Śnieg, podbieg, kamień, deszcz.

Wpierw: Paniom najlepszego! Na przykład takich doznań, jak opisane poniżej. Częstujcie się, czytajcie…

Wyprawiamy się marszobiegiem na Tabaczaną Ścieżkę. Pono to dawny szlak przemytniczy, zatem w sam raz na solidny wyryp dla mieszczuchów.

Biegniemy po wąskim pasku charakterystycznego śniegu, wymagającego subtelnego stawiania stóp. Łomocąc zbyt mocno kopytami, wpadamy po kolana w pułapkę. Takie podłoże świetnie ćwiczy technikę, stabilizację oraz cierpliwość. Agnieszka zapisuje złote karty stoicyzmu, ja bluzgam niczym pijany szewc o poranku.

Odpoczywając w schronisku na przełęczy Okraj gawędzimy z wiekową, lecz nadzwyczaj energiczną gospodynią. Chcąc zażyć karkonoskiego góralstwa i ludowej mądrości pytamy zgrabnie o pogodę: co czeka nas w drodze powrotnej?

– Oj, kochaniutcy – uśmiecha się babuleńka spod kominka – w komputerze zapowiadali deszcz, a ten portal ma wiarygodne prognozy.

Szach i mat, witamy w XXI wieku.

Powrotną drogą tupta się raźniej, bo w dół. Pędzimy niczym przemytnicy z transportem życia, podziwiając widoczną z prawa panoramę Kotliny. Wkrótce doświadczamy mocy etnicznej przepowiedni: łapie nas deszcz. Babciu z Okraja, niech twój komputer wirusy szerokim łukiem omijają.

***

Wiele zjawisk przyda się biegaczom, jeśli umiejętnie je zinterpretowawszy, cenny aspekt wyeksponujemy. Spotykamy w Karpaczu anomalię grawitacyjną. W tym niezwykłym miejscu samochody, butelki, piłki toczą się pod górę, lekce sobie prawo powszechnego ciążenia (nomen omen) ważąc. Ów odcinek szosy słynie na całą Polskę, a stojąca tam tablica informacyjna nic o złudzie perspektywy nie wspomina, fenomen ów eksplikując zmniejszeniem o 4% wartości słynnej liczby g. Trzeba to wykorzystać! Zasuwamy zatem na omawianym odcinku bez wysiłku w dół, jednocześnie całemu światu oznajmiając, iż ciężkie podbiegi trenujemy. I niech ktoś zaprzeczy!

***

Okolica oferuje nieprawdopodobne wręcz możliwości wyżycia się w terenie. Jeśli dodamy do tego odpowiednio zmieszaną pogodę, otrzymamy pełną ofertę z półki: cross. Właśnie na takie delicje natrafiliśmy.

W dolinach zaczęła się wiosna, wyżej trwa zima, a wszystko to kotłuje i bełta wyjątkowo zmienny wiatr. Kręcimy terenową wycieczkę od Świątyni Wang naokoło Borowic.

Otrzymujemy kolejno: podbieg asfaltem, płasko zbitym śniegiem, na ryj jarem w kopnym puchu, strumieniem z dziurawym śniegiem, suchutką drogą przez las, po igliwiu miękko lekko w dół, szosą na twarz, leśną drogą w błocie (zwózka drzewa), krętym wiejskim mikstem (☺)  i na końcu creme de la creme: ostry zbieg między skałami do zapory na Łomnicy. Palce lizać!

***

Ciśniemy szlakiem głuszy ostro, dziewiczością przyrody się upajając. To wicher grudkami w lico praśnie, to deszczyk przymoczy, a zaspy powyżej miednicy. Tylko niedźwiedzia patrzeć, a tu niespodzianka: wpadamy na drogowskaz rzetelny. Zachwycamy się, wgapiając w piktografikę, bo raz, iż dotyczy lubych nam aktywności; dwa – dokładnych danych dostarcza, a trzy, feminizm promuje. A przynajmniej, jak bystro zauważył Warszawski Scyzoryk, długowłosość kucykowatą. Jako łysy samiec z lubością tkwię w tej chwili, celebrując różnorodność świata.

***

Druga godzina treningu mija, tuptamy dzielnie, wyruszywszy z bazy oszpejeni na lekko. Pić się chce, a w plecaczku tylko żelazna rezerwa chlupie. Zbaczamy zatem do punktu nawodnienia.

Takie sobie zwykłe miejsce: niegdysiejsze uroczysko pogańskie, wymieniane jako źródło już w XII wieku, z unikalną rotundową kaplicą chlubiącą się najstarszym zachowanym w Polsce omurowaniem. Bonusem woda cuda działa, szczególnie w sprawach sercowych. Wszystko piękną niemczyzną opisane. Ot, karkonoski zakątek, jakich wiele. Taki mają tu klimat.

***

Obydwoje z Agnieszką używamy lodowatej wody do regeneracji po ciężkich treningach, zimą z zapałem morsując. Tutaj pod bokiem mamy miejsce kultowe dla miłośników mroźnych kąpieli; nie zwlekając odwiedzliśmy Wodospad Podgórnej w Przesiece.

Niełatwo opisać urodę tego cudu natury. Potok krystalicznie czystą wodą spada między ogromnymi głazami, formując malownicze jeziorko wśród masztowych jodeł. Nigdy nie zanurzałem się w piękniejszym miejscu. Zmęczenie ulatuje precz.

***

Latamy po Śnieżce w górę, dół, bok, wzdłuż, wszerz, trawersem. Śnieg tworzy miejscami najprzyjaźniejszy dywan dla stawów; gładki, a przyczepny i delikatnie uginający się pod stopami. Pozwala to poćwiczyć ostre zbiegi, czego brakuje na nizinach.

Latem w górach takie szlaki często i gęsto poprzetykane bywają kamieniami. Korzystamy zatem, chłonąc panoramy i tuląc się w schroniskach.

Polecamy Samotnię z jej nieziemsko pięknym otoczeniem i Pod Łomniczką – tam zatrzymali czas, prądu brak, a na Dzień Kobiet wciąż stoi choinka bożonarodzeniowa. Klimat.

***

Jeszcze słowo rzekniemy o żarciu i spa w okolicy, zastrzegając subiektywizm i ograniczony, raptem pięciodniowy pobyt. Na baseny, sauny, solanki, groty solne i lodowe warto wydać ciut więcej, a otrzymać kompleksową ofertę, zatem: Gołębiewski. Jedliśmy U Ducha Gór, w Liczyrzepie, 49, Pohulance i Niebie w Gębie, chwaląc sobie. Lecz knajp jest tutaj bez liku, także pewnie i inne smaczne znajdziecie.

***

Biegacze, rwijcie do Karpacza jak tylko możecie. W razie pytań, służymy informacją. Tutaj znajdziecie wszystko, co potrzeba, by forma po powrocie na pieleszach wybuchnąwszy, życiówkami sypnęła.

To działa.

Łukasz Klaś

7 thoughts on “Śnieg, podbieg, kamień, deszcz.

Pozostaw odpowiedź Łukasz Klaś Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *