parkrun Działdowo.

Fot. Dorota Marcinkowska/parkrun Działdowo

parkrun Działdowo: check✔. To już Mazury, zatem egzotyka i wojaż dokonany poważny.

Prujemy od bardzo bladego świtu, mijając jesień tak urokliwą, aż samą sobą zachwyconą. Skąd ja to znam. Słońce, liści kolory, mgielny opar i blask komponują nam podróż smakowitą.

Zostajemy powitani nadwłaściwie, zawstydzająco gościnnie. Organizacja w rozbieganym Działdowie wzo-ro-wa. Wszystko przeprowadzają pod kontrolą, lecz zarazem nienachalnie, z naturalną swobodą. Zapraszają na wspólną rozgrzewkę, omówienie trasy, zdjęcie, wreszcie start.

Fot. Dorota Marcinkowska/parkrun Działdowo

Trasa biegu kładzie się pod nogi wymagającym, acz estetycznym przełajem. Za leśniczówką hop na górkę i dalej duktem, piachem, ściółką, wądołem; gdzieniegdzie kamyk zazgrzyta, polny, subtelny, swojski..

 

Fot. Dorota Marcinkowska/parkrun Działdowo

Agnieszka roztruchtuje się w środku stawki, ja napieram. Pierwsze metry spędzam jednak pod koniec drugiej dziesiątki – to sympatyczne maluchy rwą z uśmiechem naprzód; szczęśliwe dziecięctwo, tempa z gps nieplanujące!

Fot. Dorota Marcinkowska/parkrun Działdowo

Po kilometrze wyścig zostaje wyczyszczony i zostaję na czele z Marcinem. Spędzamy tak razem cztery kilometry, równo prowadzeniem się dzieląc. Ciężkimi dla mnie wlokły się chwile, czart szeptał zza ucha: jutro Wieliszew, a w nogach masz maraton, odpuść, zwolnij, huź, huź. Jeszcze kawałek, zakręt, zbieg, jeszcze, jeszcze i tak dojeszczowałem do finiszu. Kolega mówi: końcówka i zaczynamy przyspieszać; zdziwiony i oczywiście szczęśliwy mijam metę pierwszy. Gratulacje i podziękowania, podziwiam mojego rywala, z jakim spokojem przyjął takie rozstrzygnięcie. Jeszcze nigdy nie wygrałem parkrunu tak minimalnie.

Fot. Dorota Marcinkowska/parkrun Działdowo

Ostatecznie wynik 18:15 i 1 miejsce na 70 startujących, co w tych warunkach przyjmuję za wartość akceptowalną.

Status parkrun: 25/17.

Na parkrunach nie ma pakietu, prawda? Otóż w Działdowie na powitanie wręczono nam koszulki i kubki – dla pierwszaków. Na mecie woda i herbata serwowana (!) przez wolontariuszy. Potem ognisko z poczęstunkiem iście królewskim; kiełbaski,  ciasta domowe w kilku gatunkach, kawa, herbata, woda, słodycze, Agnieszka wcina boski chleb, trzęsącymi uszami wyrażając aprobatę i zachwyt. A na drogę jeszcze nas zaopatrzyli.

Fot. Dorota Marcinkowska/parkrun Działdowo

Niby z okazji Dnia Nauczyciela, lecz tak naprawdę święto mamy ważniejsze: parkrun.

Ta pani nie chciała wypuścić nas z Działdowa.

Kolega, z którym rywalizowałem, też startował w maratonie z nami, pobijając życiówkę poniżej trzech godzin. Nie mówił, że jest zmęczony.

Marcin, dziękuję.

Działdowo – dziękujemy i: do zobaczenia!!!

 

Łukasz Klaś

Fot. Dorota Marcinkowska/parkrun Działdowo

3 thoughts on “parkrun Działdowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *