Wieliszewski Crossing.

Four seasons; zaczynamy – teoretycznie zima…

Ponownie Wieliszew! Zaprawdę, posiada w sobie magię ten czwórbieg. Bez niego kalendarz startów niepełnym się wydaje. Po roku przerwy wracamy ochoczo, by w czterech porach sezonu poszukać rytmu właściwego. Organizatorzy stają (zawsze!) na wysokości zadania, a cóż pogoda niesie? Dzisiejsza data kabałą pachnie, z dwóch stron czytana jednako wychodzi: 0-2-0-2-2-0-2-0. Czyż zima swoje czary okaże nam, szuraczom skromnym?

Fot. Citos von Grodno

Mile widzianym zbiegiem okoliczności zaczynamy cykl w Komornicy. Ostatnia część trasy wiedzie nad Narwią. Mijamy plażę, na której witaliśmy Nowy Rok, morsując w miłym towarzystwie. Nurt spokojnie toczy swe wody, a my z prądem, ale pod wiatr dyszymy wałem. Błyskają fale nieodpartym urokiem, drugi brzeg lekko rozmyty hen. Pięknie się dzieje.

Trochę wody – w końcu to przełaj.

Na dodatek Narew to rzeka anastomozująca, co w wielu miejscach tworzy przepiękne okoliczności krajobrazu. Jej nazwa wywodzi się z kręgów preindoeuropejskich; inaczej pisząc z czasów, zanim rozleźliśmy się spod wieży Babel. Tajemnice swe topi owa pani w Zegrzu i sforsowawszy dwie tamy, niknie w nurcie Wisły zdążając do morza.

Paweł gościnnie nas oprowadza.

Wpierw oddajemy medale charytatywnie; kto chce dołączyć, zachęcamy. Linkujemy szczegóły: klik

Start! Stadionem pod wał i wzdłuż rzeki. Lecz to potem.

My, skręcając w prawo, zanurzamy się w las. Skosztujemy ostępów wieliszewskich puszczy.

Trasa prowadzi ścieżką urokliwą, wijącą się wśród drzew. Zimy ze świecą szukać, za to zieleń ze wszech stron spogląda. Barwą tą pysznią się mchy dywanem i iglaste sklepieniem. Odcienie cieszą oczy mieszczuchów, zmęczone szarością pluchy i ciężką siwizną betonu.

Wytyczający trakt zawodów zaserwowali nam danie znakomite. Treściwie podano miękkie, leśne podłoże, uzupełniając szczyptą błotka, odrobiną piachu, próbką bruzd i kolein. Przyprawiono dla smaku subtelnie kałużą, żwirkiem i asfaltem. Na deser słodki trud kosztujemy: wał nadnarwiański, bryzą w lica.

Smakowało.

Wspaniale pobiegła Agnieszka, zajmując trzecie miejsce wśród kobiet! Dodajmy do tego dobry czas: 49:38, co stanowi wspaniały prognostyk na ten rok. Wszak ciężkie treningi właśnie realizujemy, a tu taki wynik. Brawo, Nudne Piątki pękają z dumy.

Podium kobiet. Fot. Citos von Grodno.

Sklecona na bazie sportowo-geriatrycznej drużyna „Bieganie po 40 w Nudne Piątki” spisała się wybornie. Zwycięstwo! Start z Agą, dwoma Markami, Alkiem i Łukaszem był dla mnie zaszczytem. Miejsce zobowiązuje do walki w następnych edycjach.

Moje podrygi oceniam średnio. Siódma lokata wygląda nie najgorzej, lecz tempo mogłoby być lepsze. Cóż, pracujemy.

Jeszcze o kategoriach wiekowych dodam, iż czterdziestolatki górą: siedmiu w pierwszej dziesiątce. Gdzie jest młodzież?

Dziękujemy organizatorom za wspaniałą imprezę, szczególne uśmiechy ofiarując wójtowi Pawłowi i konferansjerowi Marcinowi. ??

Zapraszamy na kwiecień; cóż przyniesie wiosna?

Łukasz Klaś

10 thoughts on “Wieliszewski Crossing.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *