Pluching.

-Mamo, czy ty zmuszasz tatę do jedzenia czosnku, bo coś przeskrobał? – Zapytała córeczka znajomych przy śniadaniu.

-Nie, za karę każę mu tylko nosić te obcisłe, kolorowe ciuszki.

-Aha. Nie martw się tato, powiem koleżankom w przedszkolu, żeby się z ciebie nie śmiały.

To bardzo szczęśliwa, biegająca rodzina.

Mili, z zapobieganiem przeziębieniom jest jak z receptami na dobre życie; nawet najlepsze czasami guzik dają. Co nie oznacza, iż nie należy próbować. Rzecz dotyczy w całej rozciągłości truchtaczy! Chcemy trenować bez względu na aurę i cieszyć się zdrowiem. Ba! Mamy reklamować naszą szajbę jako antidotum na choróbska, świecąc przykładem tężyzny i witalności. Parę sposobów warto sobie przypomnieć.

Jedz naturalne, zdrowe lekarstwa – powiada mędrzec starożytny. Nic się nie zmieniło. Trzeba te wszystkie smakowitości i okolice wchrzaniać. Czosnek, maliny, por, miód, kurkuma, imbir, cebula etc., etc. Ziółka pijmy. Znane i powtarzane każdemu. Żadne chemiczne pigułki, napełniające skarbce koncernów farmaceutycznych, tego nie zastąpią. Wpieprzajmy nawet to, co nie smakuje. Zawsze można jakimś smakołykiem zagłuszyć. Czosnek zagryźć czekoladą, a imbir wsypać do zupy. Jesteśmy tym, co jemy. Natura sama daje nam medykamenty, podsuwając pod nos gwarancję zdrowia.

Przy wątpliwości: grubiej czy chudziej się opatulić na bieganie, wybierzmy drugą opcję. Co prawda można w trakcie się rozebrać, lecz nie ze wszystkim: długich spodni już nie zmienimy. Często ubieramy się za ciepło; rzecz dotyczy zwłaszcza startów w zawodach. Przetestować na treningu i zauważywszy przegrzanie, odcebulkowywać się – z rozsądkiem.

Hartujcie ciało, jak się tylko da! Zachęcam wszystkich do morsowania. Wysiłek niewielki, a przynosi korzyści spore. Sam moment zanurzenia bywa ciut przykry, lecz później idzie gładko. Potem pośmiejecie się ze swoich strachów, bo żaden to wielki wyczyn, prawdę mówiąc, a na ziąbliwości niezastąpiony.

Przekleństwem okresu pluchy stają się wejścia i wyjścia do ogrzewanych pomieszczeń z zewnątrz. Ma foi! W zatłoczonym tramwaju temperatura potrafi przekroczyć trzydzieści stopni, a parujące ubrania i korpusy tworzą wilgotność dżungli. Ja wchodząc w taki kocioł trzymam już rękę na czapce, drugą na suwaku zamka. Uważajcie na te istne termalne bezśluzia. Nagły skok o kilkadziesiąt stopni plus wwiew chłodnego powietrza z klimy i nieszczęście gotowe; bądźcie czujni.

Buff to wynalazek geniuszu. Właśnie teraz zalety komina wychodzą i świecą. Łeb lubi się przegrzewać, zatem rurkowata chustka, którą można w sekundę na szyję ściągnąć, lub w dwie – na nadgarstek, jest nieoceniona. Mój patent: kiedy troszkę się przepoci, zakładam drugą stroną, co daje przewagę suchości nad czapką. Używam nie tylko do biegania.

Nie popieram zamykania się w siłowniach. Bieżnię mechaniczną zostawiam na ostateczność. Smog? Za rzekę, w cień drzew. 🙂

Zdrowia Wszystkim i owocnego tuptania w czas pluchy życzę.

***

Łukasz Klaś

3 thoughts on “Pluching.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *