W górach. Wyjątki z katechizmu.

Śniegi w Tatrach topnieją, zapraszając na łono hal, wierchów i lasów. W góry! Tamże szukają wytchnienia wśród przyrody znizinnieni losem warszawscy imigranci. Kochamy wszystkie pasma, a oddechem natury nie pogardzamy i na jeziorach czy plażach Bałtyku, lecz Tatry niejako ogniskują zasoby polskiej dzikości i odludzia, uwypuklając nasz stosunek do nich. Z jednej strony nęcą unikatowe krajobrazy, skaliste turnie, zwierzęta żyjące nieomal tylko tu (niedźwiedzie, kozice, świstaki, orły przednie, pomurniki); z drugiej razi ceprostrada do Morskiego Oka i tłumy na Giewoncie. O czym biegacz – a szerzej patrząc: każdy turysta – powinien pamiętać? Aby tam, hen, wysoko, dało się żyć i tuptać – nie klnąc.

Nie śmieć. Ileż razy to można powtarzać? Kulturalny człowiek zabiera odpadki ze sobą. Na terenach nie objętych ochroną wolno zastawić resztki organiczne, jak skrawki owoców, warzyw, skorupki jajek, byle zakopane i przyklepane. Tutaj zamieszczam też apel do właścicieli piesków: jeżeli już czeszecie swego pupila, nie róbcie tego na środku ścieżki.

Godnym polecenia i wielce szlachetnym jest zbieranie śmieci zostawionych przez hołotę. Lecz mam wątpliwości, czy takie działania mogą zlikwidować naganne zjawisko. Moim zdaniem konieczne są działania systemowe, zaostrzające kary. Bez litości dla śmiecących!

Najlepsze, co możemy zrobić dla dzikiej przyrody, to zostawić ją w spokoju. Nie dokarmiamy ani ptaków, ani niedźwiedzi. Jeśli mąż zjadł swój prowiant, to ratujemy go dopiero, gdy pada na ryj, natomiast żonę od razu. Napotkane zwierzęta obserwujemy z daleka, zachwycając się ich pięknem w rodzimym biotopie. W żadnym wypadku nie zabieramy ich ze sobą, nawet jeśli wydaje się nam, że potrzebują pomocy. Natura poradzi sobie sama, według swoich praw.

Zachowujemy ciszę. Rzecz dotyczy z całą mocą biegaczy! Nawet, jeśli w górach odbywają się zawody, staramy się ograniczyć hałas. Głośny doping zostawmy na imprezy stadionowe i miejskie. Dlaczego dzwon głośny? Bo w środku pusty. Dzban takowoż ma.

Nie bądźmy dzbanami.

Oprócz różnych i powyższych kwestii w górach trzeba też patrzeć. Chłonąć, podziwiać, napawać się, cieszyć i konsumować mentalnie. Działa odstresowująco i koi duszę sama cisza, a po chwili odgłosy natury. Zieleń lasów i hal serwuje dobroczynne oddziaływanie udowodnione terapeutycznie. Szuranie potęguje te procesy. I jest jeszcze coś. Otóż każdy zdrowy człowiek widząc górę odczuwa nieodpartą chęć wejścia na jej szczyt. Lub wbiegnięcia… Nie bardzo wiadomo, dlaczego tak się dzieje nam w łepetynach, gdyż korzyść ewolucyjna nie rysuje się tu zbyt oczywistą. Niemniej warto temu zewowi ulec. Stojąc na czubku, czujemy, dlaczego to zrobiliśmy. Sprawdźcie.

Pozdrawiajmy się. W głuszy, a w górach szczególnie, przywitanie na szlaku nabiera mocnego znaczenia, poprawiającego nastrój i podnoszącego na duchu. Niesie przesłanie: ty turysta, ja turysta, w razie potrzeby wspieramy się. Ty biegacz i ja biegacz…

Nie ufajmy do końca telefonom. Dajmy goprowcom odsapnąć. Niestety, część ludności, tzw. halfie, połowę intelektu ulokowali w smartach. Nic mi się nie może stać, bo mam odpowiednie urządzenie w kieszeni! Takie hasło już niejednego w górach zgubiło. Wystarczy głębsza dolina i zasięgu nie ma; baterie dziwnie szybko się wyczerpują, szydząc czarnym ekranikiem. Warto używać papierowych map, kompasów, zegarków i przede wszystkim: rozumu. Niemniej inwokacja: pochowali go wśród szczytów z telefonem w ręku, ma swój urok.

Jeśli uważasz, iż to oczywistości, to dobrze. Cieszę się, przynudzając ludzi umiejących zachować się w górach.

Do zobaczenia na szlaku.

Łukasz Klaś

2 thoughts on “W górach. Wyjątki z katechizmu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *