Teatr w strefie żółtej.

Szczęściem, nie zamknęli na cztery spusty, liczbę widzów tylko redukując. Dobre i to. Bez teatru kultura marnieje. Żaden film, nawet najlepszy, sztuki żywej nie zastąpi. Mogąc jeszcze czerpać z tej krynicy, wybraliśmy się do Och-Teatru na „Lily” – rzecz lżejszą, lecz nie do końca.

Utrzymaną w konwencji angielskiego kryminału sztukę ogląda się świetnie. Dostajemy porcję humoru, podpartą dobrym aktorstwem głównej pary. Scenę umiejscowiono pomiędzy dwoma skrzydłami widowni, co stanowi ciekawe urozmaicenie, nie przeszkadzające w odbiorze. Co ciekawe, nie wymagają dystansu, pilnując tylko maseczek. Cóż, westchnijmy ironicznie, iż teatr maską i kontaktem bezpośrednim stoi; zwłaszcza w żółtej strefie. Przeżyjemy.

****

Kolejny raz nie porwała nas gra młodych aktorów. Sami zastanawiamy się, czy to ich niedostatki, czy nasze stetryczenie i przywiązanie do uznanych nazwisk. W „Lily” Krystyna Janda i Piotr Machalica prezentują się pierwszorzędnie, a ci później urodzeni – blado. Czekamy na szturm następców gwiazd naszego pokolenia. Niech szturmują!
***
Ale czy warto iść? Jasne, pewnie, bez wątpliwości. Na Jandę warto i na Lily warto. Śmiech to zdrowie, w każdej strefie.

Łukasz Klaś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *