Wiedźmy, sabaty i kamieni duża kupa.


Tym razem atakujemy Góry Świętokrzyskie ze wschodniego krańca. Z Nowej Słupi dziarsko wbiegamy na Święty Krzyż; wierzchołek zwany też Łysą Górą. Tak czy siak – królują metafizyka i moce pozaziemskie. Tutaj wszędzie magia unosi się w powietrzu. Nie bez przyczyny ludzie szukają tu doznań duchowych od wieków. Nieco technicznego realizmu wprowadza tylko wieża przekaźnikowa – stalowy kolos, wznoszący na 150 metrów swe obleśne, przerdzewiałe anteny. Zasięg się poprawia, diabli nadali.



Trasa naszej wycieczki biegowej zaczyna się w Nowej Słupii. Niebieskim szlakiem zdobywamy Łysą Górę. Stąd na zachód podążamy za czerwonymi znakami, trawersując południowe stoki pasma. Polecamy ten odcinek, prowadzący granicą pomiędzy puszczą a polami. Z jednej strony stoi wiekowy bór, z drugiej swojsko pachnie, burki poszczekują i kur się odzywa. W okolicy Bielin, osiągnąwszy miejsce połączenia traktu z Łysicy, zawracamy. Na koniec dokładamy pętelkę zielonym szlakiem przez Kobylą Górę. W sumie poszuraliśmy solidne dwadzieścia sześć kilometrów.


Historia mówi nam o niezwykłości tego miejsca. Już w IX wieku poganie kult na Łysej odprawiali, zachowany do dziś ogromny wał wznosząc. Potem za pierwszych Piastów klasztor fundowano, który stał się celem pielgrzymek i jednym z ważniejszych ośrodków chrześcijaństwa w Polsce. Iluż władców odwiedziło ten szczyt – tylko Jagiełło podobno siedem razy. A wszystko w mrokach legend ginie – nie do końca wiadomo, kto, kiedy, dlaczego… Patrząc na gołoborze, słyszymy świst mioteł, na których zlatują się wiedźmy. A jeszcze na zboczu najwyższe jodły rosną. Z mgieł wyłaniają się krzyże, mogiły, kamienie.

Zresztą, odwiedźcie sami i poczujcie. Poza sezonem nawet parking za friko – dla samochodów i mioteł.

Łukasz Klaś

3 thoughts on “Wiedźmy, sabaty i kamieni duża kupa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *