…i kamieni kupa.

Gdzie gołoborze świeciło wśród gęstwiny lasów stertą głazów, pchając myśli ku zimnym dniom minionym…

Ciągnęło nas w góry z nieodpartą siłą, wykręcając dusze tęsknotą za szczytami. Wyruszyliśmy przy pierwszej okazji w te najbliższe. W Świętokrzyskim Parku Narodowym nie znajdziemy porażających wysokości, lecz nie oznacza to nudy. Łysogóry cieszą się sławą najstarszych w Polsce. Sama metryczka gwarantuje ciekawe miejsca, godne odwiedzenia. Nazwa bardzo mi się podoba. 🙂 Przy okazji złapaliśmy pierwsze tchnienie zimy, napotykając jej najmilsze zwiastuny: śnieg, słońce i mróz.

Dzięki wysiłkom polskich drogowców, wyprawa pod Kielce nie zajmuje wiele czasu za kółkiem. Po dwóch godzinach jazdy skręcamy w Bodzentynie, meldując się porankiem w Świętej Katarzynie. Pogoda dopisała idealnie. Nie marudząc, osprzętowani i zmobilizowani startujemy truchcikiem na czerwony szlak, prowadzący wzdłuż głównej grani pasma.
Mijając bramę z miejscem poboru myta dla parku narodowego, gratulujemy sobie wyboru pory roku. Polecamy Wam zwiedzać popularne rejony poza wysokim sezonem. Zaoszczędzimy nieco gotówki na parkingach, wejściach i innych wydatkach. Ponadto spotyka się mniej ludzi, co pozwala na swobodniejszy kontakt z naturą. Kwestie te prowadzą niestety w naszym kraju do absurdu – kolejki na Giewont stały się tu smutnym symbolem. Listopady, marce i kwietnie mają swoje zalety!

Zaraz za wrotami napotykamy na cudowne źródełko św. Franciszka. Osobliwość owa warta jest uwagi. Woda nigdy nie zamarza, utrzymując stałą temperaturę. Wielu ludzi zachwyca się jej smakiem. Nam wydała się niezła; na ewentualne efekty zdrowotne cierpliwie poczekamy, albowiem ma ona wspomagać wzrok. Zobaczymy. 🙂 Dodajmy przy okazji, iż patron zdroju robi ostatnio karierę. Oprócz tradycyjnych spraw, oddano Franciszkowi pod opiekę ochronę środowiska. Oj, pracy nie zabraknie.

Droga pnie się pod górę dość łagodnie, oferując zmienne podłoże. Pod podeszwami zgrzytają kamienie, szeleszczą liście, skrzypią drewniane pomosty i chrzęści śnieg. Trochę podbiegając, trochę maszerując, cieszymy się otoczeniem zimowym. Im wyżej, tym więcej śniegu leży na ziemi i zwisa z gałęzi. Biel się panoszy skrząca, cudnie. Mrozik szczypie w sam raz.

***
Zdobywamy najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich – Łysicę, 614 m npm. Ale… Nowsze pomiary wykazały, iż bliżej nieba, o całe sześćdziesiąt centymetrów, wznosi się sąsiednia skałka, zwana Agatą. Wdrapujemy się i tam, aby z czystym kolekcjonerskim sumieniem wpisać kolejny obiekt do korony gór polskich. Z tej strony pasma spotykamy niewielkie rozmiarem, acz malownicze, słynne gołoborza. Śnieg zdobi je przepysznie. W kilku miejscach szlak prowadzi przez takie sterty kamieni. Nie chciałbym zbiegać po nich ścigając się; wywrotka byłaby cokolwiek niemiła.

Biegnąc na wschód podziwiamy puszczę jodłową. Zasługuje ona na swe miano. Dorodnie choinki pną się ku chmurom; buki i świerki nie pozostają w tyle – a raczej dole. Mijając ładną kapliczkę św. Mikołaja, docieramy do Kakonina. Tutaj opuszczamy park narodowy i truchtamy jeszcze szosą do rozwidlenia szlaków niebieskiego i czerwonego. W oddali widzimy wschodnią część Gór Świętokrzyskich, gdzie planujemy następną wycieczkę.

Wracamy tym samym traktem, przyglądając się uważnie mijanym wspaniałościom. Choć pasmo niewielkie rozmiarem, emanuje jakąś tajemniczością. Tutaj wydobywano złoto, żelazo, kamień. Powstały w okolicy najstarsze klasztory w Polsce, zastępując kulty pradawne, przedwieczne. Wiedźmy zlatują się na sabaty, a w kościele relikwie krzyża znajdziemy. Gdzieś niedaleko rośnie najwyższe drzewo w kraju, wysoka na 51 metrów jodła. Skały pamiętają czasy, kiedy dinozaurów nawet jeszcze nie planowano. Przedziwna to ziemia, warta odwiedzenia. Z literaturą wiąże się mocnym węzłem twórczością Stefana Żeromskiego. Można odwiedzić wiele miejsc, uwiecznionych na stronicach jego dzieł. Popiersie mistrza stoi przy cudownym źródełku.

***

Z powodów pandemicznych kontakt z miejscową gastronomią ograniczamy do spożycia pizzy w samochodzie. Smakowało wcale nieźle. Jeszcze popołudniem meldujemy się w Warszawie. Polecamy takie wypady; zdrowo i nienudno. Góry czekają.

Łukasz Klaś

8 thoughts on “…i kamieni kupa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *