Droga Pienińska.

Wiem: wśród moich czytelników spotkam wielu biegaczy, turystów, miłośników gór, znających ten szlak doskonale. Nie wiem: czy wszyscy zachwycają się nim jak ja. Zatem zaryzykuję zanudzanie znawców, kreśląc parę słów o tym cudzie.😉 *** Droga Pienińska towarzyszy czerwonym szlakiem Dunajcowi na odcinku 10 kilometrów, podążając w dół rzeki od Czerwonego Klasztoru do Szczawnicy. Łączy rzadkim czytaj dalej »

Korona zup, waza wirus.

-Lubię poniedziałki – oświadczyłem, wychodząc z lokalu na deptak szczawnicki. – Doświadczam prymitywnego, lecz w pełni akceptowanego zadowolenia z życia. Takim nastrojem – fatalnym z punktu widzenia filozofii i potrzeby naprawy świata – skutkuje obżarcie się we właściwym miejscu odpowiednim wywarem. Spotkała mnie przyjemność kulinarna w polecanym miejscu. Jak wiadomo nie od dziś, rekomendacja pocztą czytaj dalej »

Koziarz.

Ostatnią długą wycieczkę biegową na naszym obozie zaplanowaliśmy żółtym szlakiem przez Koziarz. Sęk w tym, iż kurs ten przecina w Łącku Dunajec, a przeprawa promem poza sezonem nie funkcjonuje. Kluczowym elementem planu stał się most. Musieliśmy zatem zacząć w Zabrzeżu, dołączając do właściwej trasy na przełaj, od zachodu. Na mapach, papierowych i sieciowych, sprawa nie czytaj dalej »

Biegacze opanowują góry.

Zdobywamy wielką górę Lubań, podążając zielonym szlakiem w górę, a czerwonym w dół. W sumie dystans wyniósł dwadzieścia kilometrów. Nie spotykamy żadnego turysty, byliśmy tam tylko my, para biegaczy. Następnego dnia obozu zataczamy wielki krąg, na 25 kilometrach, po szczytach Rogaczy, Radziejowej, Złomistego, Prehyby. Po trzech godzinach widzimy wreszcie człeka naprzeciw. „Ee, to chyba z czytaj dalej »

Lubimy Lubań.

Pora na zmianę gór, zatem ruszamy w Gorce. W bliskim sąsiedztwie naszego lokum wynosi się nad okolicę jeden z najwspanialszych szczytów tego pasma. Lubań flankuje je od wschodu, schodząc zboczami aż do Dunajca. Z wielu miejsc poprzednich eskapad podziwialiśmy ten szczyt, zatem liczymy na widoki powrotne szybkim sentymentem. Ruszamy wyekwipowani na lekko, na biegowo. Zostawiwszy czytaj dalej »

Pieniny warte toastu.

Po dwóch dniach wyostrzenia biegowego, zdecydowaliśmy się przemodelować na turystów, przysposabiając się w stosowne stroje i nastawienie. Obudowaliśmy ekwipaż, głównym narzędziem mianując termos. Gorąca herbatka czyni cuda, podnosząc naszą motywację i honorność wyzwania. Postanowiliśmy sprawdzić, co w Pieninach (właściwych) piszczy. Jak sprawy się mają z przełomami, reliktami sosnowymi, nieczynnym zamkiem, koronami, przestrzennością i niskim sezonem. czytaj dalej »

Niechyża Durbaszka.

Taką przebieżkę zaplanowaliśmy na obóz zawczasu: trasą półmaratonu Chyża Durbaszka. Na kwietniowym festiwalu Biegi w Szczawnicy cieszy się ta trasa niesłabnącym zainteresowaniem. Kto wie, może i my kiedyś staniemy w szranki? Spróbujmy zatem skosztować grani Małych Pienin u krańca zimy. Warunki mamy raczej wczesnowiosenne. Rozgrzawszy się żwawym truchtem do centrum Szczawnicy, wskakujemy do pustawego busa. czytaj dalej »

Pierwszy krok w górach.

*** Biegniemy ramię w ramię, stopniowo wspinając się wąwozowatą drogą. Nachodzi mnie nieodparte uczucie, iż dzieje się coś świetnego, jakiś czynnik smakowity, a na co dzień niespotykany. Przez chwilę błądzę po umyśle, ustalając źródło dobrostanu. Bieg? Powszechność nasza. Góry? Piękne, lecz używane często. Pogoda? Bywała lepsza. Las? Wszędy do niego uciekamy. Podłoże? No dopieroż mi, czytaj dalej »