Pomyłka.

– A jak powiesz, że to pomyłka, dostaniesz w ryj.

– To pomyłka.

Film był co najwyżej średni, niemniej zasilając język potoczny frazami funkcjonującymi dłużej niż sezon, wpisał się do historii. A zacytowany fragment dialogu trafnie określa skłonność – ludzką, zaiste! – do zrzucania niepowodzeń na karb pecha.

Ja ostatnio wyrąbałem w tekście asa wysokich lotów, napisawszy „nie wieżę”. Do dziś sam nie mogę uwierzyć… Agnieszka ubawiła się setnie, zwróciwszy uwagę na zaletę pracy korekty: kabaret za darmo. Na zdrowie. Nie zawsze jednak dłoń pomocną u boku mamy…

Kolega na ważnych zawodach wpadł w dyskurs zajmujący w szatni, zgoła otoczeniu uwagi nie poświęcając. A wtedy przez megafon trąbią: za minutę start! Jak stali, pospieszyli na zewnątrz, zdążywszy na ostatnią chwilę, nie zauważając, iż jednemu spodenek brakuje. Przebiegnięcie dystansu w majtkach nie zalicza się do najwstydliwszych wpadek, szkopuł w tym, że na każdym pośladku widniało piękne „love” w różowym serduszku; szorciki owe narzeczona sprezentowała. Miłość jest cierpieniem. Zresztą wszyscy zapewne wspominamy z rozrzewnieniem nasze wpadki biegowe, od pomylenia trasy zaczynając, a na przybyciu tydzień przed startem kończąc.

To nie pomyłka, Bartek charytatywnie biega w tak wysublimowanych kreacjach. Można wesprzeć: RAZEM w dobrym na/stroju

Zasadziłem się ostatnio na ptaki na Ławicach Rozwadowskich, zwiedziawszy się środowiskowo, iż na czaplę nadobną – rarytas – istnieją widoki. Kwitnę w chaszczach dwie godziny, słońce ryja już pokazuje, o, jest, jakiś ruch przy brzegu… Pomyłka! W lornetce inny ptak zadyndał: sflaczały fajfus jakiegoś ramola! Ja wiem, że to miejsce naturystów, lecz, do cholery, ich plaża znajduje się pół mili dalej! Prawem kaduka niemal całe wawerskie zakole zajęli.

I nikt mi nie wmówi, że powrotu do natury szukają: dziwnym trafem same stare dziady tam przesiadują. Swoją drogą, że im się nie znudzi to próżne czekanie, aż stada nadobnych młódek poczują zew nudyzmu. Utrudni im życie urbanizacja: most obwodnicy stawiają obok ich plaży. Niech się na podporach obnażają.

Bolesna zatem spotkała mnie pomyłka; na czaplę nadobną czekam wciąż.

Ale miało być o bieganiu, a ja tu o ptactwie.

Wygodnie w sporcie niepowodzenia na pecha zrzucić: kontuzja. Otóż powiedzmy sobie szczerze: to nie przypadek, zły los; o nie.

Urazy mają źródło w naszych błędach, rozumianych w szerokim spektrum: nadmiaru, niedoboru, nietrafności czynników. Dotyczy także tak zdawałoby się incydentalnych zdarzeń jak potknięcie o kamień na trasie. No może lodowiec winien, przyniósłszy go tutaj osiemnaście i pół tysiąca lat temu. Niestety.

Kontuzje wynikają z naszych wyborów; im wcześniej to zaakceptujemy, tym większe szanse na uniknięcie ich w przyszłości. Oczywiście, nie możemy całego treningu przeprowadzać ostrożniutko, w sterylnych warunkach. Jakieś ryzyko musi zachodzić; warto je jednak zminimalizować.

Zachęcam do pochylenia się nad przyczynami kontuzji; w rzeczowej analizie niech zabrzmi głos rozsądku, trenera, internetu, fizjoterapeuty, męża, najlepszej przyjaciółki, najgorszej przyjaciółki, księdza, kochanka (opcjonalnie) i mądrych książek. Dywersyfikacja opinii pozwoli nam wyrobić własne zdanie, a wtedy nie bójmy się odważych decyzji: czasami trzeba zmienić nawet dietę lub trenera. A jak mus, to i księdza.

Podobnie rzecz się ma z chorobami, acz temat to o wiele szerszy.

Oczywiście, napotykamy czasem prawdziwego pecha: no jeżeli ktoś nas kopnie z tyłu, to naprawdę nie nasza wina. Rozchodzi się o to, aby sobie nie folgować i rzetelnie fakty oceniać.

Życzę Wam zdrowia i szczęścia (jak wiadomo na Titanicu wszyscy byli zdrowi).

Za tydzień maraton.

 

Łukasz Klaś

8 thoughts on “Pomyłka.

  1. Niektórzy trenerzy i psychologowie sportu uważają, że kontuzje są wręcz skutkiem celowego (podświadomego?) działania zawodnika. Coś blokuje czy uwiera zawodnika w głowie i organizm szuka najsłabszego punktu, żeby niejako sabotować start czy trening. Czyli zamiast np. konfrontować się z lękiem przed porażką, zawodnik zrywa ścięgno, albo, co ciekawe, ma objawy problemu zdrowotnego , które same potem ustępują. Tzw. kontuzja nr 6 😉

    1. Łagodniejsza wersja tego strachu to hipochondria przedstartowa. Wystarczy po(d)słuchać rozmowy biegaczy przed startem. Większość uciekła normalnie że szpitalnych łóżek lub chirurgowi spod noża.
      Sport albo zdrowie – wybór należy do Ciebie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *