parkrun Tczew.

To miasto może się pochwalić wspaniałą frekwencją na parkrun. Prężnie działający ludzie sprawiają, że każdego sobotniego poranka startuje spora grupa biegaczy. Brawo! Wiadomo: kadry są najważniejsze. I w tym miejscu wyrażam wobec tczewian szczery podziw. Miło dreptać w licznym towarzystwie.

parkrun tczewski zaczyna się w bardzo charakterystycznym miejscu. Szranki startu-mety rozstawiają na początku ogromnej, nadwiślańskiej łąki. Pokonujemy ją dwa razy, ciesząc się trawą i lekkim poślizgiem. Okoliczność ta pozwala na zaklasyfikowanie lokalizacji do angielskiego rytu; słynne wyspiarskie błonia często służą za bazę sobotniej braci (i siostrzni) biegowej. W Tczewie nad wszystkim panoramuje półtora mostu: kolejowy działa, a pieszo-kołowy czeka na swoją połówkę. Dodajmy, iż z okien pociągu świetnie widać początek (zatem i koniec) trasy. Krajobrazowa liga mistrzowska!

Po wybiegnięciu z łanu traw, trasa prowadzi bulwarem. Teren tworzy tutaj małą skarpę, taką skarpetkę, zatem zdarzają się lekkie zafalowania podbiegiem, symboliczne. Daje to możliwość wplecenia do opisu górskiej katorgi. Docieramy do flagi; nawróciwszy, spędzamy kolejne kilka minut na mijaniu innych uczestników. Pozdrowieniom i uśmiechom nie ma końca. Po minięciu wszystkich, tęsknimy za łąką. Finisz pozwala na szerokie spojrzenie.

***

Podkreślam gościnność gospodarzy. Nieszczęsny przybłęda przybywający pkp może liczyć nawet na depozyt. Tablicy parkrunowej zazdroszczą wszyscy; takie info to skarb.
Ludu szurający: na Tczew!

***

parkrun Tczew: check✅

1 miejsce/18:56

status Diadem parkrun: 78/64

Łukasz Klaś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *