Proces podany tańcem.

„Proces” Franza Kafki należy do kanonu literatury, pełniąc w niej niewdzięczną rolę straszaka. Każdy człowiek wysokiej kultury musi się z tym dziełem zmierzyć. Autor, snując dziwną, abstrakcyjną, surrealistyczną opowieść, wprowadza czytelnika w świat koszmaru sennego. Zaprawdę, niejeden wytrawny pasjonat beltrystyki, kończąc czytanie odetchnął z ulgą, niczym po przebudzeniu z dręczącej mary. Książka ta pozostawia jednakowoż ogromne pola interpretacyjne, zapraszając wręcz do działania sztuki pokrewne: teatr, kino, operę i taniec.

Właśnie: balet.

Litewski Narodowy Teatr Opery i Baletu zaserwował nam rzemiosło solidne, w którym choreografia wydobyła i uwypukliła talenty i techniczne kunszta zespołu. Zarówno popisy solowe, jak i układy grupowe wypadły znakomicie, czego dowodem końcowa owacja. Reżyserowi udało się podkreślić przesłanie dzieła; ze sceny płynęło rozdrażnienie, niepokój, szarpanina. Tak jak w książce, główny bohater miotał się w okowach bezdusznej maszyny biurokracji i przymusu. Świetnie treść podkreślały kostiumy i minimalistyczna, acz grająca rozmiarem scenografia: ponure ściany tworzyły właściwe tło dla białych kołnierzyków.

Zabrakło orkiestry i wielka to szkoda. Muzyka trafiła z nastrojem; przykładowo przy pierwszym duecie duże smyki brzmiały interesująco, zapraszając wręcz do interpretacji dynamicznej. Chlip.

Chciałoby się rzec: czekamy na „Zamek”. Nie zwlekajcie, bracia Litwini! Możecie liczyć w Warszawie na zainteresowanie miłośników baletu – i prozy mistrza Franza.

Łukasz Klaś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *