Pocztówki bałtyckie.

***

Badam nowe trendy na plaży, łypiąc okiem to tu, to tam; szukam mody. Nie, nie zgłębiam po trosze abstrakcyjnego dla mnie świata konfekcji, zwłaszcza damskiej. Zajmuję się pryncypialnymi na bałtyckim urlopie utensyliami, budzącymi w każdym z nas wewnętrzny, acz często starannie skrywany uśmiech. Tęskinimy za niewinnością dni dziecięctwa… A zatem wzrok przyciągają dmuchanki: tradycyjne (rzekłby niejeden rewolucjonista: stereotypowe) delfinki, krokodylki i koła trzymają się mocno. Przebojem lata wylansowano jednak nowości w postaci koła-flaminga i materacyka-smartfona. Pierwsza zabawka nawet wdzięcznie wygląda, lecz skrajne skrzydła moralności plażowej dostrzegają w różowej, sterczącej pionowo szyi ptaka podobieństwo wiadome. Oburzają się jedni, cieszą drudzy z owej niezamierzonej frywolności. Dmuchana komóra mniej emocji wzbudza, co najwyżej czujność żon, czy aby małżonek nie przesyła zaszyfrowanych flirtów sąsiadce, niby przypadkiem klawiszy z literkami dotykając. Dzieciom to zajedno, byle kolorowe dobrze pływało.

Potem zerkam na bajecznie barwny świat parawanów, chroniących od wiatru obszar dla plażowicza najświętszy: własny grajdoł. Część tkanin pokrywają reklamy: pensjonatów, kosmetyków, gazowanych cukrocieczy i – a jakże – banków. Zaobserwowano również akcent farmaceutyczny, pod postacią lekarstwa na kaca. Mocno wyrażona jest miłość do przyrody, obradzając podmorskimi krajobrazami z rybkami, muszelkami, krabami i innym dziadostwem słonowodnym. Znać, świadomość ekologiczna w społeczeństwie rośnie. Górną półkę sygnalizuje wzornictwo artystyczne. Króluje późny postmodernizm w radosnym związku z wczesnym Picassem. Kolorystyka erupcyjnie ukazuje fantazję artystów; niektóre zestawienia chyba z księżyca widać. Szarościom i pastelom mówimy stanowcze: nie! Jak tu się nudzić na wybrzeżu? A to dopiero początek sezonu…

***

68 metrów wzwyż. Zasięg światła 46 km.

Latarnia morska w Świnoujściu dzierży miano najwyższej w Polsce, a i na świecie do czołówki należąc. Atakujemy, dojechawszy drogą wymagającą, zgoła nie światową. Uiszczamy myto i rozpoczynamy wspinaczkę. Wspinaczka na górę nie przynosi emocji, prowadząc dość wygodnymi schodami, zaznaczonymi co 20, w solidnej, zamkniętej, lewoskrętnej klatce schodowej. Owinąwszy się wokół rdzenia dziesięć razy, zostawiamy trzysta stopni pod sobą, stając na szczycie. Wieje mocno, widok rozpościera się szeroko, lecz na solidnej konstrukcji wszyscy mają dzielne miny. Panoramę psują industrialne nabrzeża, hałdy węgla, zardzewiałe konstrukcje i wielka płyta. A może to wina szarego, pochmurnego dnia? Statki buczą, mewy krzyczą, morze szumi, niestety, stabilna budowla nie chce dołożyć romantyki skrzypienia. Bałtyk opina monotonię popielatości, łaskawie wpuszczając statki w paszczę świnoujskich falochronów. Horyzont pyta niebo: ty mnie zjadasz, ja ciebie, czy też po prostu zlewamy się nawzajem w siność?

Południe: port.
Wschód: klify i Międzyzdroje.
Północ: koniec Polski. Falochrony.

***

Stajemy na najwyższym klifie rodzimego wybrzeża – wzgórzu Gosań. Plaża leży u stóp daleko w dole, lecz stok łagodzi poczucie ekspozycji, pozwalając nawet strachajłom podejść do barierki. Tutaj, w Wolińskim Parku Narodowym, króluje naturalne otoczenie. Kurortowość, tłumy, smażalnie i plastik zostały hen. Morze rozpościera się pustką, mieniąc szmaragdowościami po horyzont. Nie dostrzegasz nic w zasięgu wzroku, a jednak czujesz w nim życie, niespokojny, potężny, pewny siebie puls tytanicznego kolosa. Władca żywiołów wody i wichru spokojnie oddycha.

Dal fal (co za prymitywny rym) budzi tęsknotę żeglarską, kusząc wizją rejsów w egzotykę. Widnokrąg zakrzywia się grzecznie z lewa i prawa, nie bardzo pozostawiając miejsce dla dyskusji o płaskości Ziemi. Morza też widać kawał więcej niż z poziomu plaży, jako każą prawidła geometrii kuli. Możliwe jednak, że w okolicy wyspy Wolin występuje anomalia geograficzna, mamiąc nasze zmysły krągłością horyzontu. Reszta świata zaś istnieje normalnie, na dysku. 😂 Nie przesądzam, podziwiam Bałtyk, wciągając zapach słonej bryzy chciwie do nozdrzy. Otacza mnie kwintesencja morskości, rysując rytm piany grzywaczy w umyśle na zawsze.

***

Molo w Ahlbeck urzeka dostojną zgniłością.

Zaglądamy do Reichu, nie bardzo się wysilając, gdyż granica istnieje w zasadzie symbolicznie. Za to morze zmienia się w Ostsee. W kurortach urządzili się bogato, zadbanie, choć ceny tylko trochę wyższe. Na plaży panuje niemiecki ład, kontrastujący z wesołym rozgardiaszem rodzimych grajdołów.

Ordnung.

Zwiedzamy Peenemunde, miejsce, gdzie narodził się program rakietowy. Po naszej stronie poznaliśmy już poligon V3, więc mamy pewne rozeznanie w temacie.

V1
V2
V3

Muzeum u zachodnich sąsiadów skupia się na szerokiej perspektywie znaczenia tej technologii: militarnej i podboju kosmosu. Bardzo mocno akcentowane są zagrożenia wojenne, na szczęście należące już raczej do historii. Wystawa nie pochwala von Brauna i ekipy, lecz dostaje się także Sowietom i Amerykanom.

Aga próbuje wykręcić jakiś numer w elektrowni.

Niech ponury fakt nauczy nas wyciągania wniosków z historii: człowieka droga do gwiazd zaczęła się od rozwalania celów cywilnych. Swoją drogą zadziwia fakt, o ile Niemcy wyprzedzali w branży rakietowej cały świat…

***

Słynna stewa u ujścia Świny.
Betonowy koniec świata.

Zwiedzamy Świnoujście, potuptawszy wpierw w Parku Zdrojowym. Centrum wygląda estetycznie, kurortowo i czysto. Na obrzeżach bywa różnie, ogromne portowe budowle przytłaczają krajobraz. W mieście wyraźnie widać trzy epoki: pruską, PRL i posierpniową. Mozaika owa urozmaica miasto, lecz czy upiększa? Prace ciągle trwają, na pewno zmierzając ku lepszemu.

W świątyni Stella Maris witraże dominują.

Czas swoim zwyczajem zatrzymał się w zabytkach. Zaglądamy do kościołów, fortów i zakątków z zapachem patyny. Spotykamy rzeczy interesujące, zwłaszcza dla niemorzan. W całym mieście oglądamy też sporo rzeźb, uderzających bogactwem stylistyki.

Orzeł wyzwoleńczy.

Nad głowami towarzyszą nam mewy i gołębie, które na głównym placu ogłaszają status quo, grupując się na przeciwległych dachach. W Świnoujściu wszyscy znajdą swoje miejsce.

***

Północno-zachodni kraniec Polski zauroczył nas na każdym kroku. Zbiegają się tu świadectwa dziejów, bogactwo przyrody, dynamika dni dzisiejszych, kipiących rozwojem oraz losy ludzkie zagmatwane. Miesiąc na zwiedzanie wszystkiego byłoby mało. Plaże, drzewa, kościoły, statki, fale, smażalnie, rakiety, głazy i mola tworzą mozaikę nieprzebraną, kipiącą bogactwem. Warto zaglądnąć do przewodnikowych atrakcji, ale i poboczne kąty zwiedzić.

Czar Pomorza często dopada w miejscu i czasie niespodzianym.

Będzie wracane, to pewna.

Szum se, morze, może se nas znów siecią zagarniesz.

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Pocztówki bałtyckie.

  1. Oooo widzę że nawet na plaży 2KC rządzi… Na kaca polecam kefir najzwyczajniej. Działa sprawdzałam. Zdjęcia śliczne. A tą rakietę też kiedyś wypróbuję. Bawcie się dobrze Kochani

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *