. – Przegrałeś!

Kolega popatrzył na mnie wzrokiem Buddy.

– To było zaplanowane – wycedził. – Tempo idealne, treningowo.

Szach i mat, zasłużona rzeka wstydu.

Dzięki niemu zyskuję wskazówki, pozwalające odnaleźć się w brutalnym świecie męskiej, szowinistycznej, koguciej rywalizacji.

Onegdaj przebieramy się przed startem. Czuję, iż patrzy na mnie kompetentne i krytyczne oko.

– Masz co zrzucać – słyszę. – Pora przejść na wagę wiosenną, bierz ze mnie przykład.

– Mamy połowę lutego – protestuję z pewną taką nieśmiałością.

– Właśnie. Skoro ja biorę się za odchudzanie, znaczy, idzie wiosna.

Jasne i oczywiste! Ptaki lecą, bazie w gotowości bojowej, lody pękają – zima ucieka! A że Słońce ma jeszcze czterdzieści dni do Zwrotnika Raka – tym gorzej dla Słońca.

Nie szukam zatem głupich wymówek, tylko zabieram się za zrzucenie owych zbędnych dwóch kilogramów, niechybnym okiem w porę przez perfekcjonistę wypatrzonych. Ja też chcę być wymiatacz; do roboty, bo lato za progiem. I parkrun Świnoujście czeka .

Zaczynam od diety, biorąc to za podstawę do treningów, służących wykuciu formy i nadgryzieniu mojej słabej woli. Przedstawiam kilka moich patentów na zdrowe odżywianie biegacza.

– Nic ci to nie da – skomentował mistrz, odkręcając wieczko puszki z napisem BCAA.

***

Czosnek! Czosnek – króluje w moim zestawie roślin pożądanych na talerzu, krzepko owe miejsce dzierżąc. Ja ten smak po prostu lubię, dodając go do nieomal wszystkich dań wytrawnych. O właściwościach dobroczynnych dla zdrowia możnaby rozpisywać się długo, czego Wam oszczędzę, wspomniawszy tylko o roli w zwalczaniu dolegliwości układu oddechowego; fakt to powszechnie znany. Roślinka ta pełni także kapitalną rolę w sukcesach randkowych. Mianowicie: jak najlepiej pozbyć się zapachu cebuli z ust? Zagryzając czosnkiem, naturalnie! Sprawdźcie, przekonacie się sami, za skuteczność gwarantuję. Dołóżmy do tej parki pora i szczypior, a otrzymamy słynny kwartet ekologicznych antybiotyków, którym zimowe grypy śmieszne. A koncerny farmaceutyczne niech zdychają z przerażenia.

***

Potem przychodzi na myśl zielenina. Już samo słowo kryje w sobie wiosenność spotęgowaną: bezmiar pól o poranku, lasy szumiące, łąkę kwietną, miękki niczym poduszka mech, tlenodajne glony. Najromantyczniejsza strona biegania. Aż chciałoby się to wszystko wsadzić w ryj i jeść, jeść, jeść. Na zdrowie! No, może mchu nie wcinajcie, lecz śmiało zaspakajacie swoje chlorofilne żądze na natce pietruszki, koperku, bazylii, lubczyku i sałatach. Jeśli nie w wersji świeżej, to chociaż ususzonego, sproszkowanego zioła i to legalnego. Czerpmy z tego źródła witamin i mikro-makro elementów do woli. Zielona część pietruszki skutecznością bije też na głowę tic-taki tudzież najostrzejsze gumy do żucia w sytuacji wiadomej.

***

Rzućmy słówko krótkie o owocach: rzecz okazuje się nie być oczywistą. Kiedyś prostszą receptę ordynowano, ujmując rzecz krótko: owocuj się do woli i chudnij. Dziś ta gałąź dietetyki nieco się skomplikowała, a w obliczu tej tuczowej traumy muszę zachować szczególną ostrożność. I tak banany tudzież winogrona lepiej spożyć za dnia, a na słynne wieczorne ssanie rekomendują kiwi, melony, arbuzy i śliwki. Nie ma zgody fachowców co do gruszek i jabłek, poważna sprawa. Uwzględniwszy wszelakoż ogólną niskokaloryczność i prowitaminowość owoców, wolno sobie tu z lekka pofolgować.

***

Przejdźmy teraz do krainy rozkoszy, rozpinając na lazurze wiosennego nieba hasło: słodycze. Srogo w tym segmencie paszowym trzeba się pilnować, najprostsza to droga do zguby i liczb haniebnych na wyświetlaczu kg. Zatem: wieczorem nic nam nie wolno; za dnia wcinamy rodzynki, miód, daktyle, żurawinę i gorzką czekoladę. Ciastka! Ciastka będą za metą, do cholery!

Zgrzyt wprowadza kwestia słodzenia. Smakowo zastępiacze (ksylitol, stewia) różnią się niewiele, lecz wąż w kieszeni syka. Zaiste, trzeba mieć mocne ambicje sportowe, aby dziesięciokrotnie słodzik przepłacać.

Miłość wymaga poświęceń.

***

Kazano mi też jeść jaja, awokado, ciemne pieczywo, naturalny jogurt, kiszoną kapustę, kasze, czerwony barszcz i kiszonki. Staram się i blednę, miotam i szamocę pomiędzy rozpaczą a nadzieją. Z kina na projekcji Green Book chciałem uciekać, ledwie mnie Agnieszka powstrzymała! Kto oglądał, wie, dlaczego. Zresztą polecam, tylko pamiętajcie o postanowieniach.

Nawet wskazówki zegara na wieży ze wskaźnikiem wagi mi się kojarzą.

😅

I możnaby tak długo jeszcze. A czy ktoś z Was podzieli się swoimi daniami na zdrowie i sylwetkę? Pamiętajmy wszakże, aby rzecz zbadać pod kątem zdrowia indywidualnie i wpierw skonsultować się z lekarzem, farmaceutą i psychiatrą; tudzież ze współmałżonkiem, jeśli budżet wspólny.

***

Wstąpiłem na wagę i zadrżałem. Nic ze mnie nie będzie. Tylko kilogram zrzuciłem na razie, doznając kolejnej porażki.

– No i jak tam? – Zagadnął z pobłażliwą i bardzo pańską łaskawością mistrz.

– Nic z tego – zwiesiłem smutno łeb – jeszcze przytyłem osiemdziesiąt trzy deko… Nie umiem być taki jak ty.

– Próbuj dążyć do tego – zachęca mnie ten anioł. – A jak zrzucisz kilogram to porozmawiamy.

 

 

Łukasz Klaś

 

6 thoughts on “Wiosenna dieta biegacza.

      1. Pączki to moja słabość, słodycze w ogóle. Ale Ciebie, Scyzoryku, to w Tłusty Czwartek nikt nie pobije… Hm, może Sylwia zwana Beny Kuleczka? Trzymamy kciuki za życiówkę😁🖐

Pozostaw odpowiedź Łukasz Klaś Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *