Przenudny piasek.

Biega się po tym… różnie. Słychać z jednej strony o cudownym masażu dla stóp. Inni o wzmocnieniu nóg wspominają. Z drugiej flanki warczą o tym cholernym pyle. I klną na wspomnienie zdradzieckich odcinków przełajów. A jeszcze buty się niszczą; wytrzepać te drobinki ze skarpetek też udręka. Nudy nie ma; piasek od zawsze towarzyszy biegaczom.

No i tak: romantyczne dusze – a ileż ich wśród szuraczy! – od razu przywołują skrzące fale morza i plażę miękkim dywanem ciągnącą się po horyzont. Przestrzegam przed pochopnym treningiem na bosaka wzdłuż wybrzeża. Wilgotny piasek tuż przy morzu jest zaskakująco twardy i potrafi nieźle stopom w kość dać, dosłownie. To już lepiej buty założyć i to raczej takie nie najdroższe, bo słona woda czyści, ale i harata. Do tego odbijamy się na spadku plaży jedną kończyną wyżej, a drugą niżej. Pamiętajmy o zmianie kierunku – im częściej, tym lepiej. Można też charakternie środkiem plaży ciąć, lecz to dobre dla mięśni, a dla stawów już niekoniecznie. Ćwiczmy z umiarem.

Ten krajobraz oceanów porą roku mi się nasunął, gdyż niewiele traci uroku wśród listopadowych szarug. A jak to zdrowo – smogu tam na pewno nie ma, tylko bryza, jod, rześkość i tupot białych mew. Jak tylko się da, ruszajmy nad Bałtyk. Przy okazji wspomagamy lokalną przedsiębiorczość, kupując ciupagi, oscypki, prażynki i plastikowe muszle. Fale, szumcie; wietrze, wiej.

Najbliższe memu domostwu parki i laski leżą na wydmach, zatem przekopuję piasek kilkukrotnie każdego tygodnia. Na szczęście niewiele trudnych odcinków tam spotykam; ot, urozmaicenie crossu. Lecz dla koneserów mamy na dzielni prawdziwą pustynię. Można nawet mocne podbiegi zaliczyć, a fatamorgana gwarantowana i złowrogie cienie sępów krążą coraz bliżej. Emocja w naprawdę ostrym rycie czeka na Choszczówce. Polecam.

Na wyścigach przełajowych zdarza się nam zakopać w piasku. Szczególnie miło się buksuje pod górę. Oczywiście, najlepiej: omijamy. Jednak, jak w życiu, nie zawsze da się boczkiem problem obejść. Zatem, musimy sobie radzić w systemie „na wprost”. Aby uniknąć, nomen omen, pogłębiania kłopotów, stawiamy stopy całą powierzchnią podeszwy. Zmniejszając nacisk, nie zapadamy się tak mocno. Staje się to istotne, jeśli odcinek piaszczysty trafi się dłuższy. Mniej zwolnimy, a co ważniejsze, nie zamęczymy ud. A każda miękkość kiedyś się kończy, nagradzając potem lubą twardością.

***
Piasek da się biegowo pokochać, acz przesada niewskazana. Dla pasjonatów organizują pustynne rywalizacje. Lokalnie ścigamy się na Pustyni Błędowskiej, globalnie – na Saharze. Oczywiście, o ile covid i rządzący zezwolą.

Nie brakuje i sypkich parkrunów. Pozdrawiam w tym miejscu sympatyczną ekipę ze Skórca, zachęcając jednocześnie wszystkich do odwiedzin tej lokalizacji. Kiedy parkruny wrócą, rzecz jasna.

Lubicie piasek? Ja uwielbiam.

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Przenudny piasek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *