Teatr zasłużonych.

Kolejny raz łaskawie odblokowali sceny. Miejmy nadzieję, że więcej nie będzie potrzeba. Ów akt zobrazował także pozytywne zjawisko – wielki głód sztuki. Publiczność stawia się licznie, spektakle sprzedają się na pniu. Godne to podkreślenia, uważając na ceny biletów… Delikatnie rzecz ujmując, tanio nie jest, lecz czegóż się nie robi dla potrzeb ducha. Na widowni luźniej czytaj dalej »

Co ma tyłek do grozy?

Opisuję uwiecznioną na powyższym zdjęciu książkę z podwójnym ukontentowaniem, uśmiechając się pod nosem. Tematyka mroczna, a odpowiednio podana, pozwala w spokoju i zadowoleniu czytać, delektując się; wszak to fikcję nam serwują. Oprócz oczywistych literackich wartości, dziełko to ujęło mnie za serce kwestią prozaiczną, mianowicie techniką wydania. Takie kieszonkowe formaty wzbudzają rzewne i błogie sentymenty. Lubo czytaj dalej »

Teatr w strefie żółtej.

Szczęściem, nie zamknęli na cztery spusty, liczbę widzów tylko redukując. Dobre i to. Bez teatru kultura marnieje. Żaden film, nawet najlepszy, sztuki żywej nie zastąpi. Mogąc jeszcze czerpać z tej krynicy, wybraliśmy się do Och-Teatru na „Lily” – rzecz lżejszą, lecz nie do końca. Utrzymaną w konwencji angielskiego kryminału sztukę ogląda się świetnie. Dostajemy porcję czytaj dalej »

Kwestia zupy.

Obejrzenie inscenizacji „Fatalisty” Tadeusza Słobodzianka wymaga pewnego wysiłku… Spragnionym sztuki Teatr Dramatyczny kazał wspiąć się na kilka wysokich pięter. Mała Scena gwarantuje wyższy poziom – ten i ten. Ochoczo wdrapaliśmy się nań, świętując symboliczny alians artyzmu z bieganiem. Po drodze odprawiliśmy covidowe rytuały, maskując lica, zachowując dystans i wrzucając podpisane oświadczenie do urny. W nagrodę czytaj dalej »

Buzia.

Słońce świeci, sugerując ład, pogodę i zadowolenie. Ale. Przechodząc ulicą mimo czuję, iż coś na mnie spogląda. Zerkam bokiem, zwalniając kroku, strzygę ślepiem i widzę. Na ścianie panoszy się twarz. Jestże to buzia, miły wizaż, czy raczej facjata, gęba, morduchna, ryj, pysk, cyferblat jeden! Złośliwie patrzy. Rzęs nie ma, a mruży; brwi brakuje, a stroszy. czytaj dalej »

Sztuka.

Niebyt szczęśliwie byłoby nazwać tę książkę podręcznikiem. Skłaniam się ku określeniu przewodnik. Ernst Gombrich, znawca mistrzowsko posługujący się słowem, prowadzi nas przez dzieje, wyjaśniając, jak rozwijała się i ewoluowała sztuka. Rdzeniem opowieści jest malarstwo, lecz znajdziemy też liczne odniesienia do architektury, rzeźby, a pod koniec – fotografii. Całość zawiera przekrojem wszystkie istotne nurty, wymieniając każdego czytaj dalej »

Odczarowany Mozart.

Kiedy wybieramy się na jedną ze słynnych oper, wiedząc, iż po trzecim dzwonku czeka nas sporo – hm! – awangardy, sztuką jest zachować nieskazitelny obiektywizm w ocenie. Chłodne spojrzenie i dystans niełatwo wykazać, uznając muzykę Amadeusza za niekwestionowalny ideał. Szczęściem, w skład wieczoru wchodzą również wrażenia wizualne, pozwalające zachować nadzieję, iż nie padniemy trupem z czytaj dalej »