Pięćdziesiątka Deana.

Książka „50 maratonów w 50 dni” opisuje niezwykłe tournee po USA, zrealizowane przez Deana Karnazesa, znanego ultramaratończyka, zwycięzcę wielu prestiżowych zawodów. Tym razem trudność kreowała nie sportowa, lecz logistyczna strona przedsięwzięcia. Autor biegł dzień pod dniu, za każdym razem w innym stanie USA. Prawdziwym wyzwaniem nie były zatem osiągi czasowe, lecz męczące podróże, krótki sen i obowiązki medialne. Nietrudno się bowiem domyślić, że całość wymagała potężnego wsparcia sponsora, a wiadomo: „mecenas daje kasę, mecenas wymaga”. Większość dniówek 🙂 Dean pokonał w czasie około czterech godzin, co dla niego nie stanowi problemu. Trzeba przyznać, iż plan zrealizowano z iście amerykańskim rozmachem, ku podziwowi wielu biegaczy. Gwoli ścisłości dodajmy, iż pozycję sygnuje swoim nazwiskiem Matt Fitzgerald jako współautor. Rzecz rozegrała się jesienią 2006 roku.

Całe to show opisano dosyć typowo dla amerykańskich książek o bieganiu i ludziach sukcesu. Nie ma w tym nic złego, lecz też jakiejś wielkiej oryginalności dziełu nie przydaje. Cenimy wytrwałość w cierpieniu Deana, doceniamy wątki charytatywne, z sympatią odnosimy się do podkreślanej więzi z innymi uczestnikami. Ultramaratończyk trochę filozofuje na tematy życiowej drogi biegaczy i tu już każdy sam oceni, jak to wypada w odbiorze. Według mnie, znajdziemy dosyć celne rozważania, acz bez jakiejś błyskotliwej odkrywczości. Dodam, że najciekawiej w tym kontekście wypada zakończenie, lekko wykraczające poza schemat całości.

Miłym sercu każdego amatora szurania jest zawarte w książce ramkowanie, w którym co kilka stron znajdujemy praktyczne porady mistrza. Dla początkujących przydadzą się nieomal wszystkie, a i bardziej doświadczeni tuptacze mogą coś dla siebie znaleźć. Przy tej okazji pochwalmy autora, iż uniknął nadmiernego reklamowania swoich dobroczyńców, zachowując w tej kwestii estetyczny umiar. Plus.

Nie sposób pominąć faktu podobieństwa „50 maratonów…” do „Na północ…” Jurkera. W obydwu zawodnicy wraz z innymi entuzjastami dzień po dniu przemierzają Stany Zjednoczone, propagując zdrowie, ruch i inspirując rzesze sympatyków do naśladownictwa. Nie przechylam szali mojej opinii na korzyść żadnego z nich, oceniając ich wyczyny na równi. Pewnie wielbiciele któregoś z panów mają inne zdanie. 😉

Co zrobił Dean Karnazes po przebiegnięciu planowo

pięćdziesiątego maratonu? Przekonajcie się sami, sięgając po lekturę.

***

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Pięćdziesiątka Deana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *