Przesilenie letnie.

Skrzypiąc, trzeszcząc i dysząc rok przewraca się na drugi bok. Zjadł, co było do zjedzenia, utuczył się urodzajem, pochłonął noce, scieplał, ofiarował złudne nadzieje, urósł według możności i rzecze: dość. Teraz panuje wyż, wszystkiego w bród, zatem ludzie, cieszcie się. A potem stopniowo pocznie wszystkiego ubywać, jeno mroku i zimna dołożą.

Tymczasem gaudeamus: oto Przesilenie Letnie, Kupała, Noc Świętojańska, Sobótka, Wianki, Solstitium.

Hulaj dusza, kwiat paproci znajdziesz.

***

Poszłyśmy łąką kwietną, krasną, pachnącą, trzymając się za ręce, w noc ową, najkrótszą, tajemnic pełną, kuszącą. Śpiewy wesołą piosnką frunęły za nami, kiedy korowód bosy przemykał po dywanie z traw świętych, już rosą wieczoru lekko pokropionych.

-O ruto! O ruto! O dziewicze ziele!

Wianki świeżo uwite z lekka się na przetowłosych warkoczach chwiały, a co jeden piękniejszy. Rada każda znać prawdę, czy mąż ją wkrótce czeka. Pobiegłyśmy wzdłuż strugi wśród pól się wijącej, śmiejąc się z ciekawości, co też czeka na uroczysku. Tam, gdzie dąb prastary dumał od wieka nad głazem dziwnym, gładkim, o którym gadali, że złe go z księżyca przyniosło. Co tam czeka, a może kto? Pisnęła czasem niejedna, ze strachu lekkiego, a przecież lubego, co dreszczem po kościach przeciągał. Hej! Wesołe nas chwile czekają, wzięte ze sobą napoje z ziół a miodów uwarzone. Mknęłyśmy jak na skrzydłach, wszak jedyny to raz w roku święto takie; tak dawne, iż nie wiadomo skąd Kupałą je zwą. Dalejże! Komu wianek, komu czepiec, a zabawa wszystkim!

-O ruto! O ruto! O dziewicze ziele!

***

Wianki w tym roku to dopiero były fajne! Zaczęło się już po południu, u Zdzicha na grillu. Kiedy zapiliśmy już kiełbaski browarem, Antek opowiedział, jaki fajny rozpizd robili kiedyś u szwagra. Jak tak gadał, to od razu ktoś pyta, czy opony zużyte jakieś są. Zdzichu mówi, że stare zimówki leżą. Dawaj. Aleśmy ogień zrobili, kurna, dym na całą wieś szedł, że fest. Przyleciała stara gospodarza z mordą, pogoniliśmy. Dzieciaki uciechę miały, mówię. Dopiero sołtys przydyrdał, że na straż dzwonią. No co, przecież zwyczaj i tradycja jest. Ale machnęliśmy ręką, zresztą właśnie opony się skończyły. To my w samochód, a Antek prowadził i do miasta. Te śpiewy i wiosłowania na Wiśle za długie były, a piwo drogie, dobrze, żeśmy zawczasu flaszkę kupili. Dopiero jak disco zagrali to fajnie zabawa poszła. Za to fajerwerki ekstra prima sort. Ale naparzali i nad zamkiem fest. A jedna gruba baba zaczęła narzekać, że nie można, bo psy się boją. Głupia jakaś. Jakby hałasu na co dzień było mało, a ognie sztuczne pięknie widać i dzieci też się cieszą. Późno wróciliśmy, bo Zdzichu już niepewnie kierował. Taki zwyczaj i tradycja to fajne jest, tylko żeby więcej naparzali tymi fajerami no i piwo mogłoby być tańsze.

***

Dla nas, Probabtystów Dnia Siedemnastego, jest to szczególne święto. Pismo wyraźnie podkreśla, jak wielką rolę odgrywał w dziele Jan Chrzciciel. Szykując ścieżki dla Pana, znakiem wody przyjmował braci i siostry do wspólnoty. Wody Jordanu nabrały znaczenia symbolicznego dla wszystkich chrześcijan, stając się wciąż żywą opoką dla pierwszego sakramentu. W wigilię Świętego Jana obchodzimy pamiątkę tamtych wydarzeń. Zwyczaje ludowe, także te wywodzące się z dawnych wierzeń, nie stoją na przeszkodzie. Wszyscy jesteśmy jedną wspólnotą, dążącą ku dobru. A woda, niosąca ze sobą życie, czy to biologiczne, czy duchowe, przez chrzest, sama jest usakralizowana. Woda święcona; ja ciebie błogosławię…

Chrzest Chrystusa w wodach Jordanu, z rąk Jana, to jedyne miejsce w Nowym Testamencie, gdzie przemawia Bóg Ojciec.

***

Poszliśmy ławą, sami dorodni młodzieńcy, śmigli, barczyści a rozśmiani! Polem zielonym, kędy łany szumią chlebem, a grusze na miedzach soki do owoców cisną. Na radość, ochotę a i swawolę wiedzie nas noc święta, najkrótsza, różne rozkosze obiecując. Tak od wieków czcimy tańcem, skokami i napitkiem ziemię matkę.

-Kupało! Kupało! O sobotni ogniu!

Wiedziemy się prosto ku uroczysku, gdzie drzewo stare kamień strzeże. Tam się i dziewczęta niby zagubią, a tak pilnie tajemnicy strzegły, że od rana po ogrodach a sadach się niosło. Kto wianek, kto czepiec ułowi a kto się jeno naterpie na darmo; ale bo to zabawa bez dorosłych skrzeczących mało? Poszukamy niby, jak obyczaj każe, tego kwiatu, co go nikt nie widział. Dobrze paproć sekretu strzeże, a tobie człowieku zasię. Najpierwsze, to nad ogniem śmiało pyżgać, strachu nie okazując, bo hoże panny patrzą! Przy zorzach późnych zabawa się rozochoci, a komu jak komu, to i krótką nocką do lasu niesamemu zawiedzie…

-Kupało! Kupało! O sobotni ogniu!

***

Najkrótsza noc roku trwa w Warszawie 7 godzin i 16 minut. Jak ją przeżyliśmy?

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Przesilenie letnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *