Snow running.

Kolega odwiedził mnie na pływalni. Stoimy, plotkując, przy oszklonej ścianie, gapiąc się na zewnątrz czasami. W pewnym momencie on robi dyg przestrachu i zdziwioną minę.

-Co to jest? -Pyta niepewnie, wskazując na trawnik za oknem.

W pierwszej chwili nie zrozumiałem, co ma na myśli. Dopiero po kilku sekundach pojąłem komizm, lecz i znamienność sytuacji. Mamy początek stycznia!

-Śnieg.

-Nie gadaj.

-Obok znajduje się lodowisko. Przygotowująca taflę rolba odgarnia zniszczony, zeskrobany łyżwami lód i w takich malowniczych stertach wyrzucają go na trawnik.

-Aha – skwitował bystro kolega.

Abstrahując nawet od dyskusji o zmianach klimatu, widać wyraźnie, iż nas zimy nie rozpieszczają. Śnieg budzi w styczniu zdziwienie.

***

Biegajcie po śniegu! Gorąco Was do tej chłodnej aktywności zachęcam. Tuptajcie po białym puchu, kiedy i gdzie się da. Nie musimy wieszczyć jakiejś klęski klimatycznej, lecz przesłanki do ostrożności widać – i czuć. Prawdziwie mroźne rejony nie znikną, rzecz jasna, z roku na rok, lecz tak się składa, że dostęp do nich kosztuje. Zarówno Skandynawia, jak i Kanada, Patagonia i Antarktyda drogo cenią swoją przystępność. Dla odważnych pozostaje Syberia.

Na mniejszą i bardziej życiową skalę, kwestię spotykamy w naszym kraju. Nie każdy ma równy dostęp do gór; szczęśni Ślązacy i Krakusy, a z Trójmiasta, Łodzi i Warszawy to już gorzej. Dlatego polecam wykorzystywać każdą okazję.

***

Po co biegać po śniegu? Przede wszystkim dla przyjemności, płynącej z ruchu w takich okolicznościach. Czyż może być piękniejszy trening, niż szuranie po skrzypiącym całunie w okiścionym lesie? Miękkość pod stopami ma i znaczenie niejakiej ulgi dla stawów, zwłaszcza na zbiegach. A dla zmysłów – i duszy – raj.

Poza tym tuptanie po białościach niesie ze sobą wartość urozmaicenia. Oprócz treningów uzupełniających – niebiegowych – warto wprowadzać do naszych ćwiczeń zróżnicowanie podłoża – i otoczenia. Wszechstronność bodźców wpływa pozytywnie na wyniki, lecz przede wszystkim na zdrowie. No chyba, że szykujemy się na jakiś ukierunkowany ściśle rekord; bo ja wiem? Jakieś wyzwanie na asfaltowej pętli we Wiedniu z siedmioma pacemakerami. 🙂 Wtedy to co innego.

***

-Patrz, pada śnieg – mówi Agnieszka.

Na demony Walhalli! Do końca stycznia kazał na siebie czekać. Rach, ciach, wrzucamy biegociuszki, buty i naprzód. Zanurzmy się w rozkoszach zimy.

Świetnie się tupta. Na chodnikach lepka ciapa, a z góry nie lepiej się dzieje. Temperatura wynosi wilgotne trzy, cztery stopnie, na plusie oczywiście. Miejscami biało, lecz jak postawisz na tym stopę, to już czarno. Samochody chlapią błotnistą mazią. Śnieżna ekstaza.

-Super, prawda?

-Wspaniale! Czy ty też masz mokro w butach?

-Całkowicie.

-No nieważne. To w końcu pierwszy śnieg.

-Oby nie ostatni…

Oby.

***

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Snow running.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *