Mistrz może więcej.

My, biegacze amatorzy, jesteśmy dumni z sukcesów naszych rodaków, trenujących wyczynowo. Rywalizacja z nimi na lokalnych biegach jest dodatkowym smakiem tychże; jeśli odbywa się na równych zasadach.

Celowo nie podaję nazwisk i nazw. Chodzi mi ogólnie o zasadę. Czy mistrzom organizatorzy powinni pozwalać na więcej?

***

Cisnę pięknym lasem, klnąc na pomysł startu w ultra; jednocześnie powoli rozkoszując się myślą, iż połowa wyraźnie za mną. Boli, ale wszystkich boli. A będąc w czubie, nie narzekamy. 50 km dawno za mną, do sety jakieś nędzne cztery dychy.

O kurna, ktoś mija. Aaa, uff – oddycham z ulgą, to ten mistrz, który biegnie poza konkurencją, treningowo. Za chwilę znów słyszę tuptanie za sobą. Patrzę uważnie, sprawdzając dwa razy: inny kolor numeru, to nie ten dystans. Niech biegnie.

Przekroczenie linii mety jest rozkoszą. Potem dowiaduję się, iż ląduję na trzecim stopniu podium. „Mówią, że to tak nie było… I nic nie dostałem”. Cytat z Kazika pasuje jak ulał. Orgowie zawsze mają rację.

***

Powoli zbieram się do finiszu, ogarniając odległości od konkurencji. Ciężko dyszymy, terenowa dyszka nie wybacza słabości. O, a skąd tu mistrz, przecież ma numer z biegu na 5 km? Może sobie dokręca dla treningu. Niech biegnie. My zajmiemy się sobą.

Na podium wołają mistrza. Biegł na 5, a wygrał dychę. Magik! A inni, nabici w butelkę? E tam, mistrzowi więcej wolno, dodaje splendoru orgom. Oni zawsze mają rację.

***

Rada jest prosta: trzeba wpadać na metę pierwszemu, przed wszystkimi zawodnikami, niezależnie, z jakim numerem biegną.

Orgom głowy nie zawracać.

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Mistrz może więcej.

  1. W kolarstwie nie takie numery przechodzą, kurna. Goście potrafili numerem się zamienin na trasie, a potem rżnęli głupa, że nie wiedzą, o co chodzi. Nabrać możma i w sieci puscić, bez litości dla oszustów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *