Wieczór Trzech Króli.

Po krwistościach, dramatach i dylematach władzy na duchowości wyniosłej, przyszedł czas na komedię. Lżej. Wieczór zapowiadał się interesująco, albowiem dla lubelskiej „Osterwy” to już piąta interpretacja „Wieczoru Trzech Króli”. Historia okraszona kreacją Solskiego, nieomal wiek temu, pachniała przebojem.

Wszyscy stanęli na wysokości zadania, dobrą i pouczającą rozrywkę nam serwując. Pomysł reżyserski, aby zamienić role płci wypadł pierwszorzędnie. Dobrze trzeba było skupić uwagę, aby nie pogubić wątku kto on, a kto ona: u Szekspira i na scenie. A że warsztat aktorski przywieziono z Lublina kompetentnym, przedstawienie się udało. Starsi brylowali kunsztem, młodzi dodali wdzięk, zauraczając widzów estetyką odpowiednią.

Nie do końca piosenki złapały melodię i harmonię, zgrzytnąwszy z lekka na zakrętach pięciolini. Lecz rzecz przecież lekką podano, z polotem, zatem efekt ów do całości frywolnej zaliczmy; wszak to teatr, nie filharmonia.

Na koniec mnie, staremu, zramolałemu konserwatyście łezka się zakręciła: zwieńczono dzieło tańcem dworskim. Przecież nie mistrzowie baletu pląsali, a tak ładnie, tak ładnie…

😆😆😆

Łukasz Klaś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *