Tatranské podboje Słowacji. Gdzie włazić i biegać. Zakrywanieni.

Jedziemy na Słowację, zakosztować wyższych poziomów Tatr. Wyprawa egzotyczna, gdyż na południe, za granicę, w inną strefę walutową i w ogóle. Z drżeniem patrzymy na prognozy nie wykluczające burz, szukając nadziei w przejaśnieniach. Celujemy raczej w turystykę niż bieganie, planując też rozeznać teren. Jak tam jest, u tych przysyłaczy halnego?

⛰⛰⛰

Na granicy kontrolują nas krótko, lecz też przygotowaliśmy się jak za okupacji. Przedstawiwszy wszystkie wymagane bumagi, szybko lądujemy w Štrbie, naszej bazie. Początek wygląda obiecująco; ceny kształtują się akceptowalnie, ruch niewielki, ludzie gościnni. Czekolada Studentská i Kofola w potravinach czeka na półkach.

Jeszcze w dniu przyjazdu, czwartkowym popołudniem, wybieramy się na krótką wycieczkę. Parkujemy Hjundka w Štrbskim Plesie, uiszczając pięć ojro z hakiem. Okolicę jeziora zrujnowano krajobrazowo hotelami, asfaltem i skocznią narciarską. Ruszamy ku Chacie pod Soliskiem. Ładny z początku szlak wychodzi niestety na stok narciarski, prowadząc pod linami wyciągu. Schronisko nie działa. Skręcamy ku Furkotnej Dolinie, gdzie krajobraz poprawia humor. Polecamy ten odcinek! Pętelkę kończymy fragmentem Magistrali Tatrzańskiej i przecisnąwszy się przez tłok kurortu wracamy do lokum. Nad Štrbskim Plesem jest gdzie pobiegać, lecz chyba wczesnym rankiem po sezonie, albowiem teraz za dużo ludzi się kręci. Straganiarze.

⛰⛰⛰

Miło wstaje się na urlopie o piątej rano, lecz Krywań czeka. Migiem meldujemy się w Trech Studničkach i żwawo ruszamy w górę. Zabraliśmy kaski, aby sprawdzić nowy sprzęt w warunkach bojowych przed kaukaskimi wyzwaniami. Tutaj wyróżniamy się z populacji na szlaku, gdyż nikt inny hełmów nie używa. Wzbudzamy sympatię, gdyż Agnieszce wyjątkowo z tym do twarzy.

Droga na narodową górę Słowaków przebiega według klasycznego tatrzańskiego schematu: las, kosówka, hale, rumowisko, skały. Trudności wspinaczkowe występują rzadko, choć zaznaczmy, iż nie ma sztucznych ułatwień. Ekspozycja niezbyt straszy. Trawersujemy żleb i granią przez Mały Krywań osiągamy główny wierzchołek. Pogoda nam sprzyja, chmury raz po raz zakrywają słońce, lecz burzy nie słychać. Widoki ze szczytu są haniebnie piękne. Można by siedzieć godzinami.

⛰⛰⛰

Schodzimy niebieskim szlakiem nad Jamské Pleso i dalej – a jakże – Magistralą Tatrzańską. Całość zamykamy w niezłym czasie – 7 godzin. Bądź co bądź, Krywań to drugi pod względem wysokości szlakowy szczyt Tatr. Lekko zmęczeni, lecz zadowoleni lądujemy na parkingu. Zdecydowanie rekomendujemy wyjścia w góry wczesnym rankiem: pogodniej, bezpieczniej, luźniej. A spać? Spać będziemy w zimie.

⛰⛰⛰

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Tatranské podboje Słowacji. Gdzie włazić i biegać. Zakrywanieni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *