Walentynkowe biegi.

Święto zakochanych kojarzy się z radością, błogością, czułością, zatem – samymi pozytywami i lukrem. Zaprawdę, podobnie bieganie – tylko dobre cechy na myśl nam nasuwa. Czyż te dwa światy nie tworzą pary wręcz idealnej, rączka w rączkę kroczącej? Liczba okazjonalnych zawodów w połowie lutego zdaje się tezę tę potwierdzać. Niemniej interes zakochanych i sportowców nie zawsze udaje się tak cacanie pożenić. Walentynkowe imprezy biegowe obfitują w niespodziewane sytuacje, zawirowania i konfuzję. Dodaje to uroku tuptaniu, lecz nierzadko i lekki zamęt sieje.

Macie w planach wyścig w parach?

Warto się zastanowić i dokładnie przestudiować regulamin.

Mieliśmy piękne zawody walentynkowe, z cenną nagrodą, w postaci ekskluzywnej wycieczki dla zwycięskiego stadła. Obsada zrobiła się mocna. Okazało się, że związków, gdzie on i ona mocno biegają, nie brakuje. Zwyciężyła jednak para… sklecona wyłącznie na potrzeby tego występu. I jedno i drugie na co dzień w swoich związkach małżeńskich pozostawali. Zgłaszającym pretensje w oczy regulaminem świecili i cóż poradzić. Organizator rozłożył ręce. Sprawa stała się środowiskową historią. Minęło, zatarło się, lecz, jak mawia klasyk: niesmak pozostał.

Czasami na takich imprezach coś się kończy, coś zaczyna… Znajomi tworzyli zgraną i dobraną parę, ze sportowymi pasjami: on biegacz wzięty, ona darterka z czołówki. A tu – w obu dyscyplinach – walentynkowe zawody zapowiadają, z dobrymi nagrodami. Zgadało im się z inną dwójką, szczęśliwie – na pierś Afrodyty! – na krzyż się specjalizującą, gdzie on lotkami ciskał, one nogami szybko przebierała. Niewiele myśląc, zgłosili się do obu imprez, wymieniając partnerów na ten jeden dzień. Popatrzcie, jakie żądza wygranej i pazerność przynosi skutki. Owszem, wygrali i tu i tu. Dalej mamy dwie szczęśliwe pary, tylko teraz już jedną biegową, a jedną darterską… Cóż, tutaj przynajmniej strata i zysk się bilansowały, lecz uważajmy z takimi zamianami, co by nie żałować potem.

Wielu organizatorów takich biegów chciałoby – i słusznie, w duchu tolerancji – zaprosić do rywalizacji również związki jednopłciowe. Trudno jednakże spodziewać się, czy jacyś szybcy a sprytni panowie nie uczynili by się parą „na ten jeden raz” i jak im naciąganie udowodnić? Eh, niełatwa sprawa z tymi zakochanymi sportowcami.

Nie kombinujmy. Jeśli chcemy uczcić zakochanie w Walentynki na sportowo, zróbmy to ze swoją prawdziwą połówką. W przypadku braku takowej, ciśniemy solo, a może wkrótce się ktoś napatoczy. A pozostającym w związku z osobą niebiegającą polecam zastanowić się, ile z tego jest pozytywów. To, że nie można rywalizować w tym jednym szczególnym biegu, jawi się niewielką stratą.

Zostawmy biegi walentynkowe zakochanym.



Łukasz Klaś

6 thoughts on “Walentynkowe biegi.

  1. Jako zakochany namówiłem ukochaną na Bieg Truskawki. Pobiegła. Pierwszy raz 10 km. Byliśmy ostatni. Ze zmęczenia popłakała się. Dostałem opierdol. A na koniec było szczęście, buziak i promienny uśmiech.❤
    Mimo wszystko warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *