Półmaraton Źródeł Sanu.

Zaniepokojonych znawców krajowej sceny biegów amatorskich uspokajam: nic nie przegapiliście. To tylko my żartobliwe nazwaliśmy w ten sposób nasz trening.

Długość w zasadzie się zgadza, przybliżając trendem przełajowym in plus: 22 kilometry. Wolno nam też uznać za wpisowe cenę parkingu (16 zł) i biletu wstępu do BdPN (6 zł). W pakiecie otrzymujemy piękną trasę, świeże powietrze i punkty nawadniania w strumykach.

Gorąco polecamy wybrany przez nas szlak, zdając sobie sprawę, iż wybraliśmy się na koniec świata nieomal. Dzika dzicz! Dość napisać, iż z położonej w ostępach Cisnej trzeba przejechać jeszcze siedemdziesiąt kilometrów. Wraz z odległością od cywilizacji pogarsza się jakość drogi, przechodzącej na ostatnim odcinku w szutrową wyboistość ultrabieszczadzką.

Tabliczki ostrzegają: uwaga żubry, uwaga niedźwiedzie. Nas spotyka coś równie ekscytującego: za Mucznem przed maską przebiega wilk. Moje pierwsze spotkanie z tym drapieżnikiem na żywo postrzegam jako dobry znak. Dobrnąwszy do parkingu w Bukowcu za Tarnawą Niżną, startujemy pełni entuzjazmu.

Początek wiedzie nas resztkami spękanego asfaltu, oferując szerokie widoki górskie. Po prawej widnieje Halicz, lśniąc bielą śniegową, po lewej ukraińskie pasma Bieszczad. Przeskakujemy drewniany mostek nad malowniczym trzęsawiskiem, zagłębiając się w las, po wygodnym szutrze. Towarzyszy nam San, szeroki w tym miejscu na kilka metrów. W oddali widać też kolej, ale to już za granicą.

Mijamy ciekawe artefakty: ruiny cerkwi, obelisk, kapliczki, schron i cmentarz. Nasza trasa skręca w las, przechodząc w wąską ścieżkę przełajową. Miejscami jest lekko błotniście, wyobrażamy sobie, co się dzieje w czas większej zlewy. Wielokrotnie tuptamy po drewnianych podestach, przyspieszając na nowych i uważając na starych, zmurszałych. Dróżka nabiera charakteru górskiego, wymuszając patrzenie pod nogi; kilkakrotnie przechodzimy do marszu na stromych fragmentach. Zatrzymujemy się na chwilę przy grobie hrabiny i zostawiając za sobą panoramę Sianki docieramy do celu.

Jesteśmy u źródeł Sanu.

Źródło Sanu.

Wszystko wygląda jak w bajce: spod ziemi bije Krynica, tworząc maleńkie jeziorko przy głazie. Uroczysko, gotowe do metafizycznych scen. Dalej najważniejszą rzeka Bieszczad ginie w cichym wąwozie, szemrzący cichutko. Ludzie oznaczyli słupami i drogowskazem, aby nikt nie zbłądził. Podłe logiki dziecięcej, nieodpartej, jeśli zatkamy palcem strumyczek wypływający, wyschnie San i Jezioro Solińskie. 😁 Liościwie powstrzymujemy się.

Pierwsze kilka metrów Sanu. Wody ledwie, ledwie.

Droga z powrotem wydaje się, mimo zmęczenia, nieco łatwiejszą. W końcu teraz mamy więcej z górki. Biegniemy raźno, pozdrawiając nielicznych turystów.

Na mecie przy parkingu wita nas ognisko. Przyjemnie, niemniej wolimy wskoczyć do samochodu i odpocząć w cywilizacji. Bieszczadzkie bigosy, naleśniki i nalewki czekają w dolinach.

Polecamy trasę gorąco. Przełaj przepiękny, trudności średniej; miejscami nieco błotniście i wietrznie. Pamiętajcie o wodzie, gdyż w budce, oprócz biletów, kupimy magnesiki i mapy, lecz nic do picia. A przecież nikt źródeł Sanu opróżnić chyba nie zechce!

Wracając do tytułu: gdyby tak można tutaj zawody zrobić! To byłby sztos.

Bieszczadzki koniec świata czeka na biegaczy. 🙂🙂🙂

***

Łukasz Klaś

3 thoughts on “Półmaraton Źródeł Sanu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *