Specjalizacja Therese Johaug.

Słynna norweska biegaczka narciarska wystartowała w mistrzostwach swojego kraju na dziesięć kilometrów i… wygrała. Na bieżni lekkoatletycznej. Ba, uzyskując czas 32:20 wyprzedziła drugą na mecie zawodniczkę o dwie minuty. Rezultat Johaug zajmuje piąte miejsce na liście najlepszych w historii Norwegii.

Do tego mistrzyni twierdzi, iż pierwszy raz założyła na nogi kolce lekkoatletyczne, wyraziwszy się o nich wdzięcznie „te dziwne buty”.

Jak się okazuje, bieganie w ogóle jest dziwne i potrafi nas zaskoczyć niejedną niespodzianką.

Starty specjalistek od wąskich nart w biegach zdarzały się i wcześniej. Nasza multimedalistka Justyna Kowalczyk popełniła w Krynicy tzw. Życiową Dychę, uzyskując dobry czas 35:07. Ruszały z bracią szurającą w szranki Oestberg, Steira i inne. Wynik Johaug zasługuje jednakże na miano spektakularnego.

Przypominam dla porządku, iż Therese nie tak dawno odcierpiała karę za doping. Nie o tym wszakże chcę tutaj pisać, zostawiwszy również kwestie astmatyczne na boku. Skupiam się na porównaniu wyników w różnych konkurencjach i dyscyplinach sportu.

Wielokrotnie spotykamy się z głosami o coraz większej roli specjalizacji w sporcie. Powszechnie przyjmuje się, iż im wyższy poziom, tym kwesti ta staje się ważniejszą. Biorąc owe mniemanie za pewnik, również wielu amatorów różnicuje swój trening, drobiazgowo rozdzielając cele.

A tutaj wyskakuje z ekranu śliczna Teresa i hop! Niemal wprost z zasp śnieżnych rozstawia po kątach (czy raczej wirażach) zawodowe lekkoatletki. I co z tym zrobić?

[Tu uwaga: użyłem słowa „śliczna” w znaczeniu pewnej tendencji medialnej. Norwegowie, a z nimi część dziennikarzy, uważają ją za piękność. Niech im będzie, a my oczywiście wiemy, ża najładniejsze są Polki😆]

Przyznam, iż nie do końca wierzę pannie Johaug, jakoby pierwszy raz na omawiane zawody kolce założyła. Nie zmienia to jednak faktu jej specjalności zimowej, która na pewno nie pozwala na dłuższe poświęcenie czasu innej dyscyplinie.

Obydwa sporty zaliczają się oczywiście do stricte wytrzymałościowych i podnosząc poziom w jednym, robimy postępy i w drugim. Występują jednakże znaczne różnice. Na nartach ogromną rolę odgrywają ręce, które w bieganiu minimalnie wpływają na wynik. Ponadto na biegówkach wysiłek ma charakter zmienny: na zjazdach odpoczywamy. Bieżnia to ruch równomierny.

Zwróćmy uwagę (memento dla triathlonistów), iż podobna zależność słabiej zaznacza się względem pływania. Niejeden mistrz biegu zasapie się prędko raczkując na basenie! Wynika to głównie ze specyfiki oddychania (wydechu) do wody. Występuje tu inny rytm, a przede wszystkim trzeba pokonać ciśnienie, które nawet 10 cm pod powierzchnią jest znacznie większe.

Prowadzę do tego, aby nie przesadzać z tą specjalizacją. Amatorzy, nawet ci ambitni, powinni mieć na uwadze zawsze zdrowie – a ono lubi różnorodność. Jak pokazuje przykład Johaug, nawet na nartach można poprawiać osiągi biegowe. A cóż dopiero, jeśli inne dyscypliny będą w treningu dodatkiem.

Sam mierzę się z tym problemem. Zakładam, że przy pięciu jednostkach stricte biegowych tygodniowo, dobrze dołożyć raz rower, raz pływanie. Do tego zamiennie inne aktywności: wspinaczka, hippika, nawet piłka nasza kochana kopana. Takie mam plany, po czym zwycięża bieganie. Niestety, zbyt często. Bo start wkrótce. Próbuję się pilnować, lecz permanentnie przegrywam z własną ambicją.

Muszę tu dodać, że trening funkcjonalny, rolowanie i rozciąganie jest rzecz jasna obowiązkowe, niezależnie od dyscypliny sportu.

W tym kontekście norweska mistrzyni wyśmiałaby mnie do rozpuku, słysząc, że w tym sezonie trenuję „pod piątkę”. Znam oczywiście proporcje, niemniej przykład to wymowny. Chyba czasem powinniśmy poluzować.

Dziękuję zatem w tym miejscu Therese Johaug, iż swoim wynikiem uświadamia takie kwestie. Niezależnie od tego, czy jest piękna, czy nie.

Ale to tylko moje zdanie. 😂😂😂

Łukasz Klaś

3 thoughts on “Specjalizacja Therese Johaug.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *