Stalowe magnolie.

One przychodzą wiosną. Czasami zdarza się to wcześniej, innym razem później. To zależy od roku. Lecz zawsze gdzieś-tak-w-okolicach-Wielkanocy na niezbyt pozornych szkielecikach krzewów odbywa się kolorowe misterium. Wpierw nabrzmiewają pąki, a nie są to jakieś maciupcie kotki-bazie, tylko dorodne szypuły, nabrzmiałe sokami, miąższem i gotowością. Prawdziwe pączyska, przywodzące na myśl wybujałość tropikalnej dżungli, takiej, której nigdy nie widzieliśmy, ale która gdzieś tam rośnie w ciepłych krajach. Te kwiatostany wprowadzają na nasze podwórka egzotykę, pozwalającą zaczerpnąć pełną piersią powietrza, gęstego od witalności wiosennej. Od razu człowiek lepiej się czuje.

Potem wybuchają, niczym gwiazdy rozkładające w przestrzeni swe ramiona,

***

Magnolię pod moim balkonem podziwiam patrząc w lewo, na przeciwną stronę ulicy. Z prawej stoi, prawem kontrastu, śmietnik. Nie jakiś schludny, wyczyszczony segregowacz, tylko prawdziwy, bogaty atrybutami grajdoł. Zajmuje centrum osiedla. Pyszni się wszystkim, co takowy przybytek posiadać powinien. Frontu pilnują przepełnione pojemniki z wysypującymi się śmieciami, w głębi śmieją się te puste. Regularnie nawiedzają teren zbieracze, a od tyłu mieści się punkt zbiórki kotów i dokarmiających. Z boku, jak się patrzy, leżą zwalone gabaryty – bez większego problemu można by kawalerkę umeblować. Czasem, dla przyzwoitości, odwiedza teren śmieciarka.

A z drugiej strony na szali tkwi to drzewko, niepozorne pniem, tylko kwieciem mocne. I przeważa bez problemu ten śmietnikowy syf. Patrząc w lewo na triumf wiosny kwietny, nie mam problemu z zerkaniem w prawo. Ot, słabszy element krajobrazu.

***

Magnolie (uczciwość każe przyznać, że nie one jedne) odznaczają się ciekawym zwyczajem botanicznie: wpierw kwitną, potem liścieją. Pięknie, poczytuję to za triumf ducha nad materią, świadomości nad bytem. Niechże estetyka trwa, na chlorofil i żarcie można poczekać. Kiedy już wybuchnie biała, różowa i fioletowa orgia, można mieć pewność, że wbrew wszelkim przeciwnościom losu znowu będzie cieplej, zieleniej, zdrowiej, smaczniej, szczuplej i weselej. Taka coroczna oczywistość, która jednak musi zostać tymi kwiatami wywołana. One wskazują drogę. Mamy być tak sam piękni, silni, pierwsi przy zachwycie (a nie przy żłobie) i przeważać wszystkie śmietniki świata. Tak jak one.

Stalowe magnolie.

***

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Stalowe magnolie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *