Plażą.

Decydujemy się na dłuższą przechadzkę piaskiem linii brzegu, robiąc tym samym skok w bok. Zauważyliście ten ograniczający dualizm ruchu nad morzem? Plażą nie da się wędrować do przodu lub do tyłu, wybór pozostaje ograniczony: w lewo lub w prawo. Wobec oceanu stajesz twarzą w twarz i chcąc postępować, musisz skręcić na którąś rękę, albo poczekać na rozstąpienie się wód, przy czym czerwone akweny zwiększają nieco szansę. Tako rzecze pismo.

Wędrujemy nieleniwie wybrzeżem wolińskim, na zachód prąc. Dobre wybraliśmy miejsce na wczasowanie – od Wisełki po Międzyzdroje ludzi spotykamy mało, z naturą obcując. Słony przestwór miarowym głosem fal łaskawie odmierza nam upływający czas. Wiatr niesie po równo miły chłód i wkurwiający piasek, wykonując swą robotę ze zrezygnowanym wyciem. Żywioły pozwalają cieszyć się chwilą, potwierdzając nam pozytywne aspekta: że zdrowo, radośnie, naturozgodnie, relaksująco itede.

Błogość, boso i w spodenkach.

A z lewej napiera brzeg, stawiając dzielnie czoła grzywom i bałwanom słonym. On tutaj staje się cichym bohaterem, ratując urozmaiceniem monotonię szmaragdowych fal. Sam cieszy oko łagodną amplitudą, raz schodząc linią zieleni na samą plażę, to znów klifem strzelistym podnosząc swój widnokrąg pod niebo. Nie ma żartów, po drodze mijamy najwyższy punkt polskiego wybrzeża.

Zbocza zdają się grozić osunięciem, a przecież trwają, wiążąc piach przetykany bakaliami głazów. I tylko drzewa niektóre straciły już nadzieję i siły do walki; pochylone ku morzu szykują się na ostatni skok. Tam na dole syczący odmęt czeka cierpliwie.

Zastępują nam drogę kamienie coraz większe, lekkie zdziwienie budząc. Na naszych plażach króluje wszak piaskowość, przesypująca się pod stopami. Musimy towarzystwo kolorowych głazów zaakceptować wiedząc, iż rychło znów w drobinę przejdzie grunt pod nogami. Przemy, z lekka powłócząc się.

Gdzieniegdzie artefakty, mniejszym lub większym ambarasem rzucają się w oczy. Przecinają klif zwiewne schody, subtelnymi altankami kręcąc wzwyż.

Chciałoby się wbiec, lecz niestety, wstęp wzbronion. Mijamy. Tu i ówdzie fanty wyplute przez tonie się pałęczą, pobudzając wyobraźnię do odtworzenia ich losów. Ile taka lina widziała, zanim los pod Międzyzdroje ją cisnął? A but? Kto w nim już nie chodzi i czy żyje właściciel, skoro fale trep niosły? Przez umysł przewijają się twarze marynarzy, kadłuby statków, porty bliskie i dalekie.

Potem zagradza drogę pal. Wbita w piach prostość drażni, wszak drzewo niby kruche, a fala potęgą. A jednak trwa. Wodorosty zieloną mu fryzurę dodają, łysych pieniąc. Bagiennowłosy bal, tkwiący wśród słoności, otrzepuje się z człeka, a mewie chętnie podnóżek podaje. Brawo.

Odpuszczamy kroku, znużeni. Wolniej tam, wolniej! Męczy nie tylko ciężki z piachu ruch, lecz i otwierający się wciąż na nowo brzeg. Za każdym zakrętem chcielibyśmy coś końcowego zobaczyć, a tu wciąż pejzaż się rozwija schematem tricolore: zieleń brzegu, plaży żółć i morza modrość. Gdzie kres, skoro był początek? Myśl ta huczy w głowie w metronomie uderzających fal.

Poczekamy do jeszcze jednego zakrętu, zobaczymy.

Wytrzymamy.

„Informujemy państwa, iż na odcinku 6 kilometrów od miejscowości Wisełka w stronę Międzyzdrojów, nie ma możliwości zejścia z plaży w głąb lądu.”

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Plażą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *