Siku.

Jakaż to znana i prozaiczna czynność widnieje w tytule! No wręcz nie uchodzi. Czyżby? W czasie startu niejedno uchodzi. Nie wyalienują nas z towarzystwa za skok w bok za krzaczek chyłkiem. Bo każdy to musi. I papież, i ciura. I Ty i ja.

Już z nominalistyką rodzi się kłopot. Brakuje wygodnego i neutralnego określenia. Używam stwierdzenia: znikam na chwilkę przypudrować nosek. Niby dowcipne, domyślne i subtelnie dyskretne; niemniej raz dziecko kolegi sprowadziło mnie z lekka w dół, gdy na powyższą błyskotliwość z całą powagą zapytało głębokim basem: jedynka czy dwójka? Dorośli mniej szykują pułapek, a dzieci to groźne bestie. Kwestia pozostaje skomplikowaną w naszym języku ojczystym. Spróbujcie zintensyfikować nastrój na randce, oznajmiając lubej: kochanie, idę oddać mocz.

Technika dla biegaczy dopiero piętrzy przeszkody. Górą czy dołem spodenek? Rozstrzygnięcie dylematu do trywialnych nie należy, a i dodatkowy faktor lubi się wkraść. Któż z nas w chwili trwogi nie szarpał się z supełkami lub zacinającym zamkiem, gdy sekundy dzieliły od katastrofy…

Wiem, podniesie się chór żeński jednogłosem: facetom łatwiej. W lecie to i racja, zimą mniej; znaleźć trudniej. A już po starcie w ujemnych rejestrach temperatury szukanie (a i próby capnięcia) szykują dramat prawdziwy.

Temat letni, wakacyjny, przyjemnie ciepły, acz nieco kłopotliwy; co wrażliwsze panny winne zarumienić lico choć symbolicznie. A wszystkim czytelnikom przypomina się: na moje ryzyko, lecz Waszą odpowiedzialność.

W czas upałów, gdy gospodarka wilgocią zaburzona, kwestia rysuje się poważnie. Pić trzeba! – tę prawdę nie tylko biegacze wyznają, dodawszy przezornie: byle w miarę. Przyjęcie zbyt dużej ilości płynów skutkuje częstszymi wizytami w kolorowych plastikowych budkach, lub romantyczniej: pod krzaczkiem. Zwracajcie uwagę na temperaturę, dozując stosownie napoje.

W kosówce dyskretnie, acz drapiąco niekomfortowo.

Ludzkim będzie w tym miejscu przypomnieć przyjeżdżającym z interioru, aby nie dawali się naciągnąć komercyjnym wucetom Dworca Centralnego i okolicznych podziemi. Tuż obok znajdziecie ulgę bezpłatnie w wersji wcale komfort: w PKiN i metrze. Po krzakach naokoło Patelni odradza się: zbyt przyrodniczo, zwłaszcza dla co wrażliwszych nosków.

W Pałacu za friko.

 

Na dworcu płatne, dopiero w pociągu darmo.

Poza tym, nie mamy tak źle, zważywszy na los astronautów, z nieważkością się potykających. Pozwólmy sobie na rubaszność, bo i sytuacja się o to prosi: oni mają autentycznie przesrane.

Zaprawdę, apeluję: sikajmy śmiało! Bez zahamowań, odrzućmy stereotyp i pokryty kurzem konwenans: będzie zdrowiej. Wiwat kultura swobodnego przepływu cieczy; życie to rzeka, a wszystko płynie. Nie zakłócajmy naturalnego porządku kosmosu, załatwiajmy się z wdziękiem i bez pruderii. Wyniki na tym zyskają, nerki wdzięczne będą. Olewajmy wszystko, a życie stanie się lżejsze.

A teraz idę przypudrować nosek.

 

 

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Siku.

  1. Czasem bezpieczniej w krzakach niż w tych toytoyach… Bo czyściej i pachnie żywicą, a w takim toytoyu to nie pachnie 😊 Jak ostatnio weszłam do takiego to szybciej stamtąd wyleciałam jak wpadłam tak syfiascie było…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *