Prima aprilis.

Szczególny ów dzień rozmaite ze sobą przynosi konotacje. Ładną stroną nasuwa wspomnienia z dzieciństwa, uśmiechając się do odległych, często kiepskich, a jakże dziś miłych kawałów i wygłupów. Przeogromną przynosiło satysfakcję złapanie w pułapkę nielubianej osoby; po latach możemy to przyznać. Wybaczamy też z uśmiechem wyższości sprytnym, którzy nas oszukali. Inna sprawa, że zgoła odmienne wersje obie strony zapamiętują. Co rok przypominam memu towarzyszowi wybiegań, złośliwie przymrużywszy oczy, jak to wysłałem go na obozie żeglarskim do bosmana po ważne narzędzie: festkopa. Starannie opisuję, z jakim zapałem popędził na swą zgubę do warsztatu i odebrał należne, a bosman miał z czego pociągnąć. Sęk w tym, iż kumpel sytuację pamięta podobnie, tylko zamieniając rolę. Sklerotyk! Litościwie nie dokładam mu już opowieści, jak gorliwie zgłosił się do zamiatania kilwateru…

Mnie matematyk posłał do pracowni fizycznej po całkę fraktalną „i to najlepiej tę większą”. Wybaczam! Moje nieuctwo powodem wstydu, a wzrok pełen politowania naszej „fizyczki” na długo zapamiętam.

Czy dziś potrafimy tak jeszcze?

🙂🙂🙂

Na bardzo dobry pomysł wpadłem kilka lat temu, namawiając koleżankę do odwrócenia ról – na szczęście! Mianowicie zaproponowałem, aby oszukując sama siebie, przechytrzyła pierwszy dzień kwietniowy; potem fart gwarantowany. Plan zakładał, że ustawi sobie budzik na trzecią w nocy, nagrawszy wcześniej pobudkę: „prima aprilis – możesz spać jeszcze cztery godziny!”. Wszystko się udało. Przygotowania dzień wcześniej poczyniła, a uroku całej sytuacji dodało, iż zostawiła telefon w łazience. Rankiem 1 IV otrzymałem sms treści następującej: „czekam na to szczęście, a ty jesteś mi winien za szybkę w smartfonie”. Po chwili drugi sms – od jej męża: „i za lustro w łazience”. Hm! Człowiek chce pomóc, a tu…


🙂🙂🙂

Mnie zaś czkawką primaaprilisową odbiła się dumna izolacja i poczucie wyższości od politykowania. Mianowicie sąsiad (biegający typ- to prawdziwa plaga czasem) poinformował, że ponoć znalazłem się w gronie pięciu szczęśliwców, wytypowanych na darmowy pakiet maratonu w San Escobar! Zmylił mnie, łechtając próżność, iż spośród najlepszych blogerów wybierali kandydatów. Kazał wypatrywać w skrzynce awiza czerwono-żółtego. Wieczorem, niby sceptycznie, zaglądam – jest! Drżącymi dłońmi otwieram… Przyzwoitość nakazuje nie opisywać, co było wewnątrz. Nie odzywałem się do drania miesiąc. A listonosza poprosiłem, aby na wszelki wypadek nie wrzucał nic do skrzynki owego dnia; 31 marca również.


Życzę Wam udanego i miłego prima aprilis!

🙂🙂🙂

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Prima aprilis.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *