Przez most.

 

Buduj mosty, mówili. One łączą. Spajają dwa brzegi, ofiarując ich mieszkańcom nowe możliwości. Wszyscy chwalą; nawet inżynier projektujący ma zapewniony poklask większy, jakby obliczenie parametrów na przykład koksowni wymagało mniej wysiłku i talentu. Postawienie budowli śmigającej nad rzeką nobilituje, przynosząc podziw i wdzięczność ludu.

No, może z wyjątkiem właściciela promu.

Lecz to już chyba nie te czasy.

***

Stromo i strzeliście pną się ku niebu skalne ściany nad Neretwą, toczącą u ich stóp swoje bystre i groźne wody. Przyroda twardo rzecze: nie. Ale władca potężny i bogaty spojrzał z góry i palcem wskazał: tu. Kto sułtanowi zabroni? Zakaprysił, aby przeprawa łukiem czeluść spieła bez jednej podpory. Budowniczy wiedzieli, że nagroda za powodzenie będzie równie wielka, jak kara za krach. Znali rozmach pana. Z troską spoglądali na swego zwierzchnika

Architekt dokonał cudu: ukończył most według życzenia satrapy. Po czym uciekł, gdyż jak każdy wielki artysta nie wiedział, czy jego dzieło jest dobre, czy złe.

Mostar.

***

Most spinający brzegi Wisły na wysokości Tarchomina też wzbudzał kontrowersje, ale budowa się udała. Tylko żaden z polityków przypisujących sobie zasługę nie uciekł. Może szkoda.

A potem grupa lubiących szurać butem na dzielni wymyśliła Bieg przez Most. I ta impreza rokrocznie we wrześniu się odbywa, aczkolwiek inicjatorzy niewiele mają przy niej do gadania. Miejscowe kluby nawet na obsadę zajęcy wpływu nie mają. I trochę nam z tego powodu smutno, ale startujemy, co tam.

Fot. Bieg przez Most.

Lubię przeprawiać się przez most. Jednak nasz dzielnicowy bieg trochę uwiera… Albowiem, przeprawiając się na drugą stronę, pokonujemy część dystansu na Bielanach! Niemniej stało się to wydarzenie świętem Białołęki. Przychodzą bliscy, rodziny, przyjaciele; napiera się o wiele przyjemniej. Tutaj jest nasze miejsce na Ziemi.

Fot. Łukasz Niewiński

***

Legenda głosi, że w moim rodzinnym mieście Krakowie, na starym moście łączącym Podgórze z Kazimierzem, spotykały się grupy łobuzów z tych dzielnic i naparzały kamieniami, przy czym i rękoczynów nie brakło. Dziś w tym miejscu spina Wisłę Kładka Bernatka, zwana miejscem zakochanych, przypinających tam kłódki na znak dozgonnej więzi. Ot, most.

***

W niedzielę upał, rozpanoszywszy się zgoła niejesiennym zwyczajem, skomplikował tempa startującym, umilając jednakowoż kibicowanie. W takich warunkach pięknie spisała się Agnieszka, finiszując jako szósta kobieta, roznosząc jednocześnie kategorię wiekową w drobny pył. 44:51 i jeszcze skubana zgarnęła trzecią nagrodę za odcinek specjalny. Mój wynik średni: 37:38, 9 open  i drugie w m40. Niech.

***

Taka impreza to święto dzielnicy, nie tylko biegających. Miło było Was Wszystkich zobaczyć. Każde takie spotkanie ma wartość przeprawy, łączącej dwa brzegi.

Twórzmy mosty nie dla rzucania kamieniami.

Lecz dla wspierania się nad wzburzonymi wodami.

Fot. Łukasz Niewiński

Łukasz Klaś

 

10 thoughts on “Przez most.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *