Strefa komfortu.

 

Precyzyjny limes! Ustalmy a priori: każdy wie, kiedy przekracza tę granicę. Podobnie odczuwamy ból;  rzecz jasna, powinniśmy kitować dentystę, trenera i otoczenie, jak straszliwie cierpimy, prawdziwe wrażeniee starannie maskując. Niemniej tutaj zajmujemy się sytuacją realną: sędzią i oskarżonym jest ta sama osoba. My.

Jakie rysują się korzyści z wychodzenia (regularnego) ze strefy komfortu podczas biegania?

Oto pięć nudnych punktów.

1. Tylko tak da się wyraźnie poprawiać wyniki. Prędzej zatruchtamy się na śmierć, niż uzyskamy progres, dreptając nie wiem jak długie mile.

2. Kształtujemy charakter. Odporność na niewygodę kreuje moc umysłu.

3. Hartujemy ducha i ciało. Wreszcie zacznie spoglądać na nas z uznaniem dentysta i budzi się nadzieja, że nie zemdlejemy na widok strzykawki.

4. Rozszerzamy strefę komfortu, otwierając przed sobą nowe perspektywy w bieganiu grupowym. Dumnie wybierzemy opcję średniozaawansowani zamiast początkujący; z uśmiechem na ustach ukończymy trening i triumfalnie, bez zadyszki wycedzimy: dość wolno było dzisiaj. A jeszcze gdy ona (on, ono) patrzy… raj.

5. Poprawiamy samopoczucie. Radość i satysfakcja po wykonaniu trudnego treningu są ogromne; im mocniej daliśmy sobie w kość, tym więcej endorfin. Sprawdźcie, to działa. No i ciastko wolno zjeść jedno więcej.

 

Łukasz Klaś

 

2 thoughts on “Strefa komfortu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *